fot. © www.nocnaligahalowa.pl

Opis i retransmisja 9.kolejki 1.ligi!

1 marca 2024, 11:38  |  Kategoria: Ogólna  |  Źródło: inf.własna  |   dodał: roberto  |  komentarze:

Czekali na to długie 10 lat! AbyDoPrzodu po raz drugi w swojej historii zostali mistrzami Nocnej Ligi Halowej!

Mecz o wszystko był oczywiście temat przewodnim ostatniej kolejki 1.ligi. Ale zanim został rozegrany, wpierw odbyły się jeszcze trzy spotkania. Pierwsze rozstrzygnęli między sobą gracze Al-Maru i Łabędzi. Ponieważ zarówno ten mecz, jak i pozostałe rozgrywały się niemal równolegle do starcia Legii z Molde, wiele ekip miało spore problemy kadrowe. Al-Mar nie mógł skorzystać chociażby z Maćka Lęgasa czy Patryka Czajki, a jeszcze szersza lista nieobecnych była po drugiej stronie boiska, gdzie brakowało przede wszystkim bramkarza. I piszemy o tym nieprzypadkowo, bo Maciek Pietrzyk, który zagrał na pozycji golkipera w tym spotkaniu, był głównym bohaterem premierowej połowy. Połowy, która naprawdę nieźle zaczęła się dla Łabędzi, bo mieli kilka dogodnych okazji do zdobycia bramki, lecz żadnej nie wykorzystali. No i to się zemściło, właśnie przy udziale kapitana tego zespołu. W 8 minucie to jego złe podanie, wprost pod nogi Rafała Błońskiego pozwoliło otworzyć wynik przeciwnikom. W 15 minucie bramkarz nominalnych gości, zamiast wybić piłkę ręką z autu bramkowego, wykopał ją, za co sędziowie podyktowali rzut wolny pośredni i z tego padł kolejny gol. Z kolei 16 minuta to już materiał na futbolowe jaja, bo gdy wszyscy myśleli, że Maciek Pietrzyk łatwo złapie piłkę, ta zrobiła mu psikusa i reszty można się domyśleć. Trzy prezenty, trzy gole i było niemal po meczu. A jeśli ktoś miał co do tego wątpliwości, to na początku drugiej połowy zrobiło się 5:0, a na listę strzelców wpisali się Mateusz Gawłowski i Rafał Błoński. Od tego momentu mecz miał już wymiar rekreacyjny, obydwie strony nie skupiały się na obronie, ale głównie na tym, by coś jeszcze strzelić i końcowy wynik zatrzymał się na 7:3. Łabędzie przegrały i ligę zakończyły na szóstym miejscu. Ktoś powie – ooo, nieźle, ale jakby tak uważnie się przyjrzeć, to ten wynik zwłaszcza pod względem punktowym był słabszy niż poprzedni. Wtedy oczek było 13, teraz tylko 7. Na plus zapisujemy tutaj przyjście Ernesta Zęgoty, natomiast minusów jest więcej i na pewno potrzebna jest chłodna analiza co zrobić, by ta drużyna wyglądała tak, jak w tamtym sezonie. Bo wtedy pachniało przełomem, a ta edycja to niestety w dużej mierze powrót do punktu wyjścia. Dużo lepiej oceniamy Al-Mar. 19 punktów to świetny wynik i w wielu poprzednich sezonach dałby brąz. Tym razem nie dał, ale pokusimy się o dość odważne stwierdzenie. Gdy przed kilkoma sezonami ekipa Marcina Rychty zdobywała trzecie miejsce, było w tym sporo szczęścia i sprzyjających okoliczności. Dlatego bardziej doceniamy ich tegoroczny wynik, bo tutaj była dużo lepsza gra, dobre transfery i przede wszystkim znacznie ciekawsze perspektywy na przyszłość. Jeśli tylko uda się utrzymać obecny skład, to Al-Mar będzie w przyszłym sezonie kandydatem nawet do złota.

O ile pierwsze spotkanie nie miało wielkiej stawki, o tyle w drugim rywalizacja szła o coś bardziej konkretnego. Mianowicie o utrzymanie w 1.lidze, a sprawę mieli rozstrzygnąć między sobą gracze Kartonatu i Tuby Juniors. Ci drudzy potrzebowali wygranej, ekipa Wojtka Kuciaka mogła sobie pozwolić na remis, natomiast skład jakim przyjechała sugerował, że tutaj żadnego kunktatorstwa nie będzie. To była jedna z lepszych kadr jaką kapitanowi udało się zebrać w całym sezonie, czego z kolei nie można było powiedzieć o Tubie. Przede wszystkim brakowało Rafała Wielądka, nie było też kilku innych graczy, a między słupkami stanął Michał Nowaczyński. I co ciekawe, właśnie ten zawodnik, był jednym z głównych aktorów pierwszych minut. To on otworzył wynik w 4 minucie i to od niego w dużej mierze zależało, jak będą wyglądały akcje Tuby. Ale później do głosu doszedł Kartonat, a konkretnie Karol Sochocki. Jego dwie bramki z rzędu szybko poprawiły morale w zespole i myśleliśmy, że dawny Filpol powoli ucieka w stronę zwycięstwa. Michał Nowaczyński nie chciał się z tym pogodzić i w 13 minucie popisał się pięknym strzałem w okienko bramki strzeżonej wyjątkowo przez Maćka Włodygę. Wynik 2:2 nie przetrwał długo na tablicy świetlnej. W 15 minucie rzut karny dla faworytów wykorzystał Karol Sochocki, szybko odpowiedział Kamil Osowski, lecz ostatnie słowo w tej części gry należało do zawodników w granatowych koszulkach. I kto wie – być może właśnie gol do szatni Kamila Kołodziejczyka wpłynął na jakość gry Tuby. Bo tuż po powrocie na parkiet na 5:3 podwyższył Karol Sochocki. Kulminacyjny moment spotkania to z kolei 30 minuta. Wówczas gracze pierwszoligowego beniaminka łatwo stracili piłkę, stracili gola na 3:6 i wraz z nim uleciała z nich cała energia. Stało się jasne, że nie będą w stanie powalczyć o dobry wynik i ostatecznie przegrali aż 4:9. W taki dość mało przyjemny sposób pożegnali się z 1.ligą przynajmniej na rok. Daleko jesteśmy od stwierdzenia, że tutaj nie pasowali, bo nawet w tym spotkaniu gra (zwłaszcza do pewnego momentu) była duża lepsza niż wynik. Doświadczenie które tutaj zdobyli na pewno zaprocentuje i wiele wskazuje na to, że ekipa z Rembertowa będzie głównym faworytem do wygrania 2.ligi. Zobaczymy czy to się potwierdzi. Kartonat uchował się z kolei przed spadkiem, natomiast nie podlega dyskusji, że był to jego najsłabszy sezon od dawien dawna. Przed tą ekipą sporo trudnych decyzji, bo jasnym jest, że jeśli coś się tutaj nie zmieni, to ten zespół za rok znowu będzie balansował na granicy spadku. A znamy tych zawodników doskonale i wiemy, że coś takiego ich nie zadowala. Może więc warto, by po latach prowadzenia tej ekipy przez Wojtka Kuciaka, przejąć stery we własne ręce i na własnych warunkach spróbować powrócić do czasów świetności?

18 goli – tyle z kolei zobaczyliśmy w trzecim meczu ostatniej kolejki 1.ligi. Co prawda można było spekulować, że w starciu drużyn, które znają już swój los, może dojść do festiwalu strzeleckiego, ale nie spodziewaliśmy tutaj aż takiej jatki. Tym bardziej, że Wesoła i Gold-Dent przystąpili do meczu bez zmian, co sugerowało, że raczej będą oszczędzać siły, bez przesadnego szarżowania. Nie zmieniła tego nawet pierwsza bramka, która padła dla Gold-Dentu już w 1 minucie. Zwłaszcza, że było to jedyne trafienie na przestrzeni kolejnych kilkunastu minut. Ale worek z golami wreszcie się rozwiązał. Początkowo strzelali tylko Dentyści, którzy za sprawą Przemka Przychodzenia prowadzili już 3:0 i do końca premierowej odsłony utrzymywali prowadzenie na poziomie 2-3 trafień. Po 20 minutach gry było 6:3 dla ekipy Przemka Tucina, ale wiedzieliśmy, że Wesoła tak tego nie zostawi. Jesteśmy przekonani, że w przerwie chłopaki powiedzieli sobie, że rywal wcale nie jest poza ich zasięgiem, tylko trzeba wziąć się do roboty na poważnie. No i w drugą połowę odchodzący mistrzowie weszli z impetem. Bardzo szybko zaczęli gonić Dentystów i dystans kurczył się w ekstremalnie szybkim tempie. Dość powiedzieć, że w 25 minucie było już 6:6! I Wesoła wcale nie zamierzała na tym poprzestać. Po golu Damiana Krasnodębskiego po raz pierwszy wyszła na prowadzenie i myśleliśmy, że tutaj nie ma już perspektyw dla ekipy z Wołomina. Sprawy nie chciał odpuścić Przemek Tucin, który zachęcał swoich podopiecznych, aby walczyli do końca. W tym okresie dobrze zacząć grać Antek Kowalczyk. I ilekroć rywal wychodził na prowadzenie, to ten zawodnik wyrównywał stan rywalizacji. Ale gdy na kilkanaście sekund przed końcem, Wesoła miała gola zapasu, mecz wydawał się rozstrzygnięty. I gdy na liczniku było już bardzo niewiele czasu, błąd popełnił Damian Jach. Chwilę wcześniej świetnie odczytał zamiary Przemka Tucina i przejął piłkę, ale potem niepotrzebnie wdał się w drybling. Futsalówkę zabrał mu Przemek Przychodzeń, zagrał do Maćka Lamenta, ten wyłożył piłkę Bartkowi Kierszakowi, który miał niemal idealne okoliczności, by wyrównać. Świetną intuicją popisał się jednak Patryk Jach, blokując piłkę wślizgiem i gdy na transmisji zaczęliśmy mu gratulować niesamowitej interwencji, sędzia wskazał na rzut karny. Ten wątek wałkowaliśmy już w ostatnich dniach wielokrotnie i jasnym jest, że arbiter popełnił błąd, który zdecydował o wyniku, bo rzut karny wykorzystał Antek Kowalczyk i mecz zakończył się przy stanie 9:9. Na całe szczęście ta sytuacja zaistniała w meczu bez wielkiej stawki, ale pozostał po niej spory niedosyt. Z drugiej strony – wynik remisowy z przebiegu spotkania nikogo tutaj nie krzywdzi. Wesoła zakończyła zmagania na piątej lokacie, która na pewno nie zaspokaja jej ambicji. Szybko się okazało, że nie obroni tytułu, potem doszły jeszcze problemy kadrowe i tak naprawdę, to miejsce w środku stawki i wygranie Pucharu Ligi, można uznać za niezły wynik. Tylko co dalej? To pytanie będzie musiał sobie zadać przede wszystkim Patryk Jach, który przejął tę drużynę od Rafała Sosnowskiego i już wie, że to nie jest takie hop-siup. Na szczęście jest dużo czasu, by to wszystko dobrze poukładać przed kolejną edycją. Co do Gold-Dentu, to miewał w tym sezonie dobre mecze, miewał też takie, o których musi szybko zapomnieć, jednak patrząc zupełnie obiektywnie, biorąc pod uwagę wyłącznie aspekt sportowy, to w naszej ocenie zasłużył na spadek i może nawet dobrze by się stało, gdyby takowy zaliczył. Tak naprawdę wszystko to trzymało się dzięki zaangażowaniu Przemka Tucina, który łatał dziury w składzie, łatał dziury na boisku i można było odnieść wrażenie, że zależy mu na tym utrzymaniu bardziej, niż całej reszcie razem wziętej. Oby kolejny sezon był dla niego i jego drużyny lepszy, ale nam ciężko być w tej kwestii optymistami…

No i wreszcie jesteśmy przy ostatnim, a jednocześnie najważniejszym spotkaniu tego sezonu. Nigdy wcześniej nie praktykowaliśmy, by wielki finał rozgrywać na samym końcu, ale tak się złożyło, że właśnie to był najlepszy moment na mecz AbyDoPrzodu kontra Propertica. Spotkały się dwie niepokonane ekipy, z których pierwsi walczyli o drugi tytuł mistrzowski w swojej przygodzie z NLH, a bracia Trąbińscy i spółka o pierwszy. Minimalnym faworytem była Propertica, zwłaszcza że na ten mecz dojechali jej wszyscy kluczowi gracze. Ale i Michał Wytrykus nie mógł narzekać na frekwencję, bo po stronie jego ekipy również nikogo ważnego nie brakowało. Bardzo ucieszyliśmy się na te okoliczności. Zawczasu torpedowały one jakiekolwiek próby tłumaczenia ewentualnej porażki, a jednocześnie dawały nadzieję na wielkie widowisko. I takie też otrzymaliśmy! Od samego początku widać było wzajemny szacunek po obydwu stronach. Nikt nie chciał przesadnie zaryzykować, tak jakby jedni i drudzy czekali do pierwszego błędu rywala. Ten w końcu nastąpił. W 11 minucie Adrian Banaszek sfaulował jednego z rywali tuż przed linią pola karnego, do piłki podszedł Bartek Bajkowski i mocnym strzałem pokonał Łukasza Trąbińskiego. A cztery minuty później było już 2:0! Tym razem do meczowego protokołu wpisał się Kamil Kłopotowski, który dostał przypadkowe podanie od przeciwnika i wykorzystał ten dar od losu. Wynik 2:0 z perspektywy Propertiki stanowił ogromne wyzwanie. Żeby zdobyć tytuł musieli wygrać, do tego potrzebowali aż trzech goli, tym czasem po stronie zysków wciąż widniało 0. Zmieniło się to w końcówce pierwszej połowy, gdzie piłka zagrana przez Mateusza Trąbińskiego nieszczęśliwie odbiła się od Daniela Kani i zaskoczyła Piotrka Kozę. To trafienie spowodowało zamieszanie w obozie AbyDoPrzodu. I o mało nie skończyło się to utratą kolejnej bramki, lecz dwukrotnie kapitalnie interweniował wspomniany Piotrek Koza. Najpierw świetnie odbił piłkę po strzale Juliana Świątka, a potem wygrał pojedynek sam na sam z Adrianem Banaszkiem. A to był dopiero początek jego niesamowitych interwencji. Druga połowa rozpoczęła się pechowo dla obydwu zespołów. Najpierw w słupek trafił Rafał Radomski, a potem to samo – tyle że po drugiej stronie boiska – uczynił Mateusz Trąbiński. Okazji było zresztą więcej, lecz obydwaj bramkarze spisywali się świetnie. Czas jednak upływał i na pięć minut przed końcem spotkania Propertica zdecydowała się na zdjęcie Łukasza Trąbińskiego i wprowadzenie za niego Daniela Gomulskiego. To stawiało duże wyzwanie przed defensywą AbyDoPrzodu, bo trzeba było jeszcze więcej biegać, a jednocześnie uważać na lotnego bramkarza rywali, który groził strzałami z dystansu. I tak naprawdę obrona ekipy z Duczek zagapiła się tylko raz. W 38 minucie do dobrej okazji doszedł Mateusz Trąbiński, którego pierwszy strzał obronił Piotrek Koza, a dobitka trafiła w słupek! Wszyscy złapali się tutaj za głowy, mając chyba świadomość, że to był kulminacyjny moment spotkania. Propertica walczyła do końca, ale mimo przewagi w posiadaniu piłki, nie była w stanie wykreować sobie równie dobrej sytuacji. A w 40 minucie powinno być po meczu. Daniel Gomulski stracił piłkę na rzecz Bartka Bajkowskiego, a ten zrobił z nią kilka metrów i pozostało mu skierować ją do pustej bramki. Uszami wyobraźni słyszeliśmy już głośne TAK JEST ze strony całej ekipy ADP, ale strzelający zadbał o dramaturgię i zamiast do siatki, pocelował w słupek. To dawało jeszcze cień nadziei Propertice, ale chyba nikt nie miał wątpliwości, że gracze w czerwonych koszulkach nie dadzą sobie tego meczu wyrwać. I gdy przeciwnicy jeszcze walczyli, na ławce rezerwowych ekipy z Duczek widać już było zaciśnięte pięści. Po 3646 dniach, po wielu chudych latach, ale też takich gdzie czasami brakowało niewiele, tym razem nie zabrakło niczego. 10 lat przerwy i koniec! ABYDOPRZODU PO RAZ DRUGI W HISTORII ZOSTAŁO MISTRZEM NOCNEJ LIGI HALOWEJ! Nie byli faworytem w wyścigu o złoto, ale ta myśl po kolejnych zwycięstwach na pewno w nich dojrzewała i przeczuwali, że to może być ten sezon. Nie wszystkie mecze w ich wykonaniu było idealne, ale ten ostatni rozegrali na swoich warunkach i można było odnieść wrażenie, że zespołowością i determinacją którą zaprezentowali, ograliby tego wieczora każdego rywala. Nie byłoby jednak tej wielkiej radości triumfatorów, gdyby nie świadomość, że pokonali naprawdę bardzo silnego przeciwnika. Propertica zrobiła naprawdę dużo by zwyciężyć, ale taktyka rywali nie pozwoliła jej się rozpędzić. Mimo to sytuacje były, jednak brakowało skuteczności lub na ich drodze stawał świetnie dysponowany Piotrek Koza. Nie jest łatwo pogodzić się z przegraną, gdy jesteś tak blisko celu, natomiast trzeba im oddać, że mimo frustracji, która na pewno toczyła ich od środka, z godnością przyjęli gorycz porażki. To skłania nas do stwierdzenia, że zarówno pod względem sportowym, jak i wzajemnego szacunku to był najlepszy finał od lat i życzylibyśmy sobie, by podobnie wyglądał każdy mecz o wszystko w Nocnej Lidze Halowej. Zwłaszcza w 1.lidze, gdzie wiele spotkań w tym sezonie było do zapomnienia, ale ten jeden mecz wynagrodził nam je wszystkie.

Retransmisję wszystkich spotkań pierwszej ligi (z komentarzem) można obejrzeć poniżej. Video jest dostępne w jakości HD. Wystarczy że kołowrotkiem ustawicie opcję 1080p60 HD i będziecie mogli cieszyć wzrok najwyższej jakości obrazem. Za każdą subskrypcję czy polubienie materiału na stronie YouTube - z góry dziękujemy! Jednocześnie prosimy Was o weryfikację statystyk z Waszych meczów - jeśli znajdziecie jakiś błąd, to prosimy o jak najszybszą informację.

Komentarze użytkowników: