fot. © www.nocnaligahalowa.pl

Aaaaawans jest naaaasz! Sialalalalalalalaaa!

17 sierpnia 2018, 10:07  |  Kategoria: Ogólna  |  Źródło: inf.własna  |   dodał: roberto  |  komentarze:

Zrobiliśmy to! W swoim debiucie w Pucharze Polski, po naprawdę dobrej grze, wyeliminowaliśmy A-Klasową Wisłę Jabłonna! 

Gdy około miesiąc temu ukazały się wyniki losowania pierwszej rundy Okręgowego Pucharu Polski, wiele osób znających realia A czy B-Klasy mówiło nam że mogliśmy trafić lepiej. Wisła Jabłonna jawiła się jako bardzo porządny przeciwnik, który dość szybko mógł nas pozbawić marzeń o czymś więcej, aniżeli jedynie o udziale w tychże zmaganiach. Ale machina ruszyła i już kilka tygodni przed pierwszym gwizdkiem rozpoczęliśmy kampanię promującą pojedynek wszędzie gdzie tylko się dało. Wszystkie artykuły związane z tym spotkaniem biły rekordy popularności, co z jednej strony cieszyło, ale z drugiej... Im więcej o tym pisaliśmy czy mówiliśmy, tym zdawaliśmy sobie sprawę, o ile bardziej będzie bolała ewentualna porażka. Nastrój oczekiwania towarzyszył nam więc od kilku dobrych dni, aż wreszcie wybiła godzina zero. 

Środowy mecz rozpoczął się z ponad 20-minutowym opóźnieniem. Okazało się, że rozjemca tego pojedynku nie wiedział że został do niego wyznaczony i dopiero wracał z... pielgrzymki. W końcu jednak dotarł i w ten sposób debiut naszej drużyny w oficjalnym spotkaniu miał swój początek. I niewiele brakowało, byśmy z bloków startowych wyszli z impetem. Mieliśmy dwie dogodne sytuacje do zdobycia bramki, ale Kuba Bednarowicz strzelił w prost w koszyczek bramkarza a Karol Sochocki posłał futbolówkę obok słupka. Ten niezły początek został wreszcie spuentowany bramką – problem w tym, że dla naszych rywali. Konrad Bulik sfaulował w polu karnym jednego z rywali i sędzia słusznie wskazał na punkt oddalony od naszej świątyni o 11 metrów. Chociaż Michał Dudek wyczuł intencje strzelca, to nie sięgnął piłki i zrobiło się nieciekawie. Co gorsze – za chwilę mogliśmy stracić kolejną bramkę i gołym okiem dało się zauważyć rządzący naszymi poczynaniami chaos. Udało się jednak przetrwać ten kiepski fragment i powoli wracaliśmy na swój poziom. Uśmiechnęło się też do nas szczęście – w 38 minucie złe podanie jednego z Wiślaków otwiera drogę do bramki Arkowi Stępniowi. Wszyscy z ławki rezerwowych wstali ze swoich miejsc i z nadzieją oczekiwali szczęśliwego finału. Arek nie zawiódł – strzał obok bramkarza i mamy remis! To było niezwykle ważne trafienie, a jego autor nie po raz pierwszy udowodnił ile dla naszej drużyny znaczy.

Okazało się, że wyrównujący gol był tylko preludium do tego, co działo się w drugiej połowie. Tutaj nasza przewaga robiła się z minuty na minutę coraz większa, ale wiedzieliśmy, iż względny spokój osiągniemy dopiero wtedy, gdy wyjdziemy na prowadzenie. A to nie był scenariusz nierealny – Wisła Jabłonna była w naszym zasięgu i trzeba to było tylko i aż potwierdzić na boisku. Rywal w tej części gry ograniczał się niemal wyłącznie do długich piłek granych na swoich napastników, ale ci byli skutecznie neutralizowani przez nasz blok obronny. Jeśli więc coś faktycznie działo się pod naszym polem karnym, to tylko w wyniku niedogadania czy niezdecydowania. Aż wreszcie nadeszła 67 minuta – wprowadzony chwilę wcześniej Maciek Kamiński wykorzystuje kawałek wolnej przestrzeni i oddaje strzał, po którym golkiper z Jabłonnej kapituluje po raz drugi! Wszystko zaczyna się układać po naszej myśli, ale nieprzypadkowo wielu trenerów właśnie moment tuż po zdobytej bramce często uznaje za krytyczny. Najłatwiej wtedy o dekoncentrację, jednak udaje nam się zachować zimną krew. A chwilę później zadajemy decydujący cios! Adam Baran dośrodkował z rzutu rożnego a fenomenalną główką popisał się Kamil Kulma i bez względu na to, kto stałby w Wiślackiej bramce, tego uderzenia by nie obronił. Byliśmy o kwadrans od historycznego osiągnięcia i tej szansy nie zmarnowaliśmy. Skutecznie rozbijaliśmy chaotyczne próby ofensywne przeciwnika a tuż przed końcowym gwizdkiem zadaliśmy mu jeszcze jeden cios, który wyprowadził ostatni z naszych rezerwowych Mateusz Lewandowski. Już nic nie mogło nam się stać – AWANSOWALIŚMY DO DRUGIEJ RUNDY OKRĘGOWEGO PUCHARU POLSKI! I tych pomeczowych chwil, gdy dotarło do nas czego dokonaliśmy, nikt nam już nie odbierze. A radość jest tym większa, że wcale się do kolejnej fazy nie prześlizgnęliśmy. To nie był łut szczęścia czy zbieg sprzyjających okoliczności. Tego dnia byliśmy po prostu LEPSI!

A kolejne spotkanie rozegramy już w najbliższą środę 22 sierpnia. Naszym przeciwnikiem będzie aktualny lider ligi okręgowej – Dąb Wieliszew. Mecz rozpocznie się o godzinie 20:00 w Kobyłce. Mamy nadzieję, że frekwencja będzie przynajmniej tak samo dobra jak na poprzedniej potyczce, gdzie trybuny wypełniło grubo ponad 100 osób. Dziękujemy!

Jeśli chodzi o zdjęcia z potyczki z Wisłą to znajdziecie je TUTAJ, natomiast statystyka strzałów, fauli oraz rzutów rożnych jest TUTAJ. Video pojawi się w ciągu najbliższych dwóch tygodni.

Skład: Dudek - Męczkowski, Kulma (78 Wdowiński), Bulik (60 Buczek), Sieńko - Birek (60 Kamiński), Antoniak, Baran (C), Bednarowicz - Stępień (87 Lewandowski), Sochocki (75 Gołębiewski)

Bramki: Arkadiusz Stępień 38, Maciej Kamiński 63, Kamil Kulma 75, Mateusz Lewandowski 90 - Michał Banaszek 18 (rzut karny)

Na koniec chciałbym podziękować WSZYSTKIM zawodnikom za walkę i zaangażowanie. Także tym, którzy z różnych przyczyn nie znaleźli się w meczowej osiemnastce. To fantastyczne uczucie widzieć jak amatorskie zmagania łączą ludzi, bo wtedy przypominasz sobie po co to robisz i po co ktoś te rozgrywki powołał do życia przed dziesięcioma laty. NLH to coś więcej niż liga i bez względu na to ile zwycięstw uda nam się jeszcze odnieść w Pucharze, właśnie to będzie już zawsze jej największym sukcesem.

Nocna Liga

Komentarze użytkowników: