| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 8 |
Ciok Artur
|
||||
| 16 |
Czarnecki Mariusz
|
1 | |||
| 6 |
Kusiak Rafał
MVP
|
2 | 1 | ||
| 10 |
Karczewski Dariusz
|
||||
| 7 |
Karczewski Chrystian
|
1 | 1 | ||
| 9 |
Wronka Adam
|
||||
| 26 |
Bolesta Karol
|
1 | 1 | ||
| 12 |
Wimmer Grzegorz
|
2 | 1 |
| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 1 |
Wiechowicz Marcin
|
||||
| 23 |
Sitak Radosław
|
||||
| 98 |
Król Krzysztof
|
||||
| 7 |
Grabowski Rafał
|
1 | |||
| 8 |
Rudy Jarosław
|
||||
| 17 |
Radomski Piotr
|
1 | |||
| 97 |
Pietrak Konrad
|
Przed ostatnią kolejką Sokoły i Bartycka zajmowały dwie ostatnie pozycje w trzeciej lidze. I bez względu na wynik wtorkowego meczu zielonkowscy weterani i tak nie mieli szans, by przekazać miano czerwonej latarni zespołowi Radka Sitaka, co nie oznacza, że przyjechali to spotkanie jedynie „odbębnić”. W związku z tym, że nie mieli na swoim koncie ani jednego zwycięstwa, chcieli chociaż raz w dziesiątej edycji posmakować triumfu. Ale i rywal miał swoje cele – gdyby Bartycka wygrała, przeskoczyła by w ligowej hierarchii Angry Bears, dlatego liczyliśmy na twardy bój, w którym ani jedni ani drudzy nie będą chcieli odpuścić. I o ile pierwsza połowa faktycznie była bardzo wyrównana, o tyle druga – dość niespodziewanie – potoczyła się po myśli Sokołów, które tym samym zdołały pozytywnie zakończyć ten nie do końca udany sezon halowy.
A ten mecz mógł się tak naprawdę dość szybko skończyć. W 4 minucie poważny błąd popełnił bowiem bramkarz Bartyckiej – Marcin Wiechowicz nie po raz pierwszy w tym sezonie źle obliczył miejsce, w którym może złapać piłkę i ostatecznie uczynił to poza polem karnym. Sędzia w teorii mógł pokusić się nawet o wykluczenie go z gry, ale ostatecznie zdecydował się pokazać tylko żółtą kartkę, co było dobrą decyzją, bo w przeciwnym wypadku ekipę beniaminka czekały by trudne chwile. Trzeba byłoby grać pięć w minut w osłąbieniu i postawić kogoś z pola na bramkę, a takie zmiany rzadko wychodzą na dobre. Arbiter się jednak zlitował, zespołowi udało się też nie stracić bramki po rzucie wolnym i wynik na tablicy świetlnej ciągle brzmiał 0:0. Mogło się to zmienić w 9 minucie, gdy Artur Ciok zagrał bardzo dobrą piłkę do Grzegorza Wimmera, ale ten mając przed sobą tylko bramkarza, strzelił obok słupka. Za chwilę kolejną okazję dla miejscowych zmarnuje też Darek Karczewski i to wszystko zemściło się na Sokołach, gdy w 11 minucie Rafał Grabowski przedarł się przez obronę rywala, dograł piłkę do Piotrka Radomskiego, a ten dość szczęśliwie pokonał golkipera oponentów i mieliśmy otwarcie wyniku! Stracony gol motywująco podziałał na drużynę w żółtych koszulkach, która w odpowiedzi zafundowała Bartyckiej dwa celne ciosy. I w oba zamieszany był duet Chrystian Karczewski – Grzegorz Wimmer. Najpierw pierwszy podawał a drugi strzelał, a 60 sekund później ci panowie zamienili się rolami i rezultat przechylił się na korzyść ekipy Rafała Kusiaka. Te dwie bramki zrobiły wrażenie na Bartyckiej – być może chłopaki myśleli, że z racji bardzo niskiej pozycji przeciwnika, nie będzie on wymagającym konkurentem, ale kto zna Sokoły ten wie, że oni mogą zaskoczyć nawet w najmniej spodziewanym momencie. I do końca pierwszej połowie wynik ustalony w 13 minucie już się nie zmienił. Nikt jednak nie miał wątpliwości, że te trzy bramki na pewno nie są ostatnimi, jakie zobaczymy w tej rywalizacji.
To się zresztą szybko potwierdziło w drugiej połowie – kilkadziesiąt sekund po jej rozpoczęciu Rafał Kusiak popisał się indywidualną szarżą po skrzydle, a jemu akurat piłkę zabrać jest bardzo ciężko i ponieważ żadnemu z obrońców Bartyckiej ta sztuka się nie udała, to po chwili nastąpił płaski, mocny strzał, z którym Marcin Wiechowicz nie był w stanie sobie poradzić. Teraz sytuacja przegrywających była już bardzo zła, a mogła być tragiczna, gdyby w 23 minucie Chrystian Karczewski wykorzystał sytuację sam na sam z golkiperem rywali. I o ile w tych okolicznościach, strażnik świątyni ekipy Radka Sitaka zachował się świetnie, o tyle o tym co zrobił w 27 minucie, chciałby pewnie jak najszybciej zapomnieć. Jego podanie zamiast do jednego z kolegów, trafiło bowiem do Karola Bolesty, który z najbliższej odległości skorzystał z prezentu i mieliśmy już trzy bramki przewagi na rzecz zielonkowskich weteranów. Bartycka próbowała jeszcze wrócić do gry, od czasu do czasu szarpał Jarek Rudy, ale poza strzałem w słupek i on nie był w stanie nic zdziałać. Z kolei prowadzący grali konsekwentnie i w 32 minucie Grzegorz Wimmer pozbawił konkurentów jakichkolwiek złudzeń, bo nie było szans, by w ciągu 8 minut, odrobić aż cztery trafienia. Tym bardziej, że z beniaminka trzeciej ligi zeszło powietrze i czekał on już wyłącznie na ostatni gwizdek sędziego. Zanim ten nastąpił, drużyna w żółtych koszulkach zdobyła jeszcze dwa gole – jednego zainkasował Rafał Kusiak, a drugiego Karol Bolesta, tyle że to drugie trafienie było... samobójcze. Ostateczny wynik brzmiał więc 6:2 i tym sposobem w dziesiątej edycji Nocnej Ligi nie było zespołu, który nie wygrałby chociaż jednego spotkania. Sokoły uczyniły to metodą last minute, ale sukces był niepodważalny i być może trochę osłodził miejscowym fakt, że okazali się najsłabszą ekipą zakończonego sezonu. Apetyty były większe, lecz przy tak rzadkiej obecności Tomka Sieczkowskiego i nieregularnej Chrystiana Karczewskiego, trudno było liczyć na coś więcej. Co do Bartyckiej, to chyba także możemy mówić o niedosycie. Początki były bardzo trudne, zespół dopiero zdobywał halowe doświadczenie, ale w trakcie sezonu rozkręcał się i kilkukrotnie pozytywnie zaskoczył. Tutaj także zabrakło stabilizacji w składzie i za rok końcowy wynik powinien być dużo lepszy. Doświadczenie zaprocentuje, pewnie dojdą nowe twarze i to powinno zagwarantować skuteczny atak na górną połowę tabeli. A ze ten sezon i Bartyckiej i Sokołom serdecznie dziękujemy. Szału może i nie było, ale wstydu również. Widzimy się na ósemkach!