| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 1 |
Jaguszewski Artur
|
||||
| 77 |
Wiśniewski Kamil
|
||||
| 87 |
Andrzejewski Adam
|
||||
| 88 |
Powierża Krzysztof
|
2 | |||
| 14 |
Rudnik Damian
|
1 | |||
| 15 |
Błaszczyk Maciej
|
||||
| 6 |
Kopania Hubert
|
||||
| 69 |
Ziółkowski Adrian
|
| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 5 |
Białowarczuk Bartosz
|
||||
| 21 |
Białowarczuk Sebastian
|
||||
| 10 |
Waszczuk Sebastian
MVP
|
1 | |||
| 11 |
Wiechetek Michał
|
||||
| 2 |
Kubicki Adam
|
2 | |||
| 7 |
Sidor Paweł
|
1 | |||
| 8 |
Makowiecki Rafał
|
||||
| 9 |
Brzeziński Łukasz
|
Po przegranym, ale bardzo dobrym meczu ze Starą Gwardią z dużymi oczekiwaniami czekaliśmy na kolejny pojedynek z udziałem Atomowych Orzechów. Ten zespół wreszcie się scementował i skoro był o krok od przynajmniej zremisowania z ówczesnym liderem rozgrywek, to w rywalizacji z Przepitymi Talentami musiał postarać się o komplet punktów. A ci również nieźle zaprezentowali się przed tygodniem, bo wygrać z Bródnowską Szarańczą 15:0 wcale nie jest łatwo. Co więcej – z kimkolwiek wygrać tak wysoko, to nie lada sztuka, więc być może i oni wreszcie weszli na nieco wyższy poziom niż dotychczas. Najważniejszym było jednak, by oni sami w to uwierzyli i tak się chyba stało, bo od samego początku spotkania wyglądali na mocno zdeterminowanych i agresywniejszych w swoich poczynaniach aniżeli rywal. I to przyniosło skutek – w 6 minucie Artur Jaguszewski wyszedł z bramki Orzechów, ale źle rozegrał piłkę, będąc zblokowanym przez Sebastiana Białowarczuka. Futbolówka dość szczęśliwie spadła pod nogi Adama Kubickiego, który z połowy boiska nie miał kłopotów z umieszczeniem jej w opuszczonej świątyni rywala i zrobiło się 1:0! A w następnej akcji było już 2:0! Ponownie w jednej z głównych ról Sebastian Białowarczuk, który przeprowadził rajd z piłką i dograł ją do Adama Kubickiego. Select po drodze odbił się jeszcze od jednego z rywali, co znacznie ułatwiło Adamowi Kubickiemu opanowanie piłki i także tutaj strzał należał do formalności. Źle się więc ułożył mecz dla Orzechów. I od razu było to widać nie tylko w ich poczynaniach, ale też we wzajemnych pretensjach, których z biegiem czasu było coraz więcej. A rywal tylko na to czekał i punktował. W 12 minucie na 3:0 podwyższył Paweł Sidor, a w 15 minucie powinno być już 4:0, gdy stratę zanotował Adam Andrzejewski i tylko świetna interwencja Artura Jaguszewskiego uchroniła zespół od skompletowania hat-tricka przez Adama Kubickiego. Atomowe były z kolei w odwrocie, jeśli chodzi o klarowanie sytuacji strzeleckich. Krzysiek Powierża czy Damian Rudnik oddawali strzały z nieprzygotowanych pozycji, które nie miały prawa zagrozić stojącemu w bramce Przepitych Bartkowi Białowarczukowi. Nic więc dziwnego, że wynik do przerwy brzmiał 0:3. Ale to nie był koniec meczu i oba zespoły o tym wiedziały. Orzechy musiały w końcu zacząć grać lepiej, tyle że już w 25 sekund po wznowieniu gry straciły gola na 0:4, po akcji i strzale przebojowego Sebastiana Waszczuka. I zamiast zastanawiać się, czy ekipa Adriana Ziółkowskiego wróci do meczu, można było snuć domysły, że prędzej zostanie rozgromiona. Ale nic z tych rzeczy. W 23 minucie Krzysiek Powierża wreszcie przypomina sobie, że kiedyś był królem strzelców Nocnej Ligi i jest 4:1. I ataki Orzechów nasilają się. Bartek Białowarczuk ma coraz więcej pracy, a w 29 minucie musiał skorzystać z pomocy swoich kolegów, którzy wyekspediowali piłkę lecącą do pustej bramki. Wtedy im się upiekło, lecz w 32 minucie Krzysiek Powierża dokłada stopę do piłki po podaniu Maćka Błaszczyka i mamy tylko dwa gole różnicy. A w 35 minucie już jeden! Tym razem na listę strzelców wpisuje się Damian Rudnik, który rozegrał „klepkę” z Krzyśkiem Powierżą i nagle z meczu, który zmierzał w jednostronnym kierunku, zaczęło się nam spotkanie! Jedni atakowali, ale drudzy wcale nie skupiali się na obronie, zwłaszcza, że obrona Atomowych była tak daleko wysunięta, że aż prosiło się o kontrataki. Ale chociaż minuty mijały, to kolejne bramki nie padały. Wszystko mogło się zmienić już w zatrzymywanym czasie gry. Szansę miał Krzysiek Powierża, lecz wybronił ją Bartek Białowarczuk. Z kolei najlepszą i jak się okazało ostatnią okazję na doprowadzenie do remisu zmarnował Hubert Kopania, który otrzymał świetną piłkę od jednego z kolegów i miał ją na swojej lepszej, lewej nogi. Popatrzył, przymierzył i... przestrzelił. A wraz z selectem uciekającym daleko od bramki, uciekły też marzenia zespołu z Wołomina o jednym punkcie. Przepite Talenty górą! Po dużych nerwach i przy ogromnym zmęczeniu, ale jednak. I była to zasłużona wiktoria, bo rywal całkowicie przespał pierwszą połowę i jego zryw w ostatnich minutach był po prostu spóźniony. Te trzy punkty to już drugie z rzędu zwycięstwo Talentów, którzy w kończącej sezon rywalizacji z Lambadą, na pewno będą chcieli napsuć rywalom tyle krwi, ile tym których zostawili w pokonanym polu. Z kolei Atomowe wróciły do dyspozycji, którą prezentowały na początku sezonu. Gra zrywami i z banalnymi błędami w obronie nie mogła przynieść efektu. I chociaż wydawało się, że przed tygodniem coś się w tym zespole urodziło, to obecnie są oni znowu w punkcie wyjścia...
R.B.