| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 1 |
Mróz Łukasz
|
||||
| 10 |
Wicher Daniel
|
||||
| 20 |
Czerski Paweł
|
||||
| 39 |
Kur Marcin
|
2 | |||
| 83 |
Ciok Norbert
|
| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 12 |
Bestry Łukasz
|
||||
| 3 |
Graczyk Marcin
|
||||
| 15 |
Sochacki Hubert
|
||||
| 13 |
Barzyc Rafał
MVP
|
3 | |||
| 13 |
Bylak Tomasz
|
2 | |||
| 8 |
Polak Grzegorz
|
2 | |||
| 3 |
Trzaskoma Michał
|
||||
| 20 |
Ratke Patryk
|
1 |
Gdyby Team4Fun grał tak, jak wszyscy sdąziliśmy że będzie się prezentował, to na ten mecz kibice przyszliby nawet, gdyby miał zacząć się równo o północy. Ale po pierwszej kolejce o postawie trzykrotnych mistrzów Nocnej Ligi mogliśmy napisacć wszystko, lecz nie to, że w rywalizacji z Ormedem zaprezentowali się dobrze. To był dramat, a przecież teraz przeciwnik miał postawić poprzeczkę jeszcze wyżej. Chociaż na dobrą sprawę dawny Duet sytuację sam sobie skomplikował. Kilka minut przed meczem okazało się, że w starciu nie zobaczymy Piotra Markowskiego, Łukasza Groszka, Bartka Kucharskiego czy choćby Damiana Zielińskiego. To nastrajało pesymistycznie – nie tylko dla samej drużyny, ale i kibiców, którzy chcieli zobaczyć wyrównany mecz, a zapowiadało się bardzo jednostronnie. Tyle że Niespodzianka, może nieco czując pismo nosem, też optymalnego składu nie zestawiła. Brakowało Damiana Pacuszki i Daniela Bogusza, co i tak nie zmniejszało ogromnej siły rażenia drużyny Marcina Boczonia. Zresztą – wszystko wskazywało na to, że tutaj nie trzeba się będzie wysilać, bo rywal grający bez zmian, po kilkunastu minutach i tak odpuści, a wtedy worek z bramkami sam się rozwiąże. I ten scenariusz znalazł zastosowanie i to od samego początku. Mimo że Team4Fun przez 120 sekund grał nawet w przewadze, to po uzupełnieniu składu, Niespodzianka podkręciła tempo i najpierw gola zdobył Rafał Barzyc, a później swoje trafienia zanotowali Grzegorz Polak i Patryk Ratke. Rezultat 3:0 po niecałych 10 minutach spowodował, że na hali zdało się słyszeć dźwięk otwieranych i zamykanych drzwi. Kibice chyba nie chcieli oglądać tego, na co się zapowiadało i po prostu opuszczali trybuny. Ale Team4Fun, jakby na przekór, wrócił do gry. Najpierw wykorzystał kolejną żółtą kartkę dla markowian, a konkretnie dla Marcina Graczyka. Już po chwili bramkę na 3:1 zanotował Marcin Kur, a 180 sekund później, ten sam gracz pokonał Łukasza Bestrego po raz drugi. Zwycięzcy NLH Cup wzięli się jednak do roboty i w 19 minucie dwubramkowe prowadzenie odzyskał Tomasz Bylak. I przy takim też stanie obie ekipy udały się na odpoczynek. Zwłaszcza dla ekipy Łukasza Mroza był to niezbędny czas, bo sił ubywało, a przecież pozostawało jeszcze 20 minut intensywnej gry. I kto wie, jakby się to potoczyło, gdyby na samym starcie drugiej odsłony swoje szanse wykorzystywał Marcin Kur. Najpierw zmarnował niemal 200% okazję, a w 26 minucie był sam na sam z bramkarzem Niespodzianki, lecz za bardzo wyrzucił się z piłką do boku i strzelił jedynie w boczną siatkę. Na więcej trzykrotnych mistrzów NLH nie było już w ofensywie stać. Ekipa Marcina Boczonia dostrzegła to i od tego momentu, regularnie niemal co 3 minuty zdobywała gola. Zaczął w 29 minucie Tomasz Bylak, później dwa gole dołożył Rafał Barzyc, a na 8:2 podwyższył Grzegorz Polak. A Team4Fun jeszcze oddychał, lecz indywidualne próby Marcina Kura nie przynosiły żadnego rezultatu. I tak skończyło się na 8:2 dla zawodników w białych koszulkach. I chyba nie ma co wyciągać z tego spotkania daleko idących wniosków. Przegrani zagrali na tyle, na ile mogli, lecz trzeba im oddać, że do samego końca byli na siebie wzajemne źli, gdy zauważyli, że kolega z drużyny odpuszcza lub się nie stara. Był w nich mistrzowski charakter, by uprzykrzyć przeciwnikowi życie do samego końca. Chwała całej piątce która zjawiła się na parkiecie i starała się dzielnie walczyć z ekipą Marcina Boczonia. Na pewno zasadnym jest pytanie – co dalej? I całe szczęście, że to nie my musimy na nie odpowiadać. Z kolei Niespodzianka zrobiła to, co tego wieczora zrobić po prostu musiała. Żaden inny rezultat niż zwycięstwo w grę nie wchodził i można było odnieść wrażenie, że byłoby ono okazalsze, gdyby zwodnicy wykazali 100% zaangażowania. Ale cóż – być może myślami byli już przy tym, co czeka ich za tydzień. Niespodzianka vs Sami Swoi! I chociaż w nocno-ligowej historii będzie to ich pierwsze starcie, to nie mamy nic przeciwko, by był to pierwszy z serii klasyków. Najbliższy czwartku – czekamy na Ciebie!
R.B.