fot. © www.nocnaligahalowa.pl

Opis i retransmisja 8.kolejki 1.ligi!

17 lutego 2026, 14:47  |  Kategoria: Ogólna  |  Źródło: inf.własna  |   dodał: roberto  |  komentarze:

Można chyba obiektywnie ocenić, że w czwartkowy wieczór nie było niespodzianek. AbyDoPrzodu i Al-Mar nie były w stanie powstrzymać faworytów.

Zacznijmy może od tego, że pierwszy mecz, jaki miał się odbyć 12 lutego, niestety nie doszedł do skutku, bo Kartonat nie zebrał składu przeciwko AGD Marking. To oznaczało, że ci drudzy automatycznie zakwalifikowali się do meczu o 5. miejsce i czekali na swojego przeciwnika, którego miało wyłonić starcie Gold-Dentu z Łabędziami. Byliśmy dość spokojni o motywację jednych i drugich, bo chociaż był to mecz mimo wszystko bez nie wiadomo jak wielkiej stawki, to historia bezpośrednich spotkań sugerowała, że możemy spodziewać się ciekawego widowiska. Poprzednie potyczki regularnie na swoją korzyść zapisywały Łabędzie, aczkolwiek ta ostatnia miała swój dość specyficzny przebieg, bo Gold-Dent cały mecz musiał grać bez zmian. Teraz wyglądało to znacznie lepiej, chociaż sam mecz nie zaczął się dobrze dla podopiecznych Przemka Tucina. No i właśnie kapitan Dentystów był głównym bohaterem pierwszej, dość nieszczęśliwej akcji, po której jego zespół stracił gola, gdy po strzale Kacpra Lachowicza pechowo wbił piłkę do własnej bramki. W 7. minucie było już 2:0, po skutecznie wyprowadzonej kontrze przez Adriana Raczkowskiego, jednak patrząc na to, ile sytuacji mieli jedni i drudzy, było jasne, że wynik szybko się tutaj zmieni. Lada moment mogło być nawet 3:0, lecz po strzale Karola Kopcia silne uderzenie zamortyzował Czarek Duda, a piłkę sprzed linii bramkowej wykopał Damian Zajdowski. Po tej sytuacji Gold-Dent wziął się do roboty. W 9. minucie mieliśmy kolejne trafienie samobójcze, tym razem autorstwa Karola Kopcia, który próbował przerwać podanie Michała Antola do Damiana Zajdowskiego. Za chwilę pomoc przeciwników nie była już potrzebna - Michał Antol wyrównał w ładnym stylu na 2:2. Przy takim wyniku schodziliśmy na przerwę, a po niej dalej oglądaliśmy bardzo zaciętą rywalizację.

Nie zdziwiło nas więc, że kluczową bramkę na 3:2 dla Gold-Dentu zobaczyliśmy w wyniku dość sporego przypadku, bo po rzucie wolnym piłka odbiła się chyba po drodze od wszystkich graczy Łabędzi, a na końcu dotknął jej jeszcze Wojtek Saulewicz i ta ostatecznie wpadła do siatki. Ekipa Maćka Pietrzyka musiała więc pierwszy raz w tym meczu odrabiać straty i najlepszą okazję miała ku temu w 39. minucie, lecz Adrian Raczkowski nie wykorzystał dogodnej sytuacji i nie wygrał pojedynku z Czarkiem Dudą. To się zemściło, bo postawienie wszystkiego na jedną kartę dało dużo wolnej przestrzeni napastnikom Gold-Dentu, a zwłaszcza Przemkowi Przychodzeniowi. To właśnie on w 40. minucie zdobył dwie bramki, które ostatecznie przechyliły szalę zwycięstwa na korzyść ekipy z Wołomina. Tym samym to Dentyści zagrają o 5. miejsce, a Łabędzie o 7. Zaskoczenia nie ma, chociaż gdyby skończyło się odwrotnie, to też wielkiego zdziwienia by nie było. Zdecydowały detale, które tym razem były po stronie Przemka Tucina i spółki. Rewanż okazał się więc słodki, choć znając wymagania kapitana triumfatorów wobec siebie i wobec drużyny, do pełnego zadowolenia wciąż daleka droga. 

Teraz pora przejść do pierwszego meczu półfinałowego. Burgery Nocą stanęły w szranki z AbyDoPrzodu, gdzie w sezonie regularnym wynik był korzystny dla Mateusza Grochowskiego i spółki. Nie należało jednak wyciągać z tego zbyt daleko idących wniosków, zwłaszcza że po obu stronach składy różniły się od tych, którymi wówczas dysponowali obaj kapitanowie. W czwartek po stronie Burgerów brakowało Patryka Czajki, późno dojechał Piotrek Bober, natomiast Michał Wytrykus nie mógł skorzystać z Kamila Kłopotowskiego czy Przemka Wycecha. To jednak właśnie ekipa z Duczeka otworzyła wynik. W 5. minucie Daniel Kania zagrał do Kamila Melchera, a ten jakoś zmieścił piłkę przy bliższym słupku bramki Pawła Wojciechowskiego. Potem jednak na parkiecie zaczął dzielić i rządzić jeden zawodnik - Mateusz Muszyński. Wszystko, co dobre w obozie Burgerów, musiało przechodzić właśnie przez niego. W 7. minucie jego strzał pod poprzeczkę zameldował się w bramce i mieliśmy remis. Chwilę później popularny „Muszka” wziął piłkę, przebiegł z nią kilkanaście metrów i zmienił rezultat na 2:1. W 14. minucie bohater pierwszej połowy zmienił się w asystenta i jego sprytne zagranie na dalszy słupek zamknął Piotrek Jankowski. A gdyby AbyDoPrzodu miało za mało problemów z rywalem, to tuż przed końcem pierwszej połowy do pieca dorzucił ich bramkarz, Piotrek Koza, po którego fatalnym błędzie Mateusz Muszyński skompletował hat-tricka. Różnica trzech bramek, a do tego przyjazd na parkiet Piotrka Bobera, sugerowały, że powrót do tego meczu dwukrotnych mistrzów rozgrywek może się okazać zadaniem karkołomnym.

Gracze w czerwonych koszulkach nie zamierzali jednak zostawiać spraw bez walki i w drugą połowę weszli z naprawdę dobrym nastawieniem. Okazji im nie brakowało, ale skuteczność już tak - zwłaszcza Karolowi Sochockiemu, który miał mnóstwo dogodnych szans, by pokonać Pawła Wojciechowskiego. Mimo że próbował na różne sposoby, nic nie chciało mu wpaść, a frustracja rosła z każdą minutą. Wydaje się, że ten mecz mógł jeszcze nabrać innego przebiegu, gdyby Karol przełamał się wcześniej, a nie dopiero na pięć minut przed końcem spotkania i to z rzutu karnego. Zresztą dosłownie chwilę po tym, jak zdobył gola na 2:4, dysponował wyborną okazją na trafienie kontaktowe. Dostał piłkę od Kamila Melchera i gdyby wtedy trafił, emocje w końcówce sięgnęłyby zenitu. Paweł Wojciechowski kapitalnie obronił jednak jego strzał, a kilkanaście sekund później było już po wszystkim. Mateusz Muszyński obsłużył Piotrka Jankowskiego, a gol tego drugiego zamknął marzenia AbyDoPrzodu o trzecim mistrzostwie w NLH. Bramka Łukasza Flaka w 40. minucie była już tylko na otarcie łez.

To, co wydarzyło się w drugiej odsłonie, nie zmienia jednak faktu, że z przebiegu całego spotkania awans wywalczył zespół lepszy. Tym samym Burgery, w swoim debiutanckim sezonie w 1. lidze, wciąż mogą marzyć, że nawiążą choćby do czasów Ostropolu, który także w pierwszym podejściu do elity NLH zapisał na swoje konto złoty medal. Byłaby to historia nie lada, chociaż sam fakt, że oni już mają na swoim koncie przynajmniej srebrne medale, również ma swoją wymowę. Co do AbyDoPrzodu, to im te finałowe 20 minut na pewno będzie się śnić. Za późno wzięli się do roboty, ale mimo to stworzyli wystarczająco dużo okazji, by sprowadzić mecz do nerwowej końcówki, gdzie wszystko mogło się zdarzyć. Cóż - złota nie będzie, ale kolejny medal do kolekcji to też coś, czego chłopaki na pewno nie odpuszczą. A szanse są o tyle spore, że Karol Sochocki raczej drugiego takiego meczu jak ostatnio już nie zagra.

A kto został drugim finalistą sezonu 2025/26? W parze Wesoła - Al-Mar zdecydowanie wyżej stały szanse tych pierwszych. Z kilku względów. Po pierwsze - dosłownie tydzień wcześniej wygrali z tym samym przeciwnikiem mecz ligowy i zrobili to w naprawdę dobrym stylu. Kolejna kwestia to pora, która sprzyjała obecności ich najlepszych zawodników. Po trzecie - wydarzyło się coś, czego kompletnie nie zakładaliśmy, czyli problemy kadrowe Marcina Rychty. Oczywiście nie chodziło o to, że nie ma komu grać, ale brakowało podstawowego bramkarza, nie dojechał Damian Bąk, między słupkami musiał stanąć Dominik Ołdak i to wszystko bardzo zmniejszało siłę ognia ekipy z Wołomina. Trzeba jednak oddać Al-Marowi, że na to spotkanie wyszedł bardzo dobrze zmotywowany i było widać, że wyciągnął wnioski z poprzedniej potyczki. Wesoła nie miała już tak łatwego wejścia w ich pole karne jak siedem dni wcześniej, a sam fakt, że nie potrafiliśmy ocenić umiejętności bramkarskich Dominika Ołdaka, powodował, że ferajna Patryka Jacha po prostu nie potrafiła go sprawdzić. Do 15. minuty faworyci trochę bili głową w mur. Co prawda mieli jeden strzał w słupek, ale daleko nam było do stwierdzenia, że mieli tutaj wszystko pod kontrolą. Dodatkowo w 16. minucie nadziali się na kontrę po własnym rzucie rożnym. Rafał Polakowski zagrał do Mateusza Adamskiego, a ten, nauczony wieloma porażkami w sytuacjach, gdy przegrywał pojedynki z pustą bramką, tym razem ogarnął wszystko jak trzeba. Zrobił z piłką kilka metrów i dopiero gdy był pewny zdobycia bramki, zdecydował się na uderzenie. Wesoła była więc na musiku, lecz jeszcze przed przerwą bardzo skutecznie zareagowała. Co prawda w 19. minucie doskonałej okazji nie wykorzystał Dawid Brewczyński, ale już chwilę później ten sam zawodnik wystawił piłkę jak na tacy Jankowi Dźwigale, a ten nie miał problemów, by doprowadzić do remisu. Do przerwy mieliśmy więc 1:1.

Po niej Wesoła chyba wiedziała już, co zrobić, żeby tutaj odjechać. Czuli, że szansa jest w strzałach z daleka, bo Dominik Ołdak dawał oznaki, że jeśli piłka będzie leciała inaczej niż w jego bezpośredniej okolicy, to może mu po prostu zabraknąć umiejętności, by się temu przeciwstawić. I w 22. minucie obrońcy tytułu wykorzystali ten aspekt. Co prawda strzał Mateusza Łysika był mniej więcej na wysokości rąk bramkarza, ale ewidentnie Dominikowi zabrakło doświadczenia, by sobie z nim poradzić. A lada moment było już 3:1, gdy do meczowego protokołu wpisał się Janek Dźwigała. Al-Mar na jakiś czas zgubił dyscyplinę i w 26. minucie powinien przegrywać 1:4, lecz autor poprzedniego gola w sobie tylko znany sposób nie trafił na pustą bramkę dosłownie z kilku metrów. Widać jednak było, że Wesoła idzie w tym meczu jak po swoje, a w 28. minucie było już praktycznie jasne, że nie da sobie tutaj zrobić krzywdy. Paweł Godlewski sfaulował wychodzącego na czystą pozycję Janka Dźwigałę, zobaczył czerwoną kartkę i od tego momentu niewiele mogło się już wydarzyć. Wesoła szybko zdobyła dwa trafienia z rzędu i chociaż Al-Mar zdołał odpowiedzieć golem Damiana Wasia, nie było już perspektyw na remontadę. Nie pomogła w tym nawet czerwona kartka, jaką za głupi faul zobaczył Stasiek Dźwigała, wykluczając się tym samym z wielkiego finału. Finalnie wynik zamknął się w stosunku 7:3 i Wesoła jest już tylko o jeden mecz od obrony tytułu.

Nie była to jednak dla niej łatwa przeprawa. Al-Mar miał plan, skutecznie go realizował i może jedynie żałować, że na tak ważne spotkanie musiał sobie radzić w tak eksperymentalnym składzie. Pozostaje więc pewien margines domysłów, jakby to się skończyło, gdyby Marcin Rychta dostał możliwość poukładania wszystkiego tak, jak chciał, a nie tak, jak musiał. Ten niedosyt nie może jednak zmienić podejścia ani jego, ani całego zespołu do ostatniego spotkania, bo trzecie miejsce będzie fajną nagrodą za dobry sezon w wykonaniu Al-Maru i trzeba zrobić wszystko, by je zgarnąć. A Wesoła? Cóż - potwierdziło się, że gdy przychodzą najważniejsze spotkania, kończy się ta, nomen omen, wesoła gra, jaką uskuteczniali do tej pory. Tu była już koncentracja, szacunek do rywala i wyraźna chęć, by po raz kolejny powalczyć o podwójną koronę. Pierwszy krok został wykonany, pora na drugi. A w najbliższy czwartek dojdzie jeszcze aspekt rehabilitacji - z Burgerami Nocą przegrali bowiem nie tylko w pierwszej kolejce sezonu zasadniczego, ale też w półfinale ostatniego Pucharu Ligi. Finał nie będzie więc tylko walką o trofeum, lecz również okazją, do wyrównania rachunków. A takie historie bardzo często rodzą mecze, które zostają w pamięci na długie lata. I oby tak było także i tym razem.

Retransmisję wszystkich spotkań pierwszej ligi (z komentarzem) można obejrzeć poniżej. Video jest dostępne w jakości HD. Wystarczy że kołowrotkiem ustawicie opcję 1080p60 HD i będziecie mogli cieszyć wzrok najwyższej jakości obrazem. Za każdą subskrypcję czy polubienie materiału na stronie YouTube - z góry dziękujemy! Jednocześnie prosimy Was o weryfikację statystyk z Waszych meczów - jeśli znajdziecie jakiś błąd, to prosimy o jak najszybszą informację.

Komentarze użytkowników: