FSK Kolos triumfuje w Pucharze Ligi!
Ruslan Khudyk i spółka pierwszą ekipą z Ukrainy, która wygrała rozgrywki pucharowe.
Ruslan Khudyk i spółka pierwszą ekipą z Ukrainy, która wygrała rozgrywki pucharowe.
W lidze im nie poszło, ale w Pucharze Ligi okazali się najlepsi! FSK Kolos zgarnął zwycięstwo w Pucharze i zrobił to jako pierwsza ekipa z Ukrainy.
Sukces ekipy Ruslana Khudyka z jednej strony może być zaskoczeniem, bo wcześniej w Pucharze jakoś nie potrafili się odnaleźć. Teraz postawili trochę wszystko na jedną kartę, bo w lidze nie zgarnęli nawet medalu, co na pewno stanowiło rozczarowanie, więc zależało im, żeby zakończyć sezon pozytywnym akcentem.
Niedzielne granie rozpoczęliśmy od 1/8 finału, gdzie w najciekawszym meczu Al-Mar pokonał 1:0 zdziesiątkowane AbyDoPrzodu. Bolesną porażkę po rzutach karnych zaliczyło JMP, które mogło pokusić się o niespodziankę z Gold-Dentem, ale nie potrafiło wykorzystać kilku dogodnych okazji. Z kolei późniejsi triumfatorzy Pucharu ograli Burgery Nocą, które nie przyjechały najmocniejszym składem, ale postawiły się Kolosowi i oglądaliśmy bardzo zacięty bój.
Jeszcze ciekawsze były ćwierćfinały, bo tutaj w każdym meczu wszystko rozstrzygnęło się różnicą tylko jednego gola. Najpierw Górale minimalnie odprawili Gold-Dent, potem FSK Kolos również wynikiem 2:1 pozbył się z turnieju Mocnej Ekipy, a decydujący gol padł na kilkadziesiąt sekund przed końcem, po sprytnym przepuszczeniu piłki przez Nazara Rusiaka. Świetnie reprezentowali się również gracze Las Vegas - podopieczni Grześka Dąbały w starciu o top 4 okazali się lepsi od KS Probram i wiedzieliśmy, że w dalszej fazie będą trudnym orzechem do zgryzienia. W ostatnim ćwierćfinale doszło natomiast do powtórki z meczu półfinałowego 1. ligi – Al-Mar na pewno chciał się zrewanżować Wesołej za tamtą porażkę, ale i teraz musiał uznać wyższość rywali. Wystarczyło, że podopieczni Marcina Rychty raz zostawili za dużo miejsca Jankowi Skotnickiemu, a ten huknął z prawej nogi nie do obrony i skończyło się na 1:0.
A skoro przy rewanżach jesteśmy, to w pierwszym półfinale spotkali się starzy dobrzy znajomi z wielkiego finału 2. ligi. Na dłuższym dystansie Górale okazali się lepsi od Kolosa, lecz na krótszym mecz był jeszcze bardziej wyrównany. Prowadzenie objęli Górale, ale gracze z Ukrainy wyrównali po kontrze i więcej goli już tutaj nie padło. To oznaczało, że o wszystkim miały zdecydować rzuty karne. Kluczowa okazała się 4. seria, czyli pierwsza z kategorii nagłej śmierci. Zamiary Łukasza Puciłowskiego odczytał Marjan Karhut, a potem Orest Maiuk pokonał Marcina Lacha i poznaliśmy pierwszego finalistę.
Drugim pewniakiem miała być Wesoła, lecz mecz z Las Vegas nie ułożył się po jej myśli. Gracze Parano bardzo szybko zaskoczyli wyżej notowanych rywali i po trafieniu Adama Wośka prowadzili. Wtedy nikt nie mógł jeszcze przypuszczać, że będzie to jedyny gol tego spotkania. Faworyci cisnęli, lecz rywale bronili się i dobrze i szczęśliwie. Problem z ich perspektywy pojawił się w samej końcówce, gdy żółtą kartkę zobaczył Adam Wosiek i trzeba było radzić sobie w osłabieniu. Wesoła nie potrafiła jednak sklecić jednej skutecznej akcji, która doprowadziłaby do rzutów karnych, i po raz drugi z rzędu musiała obejść się smakiem na poziomie półfinału. Wiedzieliśmy więc, że wielki szlem Nocnej Ligi pozostanie niezdobyty.
A jak wyglądał finał? Tutaj zakładaliśmy, że swoje może zrobić zmęczenie. Gracze Las Vegas byli bezpośrednio po bardzo wyczerpującym starciu z Wesołą, Kolos miał trochę więcej czasu na odpoczynek i dysponował także szerszą ławką rezerwowych. Widać było jednak, że obie ekipy nie zamierzały forsować tempa, co oczywiście było na rękę tym pierwszym. I być może udałoby im się nawet doprowadzić do rzutów karnych, gdyby nie dosłownie jeden błąd w obronie. Zaczęło się jednak od czerwonej kartki w 8. minucie za zagranie ręką piłki zmierzającej do siatki, którą ukarany został Grzesiek Ampt. To oznaczało, że do i tak dużego zmęczenia doszedł jeszcze jeden problem - do końca meczu chłopaki musieli grać w osłabieniu. Kradli sekundy, bronili się heroicznie, ale na kilkadziesiąt sekund przed końcem Pawel Paduk znalazł dla siebie kawałek miejsca i uderzył. Dominik Pierzynowski, mimo że piłka była na dość wygodnej wysokości, nie zdołał jej odbić. Na remontadę nie starczyło już czasu. Prowadzący wybronili ostatnie fragmenty meczu, a końcowa syrena oznajmiła, że FSK KOLOS ZOSTAŁ ZDOBYWCĄ PUCHARU LIGI W SEZONIE 2025/26! To oznacza, że w kolejnej edycji NLH, jeśli do niej przystapi, zagra za połowę wpisowego. Klasą dla siebie w ich ekipie był bez wątpienia Pawel Paduk – autor 5 z 7 goli swojej drużyny w fazie play-off. Nieamowity zawodnik.
Mimo porażki brawa należą się także Las Vegas - samo wyeliminowanie Wesołej to już była wielka sztuka, a drugie miejsce na 50 startujących ekip to wynik, który mówi sam za siebie.
Jeśli chodzi o nagrody indywidualne, to podzieliliśmy je między finalistów. Najlepszym bramkarzem został Marjan Karhut, MVP - Kuba Koszewski, a króla strzelców wystrzelał Mateusz Trąbiński z Mocnej Ekipy, z dorobkiem 6 goli (3 w fazie grupowej i 3 w fazie finałowej). Tym samym popularny "Trąba" pewnie dość niespodziewanie dla siebie, dorzucił do swojej bogatej kolekcji kolejny skalp.

I na tym 19. edycja rozgrywek przeszła do historii. Cieszymy się, że wszystkie ekipy dojechały na fazę finałową i chociaż część z nich wyglądała, jakby znalazła się tam trochę z przymusu (kilka zespołów grało „gołymi” piątkami), to doceniamy, że nikt nie odpuścił. Specjalne podziękowania dla Ferajny United i Ciętej Szkockiej, które w wyniku wycofania się innych zespołów wskoczyły last minute do drabinki i sprawiły, że nie było walkowerów. Bardzo taką postawę doceniamy.
A jeśli kogoś nie było z nami w niedzielę na hali lub nie śledził transmisji na żywo, może to nadrobić poniżej. Zachęcamy przy okazji do zostawienia łapki w górę! Komplet rozstrzygnieć z niedzielnych zmagań znajdziecie natomiast w menu Rozgrywki -> Puchar Ligi -> Wyniki.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!