| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 12 |
Cieśluk Łukasz
MVP
|
||||
| 11 |
Biskupski Robert
|
2 | |||
| 4 |
Roguski Paweł
|
||||
| 14 |
Podleś Dawid
|
1 | |||
| 18 |
Krajewski Michał
|
1 | |||
| 6 |
Jagodziński Adam
|
||||
| 11 |
Klejnowski Piotr
|
1 | |||
| 7 |
Świnarski Paweł
|
| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 12 |
Sasin Piotr
|
||||
| 6 |
Porada Paweł
|
||||
| 9 |
Radomski Piotr
|
||||
| 5 |
Paćkowski Piotr
|
||||
| 69 |
Radomski Marcin
|
||||
| 0 |
Dygnos Damian
|
||||
| 1 |
Gacioch Mateusz
|
||||
| 18 |
Żukowski Łukasz
|
||||
| 91 |
Tucin Maciej
|
||||
| 55 |
Krajewski Mateusz
|
1 | |||
| 28 |
Klewicki Mateusz
|
||||
| 7 |
Karaszewski Jakub
|
Drugi dzień zmagań 8 edycji został rozpoczęty spotkaniem Lambady z Maliną K.O. Dla obu zespołów pozytywne wejście w sezon było priorytetem, bo mało czynników jest tak demobilizujących już na starcie, jak porażka, w dużej mierze ograniczająca marzenia o awansie. O mobilizację mogliśmy więc być spokojni, co było też widać po składach – i jedni i drudzy zatroszczyli się, by ławki rezerwowych były zapełnione, a pod graczami Maliny mogły się one nawet uginać, bo Piotrek Radomski miał aż siedmiu zawodników na zmianę. Ale na niewiele to się zdało, bo już w 2 minucie prosty błąd w rozegraniu piłki graczy z podstawowego składu Maliny i debiutujący w Lambadzie Michał Krajewski otwiera wynik spotkania. Ten gol zamiast jednak wprowadzić spokój w poczynania ekipy Roberta Biskupskiego, powoduje u nich dużą nerwowość. Malina przyciska i co chwilę jeden z jej zawodników przyjmuje strzelecką pozycję i próbuje znaleźć sposób na Łukasza Cieśluka. Tyle że ten broni jak w transie. W 8 minucie kapitalnie odbija strzał Maćka Tucina, a po chwili to samo czyni w przypadku uderzenia Pawła Porady. W sukurs przychodzi mu też słupek, a jeśli i jemu przytrafia się w końcu jakiś błąd, to obrońcy desperackimi obronami wykopują piłkę byle dalej. Ale natarcie Maliny z czasem maleje. Lambada odzyskuje wreszcie rytm i pod koniec pierwszej połowy ma swoje okazje, by podwyższyć prowadzenie. Sztuka ta nie udaje się jednak ani Robertowi Biskupskiemu ani Dawidowi Podlesiowi, przez co wynik pozostaje na poziomie ustalonym w 2 minucie. Co jednak odwlekło się, to nie uciekło – tuż po rozpoczęciu drugiej połowy sędzia odgwizduje faul w okolicach narożnika pola karnego, a sprytnym, płaskim strzałem popisuje się Robert Biskupski i Piotr Sasin kapituluje po raz drugi. Lambada idzie za ciosem – w 25 minucie sytuacja dwa na jeden, Paweł Świnarski podaje do swojego kapitana, a ten ma szansę na drugie trafienie w spotkaniu, lecz praktycznie na pustą bramkę strzela w słupek. Malina jest w odwrocie. Powoli wychodzi jednak z letargu i podobnie jak w pierwszych 25 minutach, tak i teraz zdecydowanie przejmuje inicjatywę. Najpierw przeciwnik o mało nie strzela sobie samobója, ale ostatecznie Michał Krajewski zdąża wybić piłkę zanim ta przekracza linię bramkową. Później strzela Piotr Paćkowski, lecz kolejną intuicyjną robinsonadą popisuje się Łukasz Cieśluk. Ten sam gracz ma możliwość do rehabilitacji w 32 minucie, lecz nieczysto trafia w piłkę i z koronkowej akcji wychodzą nici. A Lambada gra swoje – w 34 minucie jedna z niewielu ofensywnych akcji, Michał Krajewski podaje do Piotra Klejnowskiego a ten dopełnia formalności – 3:0! W tym momencie ekipa z Wołomina odpuszcza. Traci wiarę, że w tym spotkaniu cokolwiek nie tylko da radę ugrać, ale ma poważne wątpliwości, czy jest w stanie zdobyć chociaż jednego gola. A Lambada punktuje – najpierw Dawid Podleś, później Robert Biskupski i jest 5:0. Braciom Radomskim i spółce udaje się jednak uratować honor i na sekundy przed końcem, gola zdobywa Mateusz Krajewski i mecz kończy się rezultatem 5:1. I gdy patrzy na niego ktoś, kogo nie było na meczu, może pomyśleć sobie, iż był to łatwy triumf, odniesiony małym nakładem sił. Nic z tych rzeczy. Malina grała naprawdę dobry futbol i tylko swojej nieskuteczności, jak również grze na ogromnym procencie skuteczności bramkarza rywali „zawdzięcza”, że zapisuje inaugurację na minus. Co z tego, że może i grali jak nigdy, skoro przegrali jak zawsze. Lambada prezentowała się z kolei tak, jak nas do tego przyzwyczaiła – zacieśniona obrona i kontry i to przyniosło zamierzony efekt. Warto byłoby jednak zatroszczyć się o lepszą grę do przodu, bo ich bramkarz nie zawsze będzie miał taki dzień, jak we wtorek 25 listopada...
R.B.