| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 0 |
Stańczuk Adam
|
||||
| 23 |
Zasadziński Jakub
|
||||
| 5 |
Jackiewicz Marcin
|
||||
| 4 |
Kwiatek Rafał
|
1 | |||
| 11 |
Gołaszewski Paweł
|
1 | |||
| 2 |
Pazio Artur
|
1 | |||
| 9 |
Zawadzki Damian
MVP
|
3 | |||
| 90 |
Antoniak Mateusz
|
| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 12 |
Bestry Łukasz
|
||||
| 3 |
Trzaskoma Michał
|
||||
| 11 |
Pacuszka Damian
|
||||
| 13 |
Barzyc Rafał
|
||||
| 10 |
Zalewski Łukasz
|
||||
| 8 |
Polak Grzegorz
|
||||
| 15 |
Sochacki Hubert
|
||||
| 20 |
Ratke Patryk
|
||||
| 7 |
Górny Adrian
|
Godzina 20:45 najczęściej kojarzy nam się z meczami Champions League. I w czwartek, gdy o tej porze miało się odbyć spotkanie Samych Swoich z Niespodzianką liczyliśmy, że nie ma w tym przypadku. Że doświadczymy fantastycznego widowiska, które zapamiętamy na dłużej, niż tylko na ten czwartkowy wieczór. A mieliśmy powody by tak myśleć, bo oba zespoły prezentowały się do tego momentu bardzo dobrze, w dodatku markowianie wygrali turniej przed ligą i wszyscy byli ciekawi, jak zaprezentują się w starciu z dwukrotnymi mistrzami Nocnej Ligi. Zarówno po jednej, jak i po drugiej stronie boiska widzieliśmy doskonale znane twarze, chociaż wśród Swojaków próżno było szukać Pawła Stańczuka. W tej sytuacji więcej gry mieli dostać pozostali napastnicy, chociaż w inauguracyjnych fragmentach spotkania, ani jedni ani drudzy atakujący raczej sobie nie pograli. Dominowała taktyka polegająca na tym, by najpierw być czujnym, a dopiero później odważnym. Przez to dopiero w 7 minucie zobaczyliśmy akcję godną odnotowania. Adrian Górny podał do Grześka Polaka, a ten ładnie uwolnił się spod opieki pilnującego go Marcina Jackiewicza i stanął oko w oko z Adamem Stańczukiem. Ale zamiast strzelać, próbował kiwać i golkiper Swojaków umiejętnie wyłuskał mu piłkę spod stóp. W odpowiedzi na silny strzał zdecydował się Artur Pazio, lecz Łukasz Bestry był na posterunku. W 10 minucie Sami Swoi objęli jednak prowadzenie! Na strzał zdecydował się Damian Zawadzki a piłka dość szczęśliwie spadła pod nogi Artura Pazio, który z bliskiej odległości nie miał kłopotów z ulokowaniem jej w siatce – 1:0! I Swojacy idą za ciosem. W 14 minucie znowu w jednej z głównych ról Damian Zawadzki, podanie do Rafała Kwiatka a gracze Niespodzianki chyba nie mają wiedzy, że temu zawodnikowi nie można pozwolić na oddawanie strzałów. Efekt? Piłka wpada po długim rogu i jest 2:0! I markowianie mają problem. Niby próbują, ale nic im nie wychodzi, na czele z indywidualnymi akcjami, które chociaż efektowne, to zupełnie nieefektywne. A czas ucieka. Los uśmiecha się jednak do drużyny Marcina Boczonia. Skoro sami nie mogli gola zdobyć, to w sukurs przyszła im niefortunna interwencja Artura Pazio, który chciał przeciąć podanie Grześka Polaka, ale stał zbyt blisko bramki i wpakował ją do siatki. To trafienie miało obudzić Niespodziankę na drugą połowę. Nie dość że przeciwnik mógł golem do szatni stracić swoją pewność w grze, to końcówka pierwszej odsłony była już niezła w wykonaniu zespołu w białych koszulkach i dawała nadzieję na rychłe odrobienie strat. Ale szczęściu trzeba umieć pomóc, a tego dnia markowianie jakby uparli się, że będą grali inaczej niż zwykle. Już w 28 sekundzie drugiej odsłony w słupek ich bramki strzelił Marcin Jackiewicz, a 22 minucie Sami Swoi po profesorsku rozegrali rzut wolny i z najbliższej odległości Łukasza Bestrego pokonał Damian Zawadzki. Rezultat 1:3 stawiał zwycięzców NLH Cup pod ścianą i chociaż w takiej sytuacji próbuje się różnych tricków, byle tylko uniknąć egzekucji, to tak apatycznej i nie wiedzącej co ma grać Niespodzianki dawno nie widzieliśmy. A Sami Swoi byli do bólu konsekwentni i w 27 minucie Mateusz Antoniak wybił piłkę spod nóg Hubertowi Sochackiemu a Damian Zawadzki był tam gdzie być powinien i było 4:1. A gdy w następnej akcji bramkę numer 5 zdobył Paweł Gołaszewski, stało się jasne, że seria 11 kolejnych spotkań bez porażki w Nocnej Lidze, z czego aż 10 było zwycięskich, zostanie Niespodziance przerwana. Tu nie było już nadziei, ale przede wszystkim nie było argumentów ze strony mareckiej ekipy, że są jeszcze w stanie powalczyć o emocjonującą końcówkę. Na dobrą sprawę w pewnym momencie mogli przegrywać już 1:7, bo słupek ich świątyni obijali Artur Pazio i Mateusz Antoniak, a ostatecznie polegli 1:6, gdy w 39 minucie dobił ich Damian Zawadzki. I nawet teraz trudno się do tego wyniku ustosunkować. Z jednej strony gratulacje dla Samych Swoich. Grali to co chcieli, ale nie można odrzucić wrażenia, że mogli robić co chcieli, bo pozwalał im na to przeciwnik. Zupełnie nie funkcjonowała defensywa ekipy Marcina Boczonia i ironicznie można zapytać, czy w ogóle przyjechała do Zielonki. A jeśli tak, to nie dziwimy się, że szybko z tejże Zielonki odjechała. To nie był ten zespół, który znamy, ale paradoksalnie, może to im wyjdzie na dobre. Zejdzie presja, a i sami zawodnicy o ile gdzieś mogli wydawać się nieosiągalni, po tym spotkaniu muszą zejść na ziemię. Teraz czeka ich prawdziwy test sportowca – zobaczymy jak podniosą się po porażce. A Sami Swoi? Bez wątpienia pokazali klasę. Ich skład budził już respekt na papierze, a teraz potwierdza się to na boisku. I chyba nie pomylimy się, jeśli każdy inny kandydat do mistrzostwa, zapytany w kim widzi swojego najgroźniejszego przeciwnika w walce o tytuł odpowie, że w Samych Swoich. Po czwartkowym meczu nie może być inaczej. Pamiętajmy jednak, że tych czwartków będzie jeszcze kilka...
R.B.