| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 13 |
Wyrwiński Adrian
|
||||
| 4 |
Banaszkiewicz Patryk
|
||||
| 2 |
Materek Michał
|
||||
| 0 |
Skrzat Krzysztof
|
2 | |||
| 77 |
Minkina Michał
|
||||
| 7 |
Bogut Adam
|
||||
| 17 |
Brzozowski Aleksander
|
||||
| 8 |
Kaczorowski Michał
|
||||
| 9 |
Pietrzyk Maciej
|
2 | |||
| 10 |
Skrzat Piotr
|
||||
| 31 |
Wnuk Mateusz
|
| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 12 |
Dopieralski Hubert
|
||||
| 2 |
Prasek Łukasz
|
||||
| 8 |
Migała Łukasz
|
1 | |||
| 10 |
Lubelski Sławomir
|
2 | |||
| 8 |
Gawara Gracjan
|
||||
| 7 |
Jurkowski Adam
MVP
|
1 | |||
| 4 |
Poławski Mariusz
|
1 | |||
| 15 |
Jedliński Kamil
|
2 |
Jeden punkt Juta Jazz i trzy oczka wywalczone dotychczas przez Remberticos wcale nie stawiały tego drugiego zespołu w roli zdecydowanego faworyta. Drużyna Patryka Banaszkiewicza gra bowiem w tym sezonie dobrze, a jedyne czego im brakuje to odrobiny szczęścia. Zwłaszcza spotkanie z Mir Budem pokazało, że w tym zespole drzemie olbrzymi potencjał. Remberticos również prezentuje się w tym sezonie bardzo przyzwoicie. W obydwu poprzednich kolejkach gracze Łukasza Migały zostawili po sobie na tyle dobre wrażenie, że ich rywalizacja z Juta Jazz zapowiadała się niemniej ciekawie niż mecz Plastanu z FCB. Pierwszy sygnał do ataku dał w 3 minucie Łukasz Prasek, ale jego uderzenie nie znalazło drogi do bramki. W rewanżu poprzeczkę obił zaś Maciej Pietrzyk. Gdy wydawało się, że obydwa zespoły będą szły na wymianę ciosów, dwa szybkie wyprowadzili zawodnicy z Rembertowa i po trafieniach Kamila Jedlińskiego i Sławomira Lubelskiego objęli dwubramkowe prowadzenie. Przy obu bramkach asystami popisał się Adam Jurkowski, który sam w 13 minucie podwyższył wynik na 3:0. Mocno zaskoczeni takim obrotem sprawy gospodarze, byli po chwili blisko zdobycia swojej pierwszej bramki, ale strzał Michała Materka okazał się minimalnie niecelny. W 17 minucie powinna paść czwarta bramka dla Remberticos, ale najpierw precyzji zabrakło Sławomirowi Lubelskiemu a po chwili Adamowi Jurkowskiemu na przeszkodzie stanął słupek. Tuż przed przerwą w dogodnej sytuacji znalazł się Łukasz Prasek i piłka po jego strzale znalazła się w siatce, ale niestety tylko w bocznej. To co nie udało się temu zawodnikowi, udało się rzutem na taśmę Mariuszowi Poławskiemu i do przerwy Juta Jazz przegrywało aż 0:4. Nocna Liga Halowa widziała już jednak wiele meczów, w których zespoły odrabiały nawet większe straty i to z pewnością dawało olbrzymią nadzieję zawodnikom Patryka Banaszkiewicza. I faktycznie druga część meczu rozpoczęła się od błędu Kamila Jedlińskiego, z którego skorzystał Krzysztof Skrzat. W 24 minucie prowadzenie podwyższyć mogli jednak goście, ale bardzo dobrego zagrania od Łukasza Migały nie wykorzystał Sławomir Lubelski. W 26 minucie bliski szczęścia był natomiast Maciej Pietrzyk, ale Hubertowi Dopieralskiemu z pomocą przyszedł słupek. Minutę później nic już jednak nie przeszkodziło temu zawodnikowi w umieszczeniu selecta w siatce i było już tylko 2:4. Gdy kilkanaście sekund później kontaktową bramkę zdobył Krzysztof Skrzat, gracze Juta Jazz w pełni uwierzyli, że nic jeszcze nie jest stracone. Na wyrównanie trzeba było czekać do 32 minuty, gdy swoje drugie trafienie zanotował Maciej Pietrzyk. Mecz, który po pierwszej połowie stawiał gospodarzy w bardzo złej sytuacji rozpoczął się od nowa. Fatalny błąd Michała Minkiny sprawił jednak, że demony z pierwszej części spotkania powróciły za sprawą bramki zdobytej przez Sławomira Lubelskiego. Ambitni zawodnicy Juta Jazz wiedzieli, że po odrobieniu straty czterech bramek jedna nie jest czymś niewykonalnym. Błyskawicznie słowa te mógł potwierdzić Krzysztof Skrzat, ale po jego uderzeniu select odbił się od aluminium a dobitka Adama Boguta także nie doprowadziła do remisu. Niewykorzystane dwie dobre okazje zemściły się brutalnie w 35 minucie, gdy kapitalną indywidualną akcją popisał się Łukasz Migała. Kapitan Remberticos w sposób znany chyba tylko sobie umieścił piłkę w bramce niemalże z zerowego kąta! Na dwie minuty przed końcem zawiedzione Juta mógł dobić Sławomir Lubelski, ale i tym razem w głównej roli wystąpił niemiłosiernie obijany tego dnia słupek. Drużynę Patryka Banaszkiewicza zdążył pogrążyć jeszcze Kamil Jedliński, który do siatki trafił praktycznie równo z końcową syreną. Tym samym druga porażka gospodarzy stała się faktem. Jeden punkt po trzech kolejkach z całą pewnością nie jest tym, czego się spodziewali. Marzenia o awansie trzeba będzie niestety zapewne odłożyć na przyszłą edycję. Wprawdzie w piłce wszystko jest możliwe, ale musiałby nastąpić niesamowity splot wydarzeń, żeby Patryk Banaszkiewicz i spółka wstąpili w szereg pierwszoligowców. Zespół Łukasza Migały pokazał natomiast, że może być "czarnym koniem" tegorocznych rozgrywek. Jeżeli on i jego koledzy wyeliminują dekoncentrację, która wkradła się w ich grę przy prowadzeniu 4:0, to za tydzień znowu będą mogli się cieszyć z kolejnego zwycięstwa.
M.B.