| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 9 |
Topczewski Dawid
|
||||
| 18 |
Ciok Paweł
|
||||
| 22 |
Ochtabiński Michał
|
||||
| 11 |
Mazurkiewicz Radosław
|
||||
| 7 |
Grzelakowski Artur
|
1 |
| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 1 |
Baran Jarosław
|
||||
| 21 |
Białowarczuk Sebastian
|
1 | |||
| 10 |
Waszczuk Sebastian
|
1 | |||
| 9 |
Brzeziński Łukasz
|
||||
| 17 |
Ośko Adam
|
1 | |||
| 7 |
Sidor Paweł
|
||||
| 2 |
Kubicki Adam
|
1 | |||
| 5 |
Białowarczuk Bartosz
MVP
|
2 |
Jeśli SPC Słoiki marzyły, by już w drugiej kolejce zaliczyć premierowe punkty w Nocnej Lidze, to pod względem personalnym podeszli do sprawy bardzo ryzykownie. Okazało się bowiem, że liczba chętnych zawodników do gry wynosi 5, czyli cały mecz z Przepitymi Talentami trzeba było grać bez zmian i bez podstawowego bramkarza. Już wtedy dawało to do myślenia. Tym bardziej, że przeciwnik większych kłopotów kadrowych nie miał, co powodowało, że mógł siłami gospodarować o wiele lepiej, a to na hali od zawsze ma niebagatelny wpływ na końcowy rezultat. I faktycznie – spotkanie to wyglądało tak, jak można się było spodziewać. Przepite Talenty od pierwszego kopnięcia piłki wyglądały na lepiej usposobione, bardziej dojrzałe i co chwilę stojący w bramce Słoików Dawid Topczewski musiał mieć się na baczności. W 3 minucie świetnie obronił nogami uderzenie Łukasza Brzezińskiego, a w 8 minucie ekwilibrystycznie zbił na poprzeczkę strzał Pawła Sidora. Przy trzeciej próbie był jednak bezradny. Koledzy z pola niefrasobliwie rozpoczęli grę z autu, co błyskawicznie wykorzystał oponent a piłkę do siatki spokojnie skierował Sebastian Białowarczuk. To był znak, że worek z bramkami prawdopodobnie się rozwiązał, bo ataki Talentów nie ustawały, z kolei Słoiki z rzadka przedostawały się pod pole karne Jarka Barana i jedyną godną odnotowania sytuacją była ta z 15 minuty, gdy strzelał Radek Mazurkiewicz, ale uderzeniu wyraźnie brakowało mocy. A ponieważ dosłownie na przestrzeni kilku następnych sekund Przepite poszły z kontrą, to za sprawą Adama Kubickiego błyskawicznie zrobiło się 2:0. Wynik do przerwy ustalił z kolei Bartek Białowarczuk, który wykorzystał błąd Artura Grzelakowskiego i po podaniu od Pawła Sidora, strzałem na pustą bramkę rezultat przyjął postać 3:0. Słoiki z duszą na ramieniu mogły więc oczekiwać kolejnych 20 minut. Zmęczenie się nawarstwiało, a przeciwnik wyczuł szansę na podreperowanie bramkowych statystyk, przez co nie mieliśmy wątpliwości, że wynik na pewno jeszcze nie raz ulegnie zmianie. I w 23 minucie faktycznie powinno się tak stać, tyle że gola mógł zdobyć Artur Grzelakowski. Doszedł on do sytuacji sam na sam z bramkarzem ekipy z Warszawy, ale w decydującym momencie zabrakło chłodnej głowy i to Jarek Baran wyszedł z opresji górą. A nie minęła chwila, a już musieliśmy skręcać głowę w prawo, bo zakotłowało się pod polem karnym Słoików. Paweł Ciok, który w tamtym momencie przejął bramkarskie obowiązki, popisał się trzema intuicyjnymi interwencjami i chyba tylko on wie, jak nie stracił w tej sytuacji gola. Rezultat 3:0 nadal więc obowiązywał, a dopiero w 30 minucie podwyższył go Sebastian Waszczuk. Z kole w 33 minucie gola na 5:0 zainkasował Adam Ośko i debiutanci Nocnej Ligi mieli prawo obawiać się najgorszego, czyli porażki nawet kilkunasto-bramkowej. Na ich szczęście rywal lubował się w marnowaniu sytuacji strzeleckich, a w dodatku w 36 minucie Artur Grzelakowski wreszcie wstrzelił się w bramkę i po akcji z Radkiem Mazurkiewiczem zdobył honorowego gola dla Słoików! Była to bramka na otarcie łez, a ponieważ tuż przed końcową syreną Bartek Białowarczuk dobił przeciwnika trafieniem na 6:1, przegranym przyszło po raz drugi pogratulować oponentowi zwycięstwa po meczu. A kiedy nadejdzie ich moment? Jeśli nie zadbają o szerszą ławkę rezerwowych, to może się okazać, że szybko to nie nastąpi. Nie pomogła również nieobecność bramkarza, bo ciągłe zmiany na tej pozycji powodowały zamieszanie, tym bardziej, iż żaden z zawodników który zakładał rękawice, prawdopodobnie albo nigdy wcześniej tego nie robił, lub robił to przy okazji. Golkiper w takich rozgrywkach to podstawa. Przepite o tym wiedzą i również dzięki temu zawodnicy w czerwonych koszulkach mogli cieszyć się z pierwszego zwycięstwa w sezonie. Mogło ono być bardziej okazałe, lecz zwycięzców się nie sądzi. Poziom gry pozostawiał jeszcze nieco do życzenia, lecz teraz, gdy trzy punkty są na koncie, być może braciom Białowarczuk i spółce będzie łatwiej o kolejne. A o słuszności tej tezy w dużej mierze przekonamy się już w najbliższy poniedziałek.
R.B.