| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 1 |
Słowik Ferdynand
|
||||
| 77 |
Kowalski Mariusz
|
1 | |||
| 44 |
Kowalski Mariusz
MVP
|
3 | |||
| 8 |
Kowalski Hubert
|
1 | |||
| 7 |
Jędrzejczyk Mateusz
|
2 | |||
| 8 |
Zaremba Marcin
|
||||
| 2 |
Rytel-Tyburczy Wojciech
|
| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 12 |
Bestry Łukasz
|
||||
| 3 |
Trzaskoma Michał
|
||||
| 11 |
Pacuszka Damian
|
1 | |||
| 13 |
Barzyc Rafał
|
1 | |||
| 10 |
Zalewski Łukasz
|
1 | |||
| 7 |
Górny Adrian
|
2 | |||
| 20 |
Ratke Patryk
|
1 | |||
| 8 |
Polak Grzegorz
|
W tym spotkaniu doszukiwanie się sensacji było raczej nie na miejscu. Niespodzianka jeszcze na koniec 2014 roku w świetnym stylu odprawiła AGD Marking, natomiast Cubana praktycznie od samego początku rozgrywek dzierży miano czerwonej latarni rozgrywek, tak więc chyba tylko gracze Ristorante wierzyli, że mogą pokusić się tutaj o wynik, o którym będą mówili wszyscy. Tym bardziej, że zespół z Marek dysponował niemal wszystkimi najważniejszymi zawodnikami, co niemal do zera zmniejszało szansę na jakiekolwiek sensacyjne rozstrzygnięcie. Tyle że już sam początek meczu wskazywał, że gracze Marcina Bocznia mają chyba problem z koncentracją i motywacją. Być może mieli mylne wyobrażenie o przeciwnikach, którzy przecież faktycznie zajmują ostatnie miejsce, ale w każdym ze spotkań dają z siebie wszystko, a już zwłaszcza w takim, w którym nikt na nich nie liczy. I już w 1 minucie było 1:0. Walkę o górną piłkę wygrał Mariusz Kowalski I, a ta spada pod nogi Mariusza Kowalskiego II, który nie namyślając się uderzył ile sił i Łukasz Bestry został pokonany po raz pierwszy. Wielkiego wrażenia na Niespodziance ten gol nie zrobił, a przynajmniej taki trzeba było wysnuć wniosek, bo poziom niemrawości jaki prezentowali zawodnicy w białych koszulkach nadal był bardzo wysoki. I w 7 minucie zostali za to skarceni po raz drugi. Tym razem do sytuacji sam na sam z bramkarzem doszedł Mateusz Jędrzejczyk i chociaż był naciskany przez jednego z przeciwników, zdołał posłać futbolówkę między nogami golkipera i z trybun zdało się słyszeć pomruk zaskoczenia, czy wręcz niedowierzania. Cubana 2, Niespodzianka 0? Coś tutaj było nie tak. Ale markowianie wreszcie wzięli się w garść, bo i dłużej tak słabo prezentować się nie było można. W 9 minucie przed szansą na kontaktowego gola stanął Grzesiek Polak, lecz tym razem lepszy okazał się jeszcze Fred Słowik. W 11 minucie nie miał on jednak nic do powiedzenia, gdy sprytnym strzałem popisał się Adrian Górny i było już tylko 2:1. Po chwili na listę strzelców, bo podaniu od Rafała Barzyca wpisał się także Łukasz Zalewski. A gdy w 15 minucie Damian Pacuszka z bliska dobił strzał Patryka Ratke, wszystko zaczęło zmierzać w kierunku, którego się spodziewano. Cubana wyraźnie spuściła z tonu i chociaż pod koniec pierwszej połowy Mariusz Kowalski II strzelił jeszcze w słupek, to zakończyła się ona minimalnym prowadzeniem faworytów A początek drugiej odsłony to kontynuacja dobrej gry Niespodzianki. Już po 14 sekundach Rafał Barzyc okiwał dwóch obrońców, następnie położył na ziemi bramkarza i strzałem do pustej bramki zmienił wynik na 4:2. W tym okresie ekipa mistrzów NLH Cup prezentowała się naprawdę solidnie i miała wiele sytuacji, by poprawić stan posiadania. Ostatecznie zdobyła jeszcze tylko jednego gola, autorstwa Patryka Ratke. A dosłownie chwilę później tylko milimetry zadecydowały, że zmierzającą do bramki Cubany piłkę koniuszkami palców zatrzymał przed linią Fred Słowik. Ale czy 5:2 czy 6:2 było to w tym momencie bez większego znaczenia, bo kwestią czasu wydawało się przypieczętowanie sukcesu przez markowian. I Cubana też wydawała się być z tym faktem pogodzona, chociaż w 35 minucie straty nieco zmniejszył Mariusz Kowalski II. Co więcej – widząc kolejną fazę nonszalancji i braku właściwego zaangażowania przez przeciwników, miejscowi zaczęli coraz śmielej sobie poczynać i w 37 minucie za sprawą Huberta Kowalskiego było już tylko 5:4! Ale wtedy klasę pokazał Damian Pacuszka. Świetna akcja, wystawienie piłki do Adriana Górnego, a ten z lewej nogi nie daje szans Fredowi Słowikowi – 6:4 i po meczu. A przynajmniej tak to wyglądało. Do końca spotkania pozostawało przecież niewiele ponad 2 minuty i nierealnym wydawało się, że tutaj może się jeszcze coś zmienić. Ale sygnał do ataku dał niezmordowany Mariusz Kowalski II. W 40 minucie znalazł kawałek wolnej przestrzeni, a ponieważ nikt do niego nie doskoczył, to zdecydował się na strzał, a ponieważ był on skuteczny, to trafienie kontaktowe stało się faktem. I gracze Ristorante poczuli, że to wcale nie musi się skończyć na pięknej porażce. Od razu po wznowieniu gry agresywnie doskoczyli do rywala i zabrali mu piłkę, po czym błyskawicznie wstrzelili ją w pole karne, a tam wślizgiem niemal z linii bramkowej wybił ją Michał Trzaskoma. I wszystko byłoby zgodnie z przepisami gry, gdyby nie fakt, że zrobił to w bezpośredniej obecności przeciwnika, któremu wślizg uniemożliwił dobicie piłki do pustej siatki. Sędziowie podyktowali więc rzut karny, z którym nie mógł pogodzić się Rafał Barzyc – uczynił to jednak w takich słowach do arbitra, że po chwili zszedł z parkietu z czerwoną kartką! A do rzutu karnego podszedł Mariusz Kowalski I i wytrzymując tę wojnę nerwów, pewnie wpakował selecta obok Łukasza Bestrego. 6:6! A do końca spotkania pozostawały jeszcze sekundy. I Niespodzianka zdecydowała się na samobójcze rozwiązanie – chcąc wyrównać liczbę zawodników w polu, Łukasza Bestrego zmienił w bramce Łukasz Zalewski. I było to zupełnie niepotrzebne, bo rozbita Niespodzianka była w takim stanie, że nie potrafiła przeprowadzić już żadnego ataku. Miała jednak świadomość, że remis z ostatnią drużyną w tabeli będzie traktowany jak porażka i właśnie dlatego postanowiła za wszelką cenę ryzykować, nawet kosztem tego jednego punktu. I jak często w takich przypadkach bywa – zespół, który ryzykuje w ten sposób traci wszystko. I tak stało się również tutaj. Łukasz Zalewski popełnił błąd przy wyprowadzaniu piłki i sędzia podyktował rzut wolny pośredni dla Cubany. I o ile z niego jeszcze nic nie wynikło, o tyle za chwilę z rzutu rożnego piłka doszła do Mateusza Jędrzejczyka, a ten z najbliższej odległości zrobił to, co miał zrobić – 7:6! A po chwili koniec mecz i sensacja staje się faktem. I aż trudno uwierzyć, jak to się wszystko stało. Jedno nie podlega jednak dyskusji – Niespodzianka przegrała ten mecz na własne życzenie. Byli apatyczni i niezaangażowani, a przecież to właśnie oni byli do tej pory mistrzami końcówek. To oni w najtrudniejszych chwilach byli w stanie wyjść z nawet największych opresji, a teraz sami się w takowych znaleźli i zareagowali najgorzej jak się dało. Czyli w ogóle. Graczom Ristorante należą się natomiast ogromne brawa, bo przegrywać 2:5 i 4:6, a wygrać 7:6 z zespołem tej klasy to nie lada sztuka. Ten mecz zapamiętają na pewno na długo, chociaż tak naprawdę już powinni się koncentrować na kolejnym starciu. Zwłaszcza, że mimo tego spektakularnego zwycięstwa, nadal są przecież na ostatnim miejscu w tabeli.
R.B.