| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 88 |
Matusiak Dariusz
|
1 | |||
| 2 |
Gajewski Radosław
|
1 | |||
| 10 |
Płócienniczak Adrian
|
2 | |||
| 16 |
Rutkowski Mariusz
|
1 | |||
| 8 |
Augustyniak Piotr
|
2 | |||
| 7 |
Balcer Bartłomiej
|
||||
| 0 |
Giera Daniel
|
3 | |||
| 88 |
Wyszyński Marcin
|
| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 17 |
Sieńko Michał
MVP
|
1 | |||
| 10 |
Sieńko Maciej
|
1 | |||
| 18 |
Dudziński Piotr
|
||||
| 10 |
Kowalski Mateusz
|
1 | |||
| 8 |
Lewandowski Mateusz
|
2 |
Gdy jeszcze przed Świętami Ormed przegrał z Pubem Offside, wszyscy zgodnie twierdzili, że to była najwyższa pora na porażkę ekipy Piotrka Dudzińskiego. Wcześniej trochę dopisywało im szczęście i chociaż nikt nie odmawiał im piłkarskich umiejętności, to jednak też mało kto traktował jako faktycznego kandydata nawet do podium. Co innego AGD Marking – ekipę ze Słupna z miejsca stawialiśmy w jednym szeregu z Samymi Swoimi czy Pubem Offside, a oni, chociaż piłkarsko wyglądali średnio, konsekwentnie gromadzili punkty i dopiero w starciu z Niespodzianką dość boleśnie zostali sprowadzeni na ziemię. Tak więc dla obu zespołów był to doskonały moment na powrót na zwycięską ścieżkę, chociaż gdy okazało się, że Ormed ma tego wieczora tylko pięć osób chętnych do gry i w dodatku nie było wśród nich podstawowego bramkarza Michała Charzyńskiego, to zaczęliśmy się zastanawiać nie kto, ale jak wysoko wygra Marking. I praktycznie w niczym naszego myślenia nie zmieniła bramka z 2 minuty Mateusza Lewandowskiego, który wykorzystał zbyt dalekie wyjście z bramki debiutującego w barwach AGD Darka Matusiaka i strzałem z połowy otworzył wynik spotkania. Ekipa ze Słupna błyskawicznie zresztą wyrównała, gdy podanie od własnego bramkarza wykorzystał Daniel Giera i od tego momentu wszystko miało iść w ustalonym kierunku. Ale nic takiego nie miało miejsca. Ormed, chociaż przynajmniej w teorii powinien odpowiednio szafować swoimi siłami, ani myślał wykopywać jedynie piłkę byle dalej od własnej bramki i liczyć na cud. Zespół z Zielonki grał świetny, dynamiczny futbol, w którym prym wiedli Mateusz Lewandowski i Michał Sieńko. Obaj non stop nękali obronę przeciwników i gdyby byli skuteczniejsi, to rezultat wynosiłby przynajmniej 3:1 dla Ormedu. Brakowało też szczęścia, jak choćby w 11 minucie, gdy piłkę z linii bramkowej wybił Adrian Płócienniczak. I te niewykorzystane szanse bezlitośnie się na zespole w ciemnych koszulkach zemściły. Stojący w bramce Ormedu Piotrek Dudziński niepotrzebnie chciał pomóc kolegom przy rozegraniu rzutu wolnego i opuszczając swój posterunek, ustawił się daleko od własnej bramki. Ale Maciek Sieńko nie podał swojemu kapitanowi, tylko zdecydował się na strzał, a ponieważ był on kiepskiej jakości, to Darek Matusiak złapał piłkę i błyskawicznie wrzucił ją do przeciwległej świątyni. A że uczynił to skutecznie, to AGD było na prowadzeniu. Cieszyło się jednak z niego bardzo krótko. W 17 minucie znów w roli głównej golkiper Markingu, który popełnia stratę na rzecz Michała Sieńko, a ten wykorzystuje sprzyjające okoliczności podaje jeszcze do lepiej ustawionego Mateusza Lewandowskiego i wynik do przerwy zostaje ustalony na 2:2. Wciąż możemy się więc spodziewać każdego rozstrzygnięcia, ale nadal w podświadomości wisiało pytanie o siły Ormedu, czy na pewno ich wystarczy na kolejne 20 minut wysiłku. Lecz już początek drugiej odsłony pokazał, że miejscowi nie mają z tym żadnego problemu. W 21 minucie Michał Sienko ucieka z piłką Radkowi Gajewskiemu i po strzale między nogami Darka Matusiaka, wyprowadza zespół na prowadzenie! Tyle że za chwilę znowu nie popisuje się Piotrek Dudziński. Fatalne rozegranie powoduje, że Piotrek Augustyniak ma przed sobą niemal pustą bramkę, tyle że zamiast do niej, trafia futbolówką w słupek. Lada moment to samo, tyle że po drugiej stronie boiska czyni Mateusz Kowalski, a dobitkę świetnie broni golkiper AGD. Nie mija minuta, a pod świątynią Markingu znów ogromne zamieszanie. Ormed domaga się nawet rzutu karnego, gdy piłkę zmierzającą do bramki ręką zatrzymuje Daniel Giera. Sędziowie słusznie jednak orzekają, że dłoń znajdowała się przy ciele i nie może być mowy o rzucie karnym. Ale to nie zbija z tropu prowadzących. W 27 minucie AGD popełnia nie pierwszy tego wieczora błąd w rozegraniu akcji, na którym momentalnie korzystają Mateuszowie: Lewandowski i Kowalski, a piłkę do bramki wkopuje ten drugi i jest już 4:2 dla Ormedu! I zespół Radka Gajewskiego ma ogromny problem. Nie dość, że niewiele im w tym meczu wychodzi, to rywal jest kapitalnie dysponowany i nie tylko rozbija w pył miernej jakości akcje przeciwnika, ale też sam konstruuje na pełnej szybkości następne schematy ofensywne i jest bliski podwyższenia wyniku. Tyle że wtedy znów daje o sobie znać Piotrek Dudziński. W 29 minucie mamy do czynienia prawdopodobnie z najgłupszą czerwoną kartką w historii Nocnej Ligi. Wszystko zaczęło się od niegroźnego centrostrzału bramkarza AGD, który prawdopodobnie nie leciał nawet w światło bramki. Był on jednak na takiej wysokości, której nie dało się zatrzymać żadną częścią ciała poza ręką. Problem polegał jednak na tym, że bramkarz Ormedu stał kilkanaście metrów przed własną bramką i zamiast zupełnie odpuścić, ryzykując nawet utratę gola, zdecydował się bezmyślnie zatrzymać piłkę dłonią. Kara nie mogła być inna – czerwona kartka! A ponieważ zespół z Zielonki nie miał graczy rezerwowych, to nawet po 5 minutach kary, nie mógł wprowadzić do gry zawodnika rezerwowego! Oznaczało to 12 minut gry w stracie i cała ta sytuacja kompletnie załamała Mateusza Lewandowskiego i spółkę. W tej samej minucie stracili dwa gole i już był remis, a w kolejnych tracili następne, z politowaniem patrząc na swojego kapitana, który siedział na ławce rezerwowych i wiedział, że zawalił mecz świetnie grającym kolegom. Końcówka spotkania była już tylko egzekucją i skończyło się na 10:5 dla AGD. Podsumowanie tego spotkania to naprawdę ciężka rzecz. Z jednej strony nie można wykluczyć, że Marking dałby radę i bez pomocy przeciwnika odwrócić losy spotkania, ale patrząc na ich grę, na męczarnie jakie fundowali sobie niedokładnymi zagraniami i wzajemnymi pretensjami, naprawdę trudno sobie wyobrazić, że gdyby nie czerwona kartka wygraliby ten mecz. Szczególnie, iż Ormed grał niesamowicie mądrze, odważnie i każda uciekająca minuta działała na korzyść tego zespołu, bo rywal musiałby się mocno odkryć, a to dawało nadzieję na kolejne trafienia. Ale tak się nie stało. Wynik 5:10 poszedł w świat i Marking może się cieszyć z kolejnych trzech punktów. Tyle że z ich grą jest poważny problem. Ciężko stwierdzić, czy to zmiana ligi na lepszą odebrała im atuty, lecz w 2.lidze grali piłkę przyjemną dla oka, na szybkości, na pamięć. Teraz natomiast wymieniają tylko podania z których nic nie wychodzi. Zdobywają teren, ale nie stwarzają przy tym zagrożenia. I na dobrą sprawę, chyba w żadnym z dotychczasowych meczów nie widzieliśmy Markingu takiego, jaki pewnie sami zawodnicy chcieliby oglądać. Ale ponieważ zajmują drugie miejsce, to trudno traktować to jako zarzut. Zwłaszcza, że sztuką jest grać przeciętnie, ale wygrywać. I strach pomyśleć co będzie, jak ten zespół wreszcie wskoczy na właściwy dla siebie poziom. O ile to oczywiście w ogóle nastąpi.
R.B.