| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 1 |
Milerski Marcin
|
||||
| 20 |
Glanowski Łukasz
|
||||
| 13 |
Milerski Przemysław
|
||||
| 11 |
Paszkowski Piotr
|
||||
| 11 |
Słowik Rafał
|
2 | |||
| 14 |
Gańko Tomasz
|
||||
| 2 |
Kielak Patryk
|
||||
| 23 |
Kielak Robert
|
||||
| 9 |
Paszkowski Łukasz
|
||||
| 5 |
Pszczółkowski Daniel
|
||||
| 35 |
Smoderek Kacper
|
| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 1 |
Dudek Marcin
|
||||
| 10 |
Włodyga Maciej
|
2 | |||
| 7 |
Marcinkiewicz Adam
|
1 | |||
| 15 |
Włodyga Krzysztof
MVP
|
2 | |||
| 14 |
Siuchta Bartosz
|
1 | |||
| 6 |
Boguszewski Paweł
|
||||
| 11 |
Janeczek Adam
|
||||
| 5 |
Ordyniak Mateusz
|
1 | |||
| 5 |
Pruszkowski Mateusz
|
Andromeda i Plastan od pewnego momentu balansują na bardzo cienkiej linii. Limit wpadek w tym sezonie został już przez obydwie ekipy wykorzystany i każda kolejna będzie oznaczała jedno – kolejną edycję trzeba będzie znów spędzić w 2.lidze. Mało przyjemna to perspektywa, chociaż oczywiście znamy przynajmniej 10 zespołów, które chętnie by się zamieniły, lecz i zespół Łukasza Paszkowskiego i Wojtka Kuciaka dysponują takimi zawodnikami, że nie sposób nie mieć wygórowanych ambicji. Ale sytuacja była trudna – Mir Bud i Białowieska wyrobiły sobie solidną przewagę i tylko zwycięstwa dawały nadzieję, że uda się jeszcze dopaść czołową dwójkę. Tyle że w jednym spotkaniu maksymalnie można rozdzielić trzy punkty, a to oznaczało jedno – po tym meczu ktoś musiał stracić złudzenia, że wciąż jest kandydatem do awansu. I wszystko zaczęło się po myśli Plastanu, który już 2 minucie wyszedł na prowadzenie za sprawą Rafała Słowika. Tyle że doświadczonej ekipie ze Stanisławowa przytrafiła się banalna przypadłość – tuż po wznowieniu gry zupełnie zlekceważyli pierwszą akcję przeciwników i Adam Marcinkiewicz zdołał podciągnąć z piłką pod pole karne rywala, po czym zmieścił futbolówkę między nogami Marcina Milerskiego i mieliśmy remis. W 4 minucie Andromeda mogła z kolei wyjść na prowadzenie, tyle że dogodnych okoliczności nie wykorzystał Bartek Siuchta. Na domiar złego ekipa z Kobyłki chwilę później spuściła z oka Łukasza Glanowskiego, który popisał się sprytnym strzałem, którego tor lotu chciał jeszcze zatrzymać Adam Janeczek, ale piłkę chyba i tak zmierzającą do siatki, wbił do własnej świątyni po prostu z większym impetem. I zespół braci Włodyga znowu musiał gonić. W 10 minucie indywidualną akcję przeprowadził debiutujący na parkietach NLH Mateusz Pruszkowski, lecz ostatecznie trafił jedynie w słupek. Ale co się odwlekło, to nie uciekło. Andromeda przeprowadziła akcję zaczynając od własnego bramkarza, który dalekim wyrzutem znalazł Krzyśka Włodygę. Ten przyjął piłkę i uciekł z nią do boku, po czym ile sił wbił w pole karne. A tam tylko na to czekał Maciek Włodyga, który idealne nabiegł na futbolówkę i z bliskiej odległości zmusił do kapitulacji Marcina Milerskiego. I zaczął się dramat Plastanu. Gol wyrównujący pozbawia ich rytmu, natomiast rywal widząc to, jeszcze mocniej podkręca tempo i po chwili obejmuje prowadzenie. W 16 minucie sprytnym podaniem popisuje się Bartek Siuchta, który lobuje obronę Plastanu wysokim podaniem. Bramkarz Stanisławowa widzi co się dzieję i postanawia wyjść do piłki, lecz spóźnia się z interwencją i nie zdejmuje jej z głowy Krzyśkowi Włodydze, który właśnie tą częścią ciała wprawia futbolówkę w kolejny wysoki lot a ta wpada do siatki i jest 3:2. I to wcale nie koniec nieszczęść ekipy Łukasza Paszkowskiego. Na dwie minuty przed końcem pierwszej odsłony piłkę tracił Rafał Słowik, a zabiera mu ją Krzysiek Włodyga, który w sytuacji sam na sam z bramkarzem nie myli się i do przerwy jest 4:2! Wydaje się to dość bezpieczną przewagą, chociaż pamiętamy, że jeszcze przed Świętami Andromeda prowadziła w identycznym stosunku z Al-Marem, a ostatecznie poległa z kretesem. Teraz miało być inaczej – i było! Zespół Wojtka Kuciaka nie przespał początku drugiej połowy, a w 25 minucie po akcji Krzyśka Włodygi, Mateusz Ordyniak podwyższył stan posiadania na 5:2. Lada moment do meczowego protokołu wpisał się także Bartek Siuchta i Plastan postawił się w sytuacji, w której światełko na końcu tunelu było już ledwie widoczne. Gracze w niebieskich koszulkach mimo to ambitnie starali się podnieść z zastanych okoliczności, lecz jedyne na co było ich stać, to trafienie w 31 minucie Rafała Słowika. Być może udałoby się uczynić więcej, gdyby ten sam zawodnik chwilę później nie strzelił obok słupka, ale między słupkami, chociaż to oczywiście tylko gdybanie. W dodatku w 36 minucie Maciek Włodyga wykorzystał złe rozegraniu ataku przez przeciwnika i z połowy boiska strzałem na pustą bramkę przypieczętował ten niezwykle ważny komplet punktów. Andromeda wróciła więc na zwycięską ścieżkę i uczyniła to w sposób nie podlegający dyskusji. Strzałem w dziesiątkę okazało się zaproszenie do gry Mateusza Pruszkowskiego, który dawał pożyteczne zmiany, a swoje do gry wniósł także powracający po kontuzji Paweł Boguszewski, wprowadzający niezbędny spokój w poczynania drużyny. To wszystko sprawiło, że kapitan zespołu Wojtek Kuciak, który ten sezon ma już z głowy ze względu na poważną kontuzję, jakiej nabawił się w towarzyskiej gierce przed drugą częścią sezonu, mógł z radością odczytać smsa jakiego na pewno po tym meczu dostał od swoich podopiecznych. Zwłaszcza że to zwycięstwo zostało mu zadedykowane. Ekipa z Kobyłki wraca więc do gry. A Plastan niestety z niej wypada. Strata sześciu punktów wydaje się nie do nadrobienia, chociaż możemy być pewni, że dopóki będą choćby matematyczne szanse na awans, do ekipa ze Stanisławowa będzie się ich trzymała i o nie walczyła. Bo cóż innego im w sumie pozostało?
R.B.