| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 1 |
Baran Jarosław
|
||||
| 21 |
Białowarczuk Sebastian
|
||||
| 2 |
Kubicki Adam
|
||||
| 11 |
Wiechetek Michał
|
||||
| 7 |
Sidor Paweł
|
||||
| 9 |
Brzeziński Łukasz
|
||||
| 8 |
Makowiecki Rafał
|
||||
| 5 |
Białowarczuk Bartosz
|
| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 94 |
Baj Mateusz
|
||||
| 14 |
Tobiasz Tomasz
|
2 | |||
| 9 |
Marzewski Przemysław
|
1 | |||
| 12 |
Rusowicz Rafał
MVP
|
2 | |||
| 8 |
Boroszko Kacper
|
||||
| 13 |
Bobrowski Bartosz
|
3 | |||
| 21 |
Cymbalak Grzegorz
|
1 |
Drużyna Maximusa znajduje się obecnie w mało komfortowej sytuacji. Potencjał tej ekipy jest wyraźnie przynajmniej drugoligowy, ale remis z Lambadą i porażka ze Starą Gwardią spowodowały, że obecnie podopieczni Grześka Cymbalaka zajmują trzecie miejsce w tabeli, czyli o stopień niżej niż chcieliby się ostatecznie znaleźć. Tyle, że nie dość iż sami muszą teraz wszystkie mecze wygrywać, to jeszcze z nadzieją zerkają przede wszystkim na wyniki spotkań Lambady, która jak na razie startuje do każdego meczu z trzypunktową przewagą nad ekipą z Zielonki. W dodatku w tym tygodniu miała teoretycznie łatwiejszego przeciwnika i należało się spodziewać, że wygra swoje spotkanie, co zmuszało Maximusa do zrobienia tego samego. I jak się okazało – miejscowi nie mieli z tym zadaniem praktycznie żadnych problemów. Co prawda pierwsze minuty były mocno badawcze i żadnej ze stron nie udało się osiągnąć przewagi, to wszystko zmieniło się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki w 4 minucie, gdy na parkiecie pojawił się Bartek Bobrowski. Już po 10 sekundach od wejścia na parkiet otrzymał futbolówkę, po czym ustawił sobie ją na lewej nodze i zdecydował się na strzał, a piłka po rykoszecie wpadła obok bezradnego Jarka Barana. A pięć minut później doszło do podobnej sytuacji – po ładnej akcji z Kacprem Boroszko znowu uderzał Bartek Bobrowski i chociaż tym razem select po drodze nie zaliczył otarcia, które mogłoby wybić z interwencji bramkarza, to i tak piłka znalazła drogę do siatki i Maximus mógł ze spokojem oczekiwać drugiej części pierwszej połowy. Szczególnie, iż przeciwnik nie miał jak podkręcić tempa, bo pod nieobecność Sebastiana Waszczuka, który potrafi szybko przenieść ciężar gry z obrony do ataku, nie był w stanie w sposób zaskakujący dla Maximusa rozegrać swoich opcji taktycznych. A rywal punktował. W 14 minucie strzela Bartek Bobrowski, a ponieważ uderzenie zostaje zblokowane, do dobitki czym prędzej dobiega Grzesiek Cymbalak i celnym strzałem daje trzy-bramkowe prowadzenie swojej ekipie. Po chwili jest już 4:0, gdy Przepite nieumiejętnie rozgrywają rzut wolny i chociaż w pewnym momencie wydaje się, że niebezpieczeństwo pod bramką Jarka Barana jest zażegnane przez Adama Kubickiego, to nieporozumienie powoduje, że piłka trafia jednak do Tomka Tobiasza, który nie ma najmniejszych kłopotów z wstrzeleniem jej do siatki. Do przerwy 4:0. A po niej sytuacja niewiele się zmienia. Maximus dąży do kolejnych trafień, ale jest przy tym czujny i nie daje stwarzać zagrożenia przeciwnikowi pod własną świątynią. No i posiada niezawodnego Bartka Bobrowskiego, który w 28 minucie podwyższa stan posiadania do pięciu bramek. A Talenty na dobre przestają odpowiadać na zadane przez rywala ciosy. Teraz przyklejają się już wyłącznie do lin i czekają na najniższy wymiar kary. 6:0, 7:0, 8:0, a gdy w 39 minucie na 9:0 podwyższył Rafał Rusowicz, było jasnym, że do samego końca spotkania faworyci będą zabiegali o zmianę rezultatu na dwucyfrowy. Ale ta sztuka się nie udaje, co jednak trudno zapisać na plus Przepitym Talentom. O tym meczu muszą oni bowiem jak najszybciej zapomnieć, bo nie pokazali nic, po czym moglibyśmy napisać, że zasłużyli nawet na tę jedną, honorową bramkę. Wyglądało to po prostu bardzo słabo i końcowe rozstrzygnięcie nie było zbyt wysokim, lecz oddającym po prostu przebieg tego spotkania. I chociaż już w przyszłym tygodniu przyjdzie czas na rehabilitację, to z taką formą trudno o optymizm i naprawdę niełatwym zadaniem będzie opuszczenie przedostatniego miejsca w tabeli. Z kolei Maximus zrobił to, co do niego należało. Po raz trzeci w tym sezonie nie tylko wygrał, ale też uczynił to bez straty gola. O tym spotkaniu trzeba jednak jak najszybciej zapomnieć, szczególnie, że już we wtorek rywalem Grześka Cymbalaka będzie odradzająca się Malina K.O. Pogromu nie ma się tutaj co spodziewać, bo przeciwnik w niczym nie przypomina tej bezkształtnej masy, którą był w starciu choćby ze Starą Gwardią. Teraz to naprawdę bardzo wymagający oponent, który nie dość że jest w formie, to na każdy mecz wychodzi bez zbędnego obciążenia psychicznego. I jesteśmy bardzo ciekawi, jak w tej sytuacji poradzi sobie ferajna Grześka Cymbalaka.
R.B.