| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 1 |
Jaguszewski Artur
|
||||
| 15 |
Błaszczyk Maciej
|
1 | |||
| 87 |
Andrzejewski Adam
MVP
|
1 | |||
| 88 |
Powierża Krzysztof
|
4 | |||
| 14 |
Rudnik Damian
|
1 | |||
| 6 |
Kopania Hubert
|
||||
| 18 |
Pietrzak Adrian
|
||||
| 77 |
Wiśniewski Kamil
|
1 | |||
| 69 |
Ziółkowski Adrian
|
| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 1 |
Misiorowski Dariusz
|
||||
| 16 |
Przyborowski Daniel
|
||||
| 6 |
Denert Kamil
|
||||
| 11 |
Mazurkiewicz Radosław
|
2 | |||
| 7 |
Grzelakowski Artur
|
1 | |||
| 18 |
Ciok Paweł
|
To był pierwszy mecz Nocnej Ligi w Nowym Roku. Trudno było spodziewać się po nim fajerwerków, bo wiadomo, że tak długa przerwa na pewno nie sprzyjała podtrzymywaniu formy fizycznej, ale mimo to mieliśmy nadzieję na twardy i wyrównany mecz. Zwłaszcza, że obie ekipy bardzo potrzebowały punktów – Atomowe Orzechy miały bowiem do tego momentu tylko trzy na swoim koncie, z kolei Słoiki jeszcze swojego punktowego dorobku nawet nie otworzyły. A czy były realne przesłanki by sądzić, że uczynią to właśnie w poniedziałek? Na pewno zespół ten prezentuje się zdecydowanie lepiej niż na początku sezonu, lecz wciąż jest to za mało, by zagrozić bardziej doświadczonym oponentom. I szybko znaleźliśmy tego potwierdzenie w starciu z Atomowymi, bo już po kilku minutach Orzechy miały na swoim koncie uderzenie w słupek a po chwili także gola, którego zainkasował Damian Rudnik. Kolejne trafienia miały być tylko kwestią czasu, ale spotkanie przybrało wyrównany charakter, a w 10 minucie szansę na doprowadzenie do remisu miał nawet Paweł Ciok. Akcję ładnie rozprowadził Radek Mazurkiewicz i w tempo podał do swojego kolegi, a ten uderzył po dalszym rogu, lecz Artur Jaguszewski był czujny i nie dał się pokonać. W 15 minucie stan posiadania mogły za to podwoić Orzechy, lecz stojący w bramce Słoików Darek Misiorowski na raty złapał piłkę uderzoną przez jednego z rywali i zapobiegł powiększaniu się straty. I gdy pierwsza połowa zmierzała ku końcowi, a niemal wszyscy pogodzili się, że na tablicy świetlnej pozostanie wynik 1:0, indywidualną szarżę Damiana Rudnika wykończył Krzysiek Powierża i zespół Adriana Ziółkowskiego mógł z dużo większym spokojem oczekiwać drugich 20 minut. A te zaczęły się idealnie dla prowadzących. W 27 sekundzie na strzał z dalszej odległości zdecydował się Kamil Wiśniewski, a Darek Misiorowski źle ustawił dłonie do obrony i piłka przełamała mu palce, po czym wpadła do siatki. I emocje praktycznie się skończyły. Tym bardziej, gdy dosłownie chwilę później na dobre rozstrzelał się Krzysiek Powierża, który zaaplikował debiutantom następne trzy gole i wynik brzmiał już 6:0! A przybysze z Warszawy tylko grzecznie patrzyli, jak rywal niemalże bez oporu torpeduje ich szyki obronne i przeprowadza kolejne akcje. Ale i Orzechom zdarzył się przestój. Między 32 a 35 minutą Atomowe jakby zapomniały na chwilę o dyscyplinie taktycznej i zupełnie oddały pole rywalowi, który konsekwentnie zaczął odrabiać straty. W 35 minucie był już tylko 6:3! Ale na więcej faworyci już nie pozwolili i gdy tylko podkręcili tempo, to natychmiast przyniosło to bramkowe efekty, całkowicie odbierające nadzieję rywalom. W 37 minucie bezpośrednio z rzutu wolnego przymierzył Adam Andrzejewski i piłka przeleciała obok muru i wpadła do siatki obok bezradnego bramkarza Słoików. A rezultat zamknął ostatecznie Maciek Błaszczyk i końcowa postać wyniku brzmiała 8:3. I niczego innego nie mogliśmy się tutaj spodziewać. Orzechy grały zbyt szybko i zbyt skutecznie, by w jakimkolwiek momencie spotkania czuć się zagrożonymi. Nawet wtedy, gdy seryjnie zaczęli tracić gole, nie było w nich widać obawy, że w końcówce spotkania trzeba będzie martwić się o wynik. Tym samym ekipa z Wołomina notuje drugie z rzędu zwycięstwo i mozolnie przesuwa się ku górze w ligowej hierarchii. Teraz czeka ich mecz z Lambadą i na dobrą sprawę to właśnie to spotkanie w pewnym sensie pokaże prawdziwe miejsce Orzechów. Z kolei Słoiki mają teraz niezwykle ciężki terminarz. Zaczną od Gaciuli, a później czekają ich spotkania z samą czołówką rozgrywek - Lambada, Maximusem i Starą Gwardią. Istnieje więc duże prawdopodobieństwo, że sezon zakończą bez punktu, bo wydaje się, że nawet jedno „oczko” zarobione na którymkolwiek z tych przeciwników, będzie nie lada sukcesem. Co więcej – może się okazać, iż nawet strzelona bramka okaże się wartością dodaną w tych spotkaniach. A to niestety wcale ekipie Artura Grzelakowskiego nie wróży najlepiej. Ale dopóki piłka w grze...
R.B.