| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 8 |
Ciok Artur
|
||||
| 20 |
Kamiński Filip
|
1 | |||
| 7 |
Lementowicz Michał
|
1 | |||
| 69 |
Ślesicki Łukasz
|
||||
| 11 |
Zach Hubert
|
||||
| 13 |
Gilewski Piotr
|
||||
| 12 |
Częścik Marcin
|
||||
| 10 |
Mścisławski Fryderyk
|
| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 1 |
Dudek Marcin
|
||||
| 10 |
Włodyga Maciej
|
1 | |||
| 7 |
Marcinkiewicz Adam
|
||||
| 6 |
Boguszewski Paweł
|
||||
| 15 |
Włodyga Krzysztof
MVP
|
1 | |||
| 11 |
Janeczek Adam
|
1 | |||
| 5 |
Ordyniak Mateusz
|
1 | |||
| 5 |
Pruszkowski Mateusz
|
||||
| 14 |
Siuchta Bartosz
|
1 |
Spotkanie z poprzedniego sezonu między tymi drużynami przeszło jako jedno z najbardziej emocjonujących w historii Nocnej Ligi. Nie padło w nim dużo bramek, lecz poziom dramaturgii na czele z piłką, która niemal pocałowała linię bramkową w ostatniej akcji spotkania, był godny największych mistrzów powieści dramatycznych. I we wtorek oba te zespoły miały zapisać kolejną kartkę i znów mieliśmy nadzieję, że emocji będzie nie mniej, a może i więcej niż przed rokiem. Zwłaszcza, że stawka była praktycznie identyczna do tej sprzed 12 miesięcy. Wtedy oba zespoły liczyły się w walce o awans i tak samo jest teraz. Tyle że wtedy oba ostatecznie do elity nie awansowały i teraz chciały zrobić wszystko, by tego czarnego scenariusza nie powtórzyć. Mir Bud przystąpił do rywalizacji bez Bartka Muchy i Janka Boniowskiego, lecz w składzie był już nieobecny ostatnimi czasy Piotrek Wilewski. Z kolei Andromeda w pełnym rynsztunku bojowym i ze swoim kapitanem, kontuzjowanym Wojtkiem Kuciakiem, który z ławki rezerwowych oglądał spotkanie swojej drużyny. I od samego początku mógł mieć zadowoloną minę. Jego ekipa rozpoczęła bowiem mecz z impetem, oddając kilka groźnych strzałów na bramkę Artura Cioka, jakby chcąc pokazać, że w odróżnieniu od poprzedniego starcia nie będzie potrzebowała blisko 30 minut, by znaleźć swój rytm gry. Teraz szybko narzuciła swój styl i już w 2 minucie cieszyła się z prowadzenia! Strzał z rzutu wolnego Maćka Włodygi i piłka zalicza solidny rykoszet, po którym bramkarz Budowlanych orientuje się gdzie jest futbolówka dopiero wtedy, gdy ta wpada do siatki. Ten świetny początek nakręca ekipę w błękitnych koszulkach. Nie spuszczają z tonu i w 5 minucie Krzysiek Włodyga wygrywa walkę o piłkę z Filipem Kamińskim i decyduje się na szybki strzał, po którym select znów grzęźnie w bramce Mir Budu – 2:0! Aktualny lider tabeli mógł i pewnie był zaskoczony takimi okolicznościami, lecz nie raz już udowadniał, że nie z takich tarapatów umie znaleźć wyjście. I w 8 minucie nadarzyła się ku temu okazja, bo żółtą kartkę obejrzał Mateusz Ordyniak. Tyle że źle rozegrany hokejowy zamek spowodował, że po chwili to Adam Janeczek pędził sam na sam z Arturem Ciokiem i został powstrzymany wślizgiem przez Fryderyka Mścisławskiego. Sędzia nie miał żadnych wątpliwości – czerwona kartka! I jeśli sytuacja Budowlanych do tego momentu była zła, to teraz robiła się beznadziejna. Dodatkowo w ich polu karnym zrobiło się po chwili ogromne zamieszanie, piłka była wybijana niemal z linii bramkowej, lecz ostatecznie udało się ją wyekspediować. Także 5 minut kary przeleciało bez groźniejszej akcji Andromedy, która nie potrafiła wyklarować sobie sytuacji podbramkowej. Ale w 16 minucie, gdy zawodników było już po równo, Bartek Siuchta zdecydował się na strzał zza pola karnego a jeden z obrońców pomógł sobie ręką w zatrzymaniu futbolówki. Arbiter wskazał więc na rzut karny, a ten który go wywalczył, za chwilę podszedł do piłki ustawionej 6 metrów od bramki i po raz trzeci zmusił do kapitulacji Artura Cioka. Do przerwy 3:0 dla Andromedy! I było to zasłużone prowadzenie, nawet jeśli gracze w białych koszulkach mieli pretensje o słuszność podyktowania rzutu karnego. W pierwszych 20 minutach praktycznie nie zagrozili Marcinowi Dudkowi, który we własnym polu karnym mógł rozłożyć sobie leżak i korzystać z niego przez nikogo niepokojony. To było zdumiewające, bo Budowlani często mieli kłopoty w defensywie, ale nigdy w ataku! Coś trzeba było wymyślić i w trakcie narady między połowami zaszła decyzja o wycofaniu Artura Cioka z bramki i wstawieniu tam Filipa Kamińskiego, który miał pomóc w rozegraniu akcji. Okazało się to strzałem w dziesiątkę. Andromeda zaczęła mieć ogromne problemy ze zniwelowaniem przewagi personalnej przeciwników i coraz częściej wybijała piłkę byle dalej i byle mocniej. Ale konsekwentna gra liderów tabeli siała coraz większe spustoszenie w szeregach rywali i w 28 minucie Michał Lementowicz przymierzył z prawej nogi w przeciwnym kierunku do własnego biegu i Marcin Dudek został pokonany! A nie minęły dwie minuty i znów przyszło mu wyciągać piłkę z siatki! Tym razem mocny strzał Filipa Kamińskiego i zasłonięty golkiper ekipy Wojtka Kuciaka nawet nie drgnął! I chociaż w oczach braci Włodyga i spółki strachu nie sposób było dostrzec, to mowa ich ciała i ich zagrania, które nie znajdowały adresata, mówiły same za siebie – Houston, mamy problem. A Mir Bud poczuł krew. W 32 minucie ładne rozegranie akcji, po którym następuje podanie do będącego bez jakiejkolwiek opieki Huberta Zacha, a ten stoi ledwie kilka metrów od bramki i musi tylko dołożyć nogę, lecz ku rozpaczy własnej i kolegów czyni to niecelnie. I to się mści. W 34 minucie Marcin Dudek wyrzuca piłkę na środek boiska a na pierwszym piętrze dochodzi do walki główkami między dwoma zawodnikami i futbolówka dość szczęśliwie spada pod nogi Mateusza Ordyniaka, który mając przed sobą pustą bramkę, posyła do niej selecta i powoduje, że chyba wszyscy gracze Andromedy mogą głęboko odetchnąć. 4:2! Ale to wcale nie był koniec meczu. Mir Bud nie odpuszczał i w 38 minucie był bliski gola kontaktowego, a gdy dodatkowo sędzia ukarał żółtą kartką Macka Włodygę, to Budowlani widzieli jeszcze światełko w tunelu. Na krótko. Ich hokejowy zamek nie był już tak skuteczny jak wcześniej i powodował, że gracze Andromedy mieli dwie okazje by podwyższyć stan posiadania, lecz najpierw uderzyli w słupek a później Krzysiek Włodyga nie trafił na pustą bramkę z połowy boiska. Co się odwlekło, to jednak nie uciekło i na sekundy przed końcem Adam Janeczek przypieczętował sukces w ważnym, a być może najważniejszym meczu Andromedy w historii jej występów w Nocnej Lidze. 5:2! I rewanż udał się w pełni. Zwycięzcy w pełni na ten sukces zasłużyli i nic dziwnego, że z ich szatni najpierw dobiegały odgłosy radości a później głośne okrzyki, oznajmiające kto dziś wygrał mecz. Dzięki tym trzem punktom bracia Włodyga i spółka są na wybrukowanej drodze do upragnionego awansu. Bez względu na wyniki innych zespołów, jeśli wygrają oba ostatnie mecze uzyskają promocję do nocnoligowej ekstraklasy. I muszą w nich zwyciężyć, bo tylko w ten sposób sukces nad Mir Budem będzie miał znaczenie. A Budowlani, mimo porażki, są w identycznej sytuacji co ich pogromcy. Co więcej – nawet 4 punkty przy dobrym układzie mogą dać awans. Tyle że ich najbliżsi przeciwnicy to nie ułomki – najpierw FC Białowieska a później zawsze groźny Plastan. I chociaż pewność siebie nigdy tego zespołu nie opuszcza, to zawodnicy chyba mają świadomość, że zgotowali sobie dramatyczną końcówkę sezonu. Końcówkę, w której sukces od klęski będzie dzieliła bardzo, ale to bardzo cienka linia...
R.B.