| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 2 |
Prasek Łukasz
|
||||
| 8 |
Migała Łukasz
|
2 | |||
| 10 |
Lubelski Sławomir
|
2 | |||
| 8 |
Gawara Gracjan
|
||||
| 15 |
Jedliński Kamil
|
||||
| 4 |
Poławski Mariusz
|
||||
| 6 |
Majewski Paweł
|
1 |
| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 1 |
Rytel Krystian
|
1 | |||
| 20 |
Krucz Marcin
|
2 | |||
| 1 |
Sonnenfeld Krzysztof
|
2 | |||
| 88 |
Bednarowicz Jakub
|
||||
| 20 |
Mularczyk Damian
|
||||
| 10 |
Jaskłowski Dariusz
|
||||
| 11 |
Jaskłowski Kamil
MVP
|
1 | |||
| 6 |
Sierociński Artur
|
||||
| 5 |
Urbaniak Dominik
|
1 | |||
| 3 |
Jachowicz Tomasz
|
FC Białowieska miała wystarczająco dużo czasu, by przemyśleć swoją postawę z przegranego starcia z Dar Marem. I znając zaangażowanie przedstawicieli tej ekipy, z dużą dozą prawdopodobieństwa można było stwierdzić, że rozmowa we własnym gronie nastąpiła i teraz miała nastąpić ich boiskowa realizacja. A po drugiej stronie parkietu stali gracze Remberticos, którzy chyba pogodzili się z faktem, że znowu nie awansują do 1.ligi, co jednak nie miało praktycznie żadnego znaczenia w kwestii najbliższego spotkania. Na boisko wychodzi się zawsze po to, by udowodnić przeciwnikowi swoją wyższość, bez względu na to, czy przyniesie ono awans czy nie. Wszystko to potwierdzały słowa Łukasza Migały po klęsce z Plastanem, który stwierdził, że jeszcze niejednej ekipie postarają się napsuć krwi. Kto by pomyślał, że ta przepowiednia tak szybko się spełni. Mecz z Białowieską okazał się bowiem trzymającym w napięciu rollercoasterem, a zwłaszcza przebieg pierwszej połowy w sposób całkowity rujnował możliwe scenariusze tego meczu. Bo chociaż nikt nie zabierał ekipie Kamila Jedlińskiego szans na sukces, to były one niewielkie, tymczasem po pierwszej połowie wynik brzmiał 4:1 na korzyść Remberticos! Jak do tego doszło? Zaczęło się dość szybko, bo już w 4 minucie, gdy gola po rzucie rożnym zdobył Łukasz Migała. Dosłownie w następnej akcje mogło być już 2:0, lecz tym razem Krystiana Rytla uratował słupek. I chociaż kolejne minuty były już wyrównane, to spotkanie wywróciło się do góry nogami gdy żółtą kartkę otrzymał Kamil Jaskłowski. Po tym incydencie Remberticos natychmiast zorganizowało akcję ofensywną, którą wykończył debiutujący na parkietach Nocnej Ligi Paweł Majewski. Było więc 2:0, a ataki prowadzących nie ustawały. W 14 minucie kolejne zgrabne rozegranie ofensywnego schematu i Sławek Lubelski mądrze uderza nad wylatującym z bramki Krystianem Rytlem i poziom zaskoczenia dobija do niemal maksymalnych rozmiarów. Pytanie – gdzie jest FC Białowieska było ze wszech miar zasadne. Ekipa z Warszawy wyglądała jakby grała ze sobą po raz pierwszy, natomiast przeciwnik spokojnie rozgrywał swoje akcje, ale w odpowiednich momentach przyspieszał grę i siał spustoszenie w polu karnym faworytów. I nawet gdy w 18 minucie na ławkę kar powędrował Sławek Lubelski, to Remberticos mieli 100% okazję do gola na 4:0! Paweł Majewski strzelił bowiem w słupek, a dobitkę Kamila Jedlińskiego przeciwnicy wybili niemal z linii bramkowej! Ta niewykorzystana szansa zemściła się na dawnych Kanonierach, bo w 20 minucie podanie Kamila Jaskłowskiego wykorzystał Marcin Krucz i zrobiło się 3:1. I wszystko wskazywało na to, że takim rezultatem zakończy się pierwsza część, lecz Remberticos mieli inne zdanie w tym temacie i za sprawą Sławka Lubelskiego wrócili do trzy-bramkowego prowadzenia niemal równo z końcową syreną. To był nockdown. Gracze Białowieskiej z nisko opuszczonymi głowami udawali się w kierunku swojej ławki, a jeszcze przez dłuższy czas było stamtąd słychać wzajemne pretensje. Nic im nie wychodziło i co gorsze – niewiele wskazywało na to, że może być lepiej. Druga połowa okazała się jednak diametralnie różna niż jej poprzedniczka. Remberticos dość szybko złapali wykluczenie i chociaż była szansa, by zagrać okres tych 120 sekund na zero z tyłu, to pod sam koniec kary plany te zniweczył Krzysiek Sonnenfeld. Było już więc tylko 4:2, a w 25 minucie nieodpowiedzialnie we własnym polu karnym zachował się Mariusz Poławski. Chcąc podać piłkę do bramkarza, uczynił to przyklejonym do tułowia ramieniem, co dało pretekst sędziemu do odgwizdania rzutu karnego. A tego na gola zamienił Krzysiek Sonnefeld. I to był początek końca gry Remberticos. Od tego momentu parkiet stał się dla nich dwa razy mniejszy niż dla przeciwnika. Niemal każdą piłkę oddawali za darmo, wybijając byle dalej od własnego pola karnego. I to była woda na młyn dla Białowieskiej. Skuteczna gra z własnym bramkarzem powodowała, że zagrożenie rosło z minuty na minutę, aż wreszcie Krystian Rytel zdecydował się na strzał w 29 minucie i piłka pod rykoszecie wpadła do siatki obok bezradnego Łukasza Praska. 4:4! I stało się jasne, że tylko cud może uratować ekipę z Rembertowa. Ale ci nie byli w stanie wrócić do gry, jaką prezentowali w pierwszych 20 minut. Zgubili rytm i chociaż starali się go przywrócić, to nie przynosiło to efektu. A Białowieska punktowała. W 33 Łukasz Prasek odbił co prawda dwa uderzenia z bliskiej odległości Darka Jaskłowskiego, ale przy dobitce Marcina Krucza był bezradny i faworyt wreszcie był na prowadzeniu. I gdy w 38 minucie Kamil Jaskłowski poprawił stan posiadania zespołu w białych koszulkach, mecz na dobre stracił swoją dramaturgię. Remberticos mieli jeszcze szanse na trafienie kontaktowe, lecz Sławek Lubelski z bliskiej odległości trafił wprost w leżącego bramkarza, a ponieważ w końcówce obie ekipy solidarnie zainkasowały po trafieniu, to ostateczny wynik brzmiał 7:5 na rzecz wiceliderów tabeli. Faworyci przeszli jednak w tym spotkaniu drogę od piekła do nieba. I na pewno musi zastanawiać, dlaczego tak często zdarza im się wciągnąć w grę zaproponowaną przez przeciwnika. Już w starciu z FC United mogło się to skończyć tragicznie, a teraz także niemal w ostatniej chwili zabrali głowę spod spadającej gilotyny. A przecież już w środę czeka ich najważniejszy mecz – z Mir Budem i jeśli od samego początku nie pokażą kto tu rządzi, to koszmar z poprzedniego sezonu może powrócić. A najlepsze jest to, że Budowlani będą dokładnie w tej samej sytuacji. I bardziej niż coś wywalczyć, będą za wszelką cenę próbowali czegoś uniknąć - kolejnego straconego sezonu. 11 lutego, godzina 22:30. Tego meczu nie wolno przegapić!
R.B.