| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 1 |
Rytel Krystian
|
2 | |||
| 20 |
Krucz Marcin
|
4 | |||
| 10 |
Jaskłowski Dariusz
|
||||
| 6 |
Sierociński Artur
|
||||
| 11 |
Jaskłowski Kamil
MVP
|
2 | |||
| 3 |
Jachowicz Tomasz
|
||||
| 20 |
Mularczyk Damian
|
3 | |||
| 1 |
Sonnenfeld Krzysztof
|
||||
| 5 |
Urbaniak Dominik
|
| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 8 |
Ciok Artur
|
||||
| 13 |
Gilewski Piotr
|
2 | |||
| 69 |
Ślesicki Łukasz
|
||||
| 7 |
Lementowicz Michał
|
1 | |||
| 11 |
Zach Hubert
|
||||
| 12 |
Częścik Marcin
|
||||
| 20 |
Kamiński Filip
|
Przed startem sezonu wszyscy upatrywali w Mir Budzie i FC Białowieskiej faworytów do awansu. Nic dziwnego, bo już przed rokiem obie ekipy było o krok od celu, lecz wywrotka na ostatnim płotku spowodowała, że trzeba było przedłużyć wizę na pobyt w 2.lidze. Teraz miało być łatwiej – oba zespoły miały większe doświadczenie, dysponowały też nowymi zawodnikami, a co najważniejsze – do rozdysponowania w samolocie lecącym do nonocligowej elity były aż dwa miejsca. Wszystko układało się więc w jedną całość – jeśli i jedni i drudzy będą grali na swoim poziomie, to nikomu innemu nie pozwolą zarezerwować swoich siedzeń. Ale rzeczywistość okazała się trudniejsza. I Mir Bud i Białowieska nie ustrzegły się wpadek, które spowodowały, że chociaż obydwa zespoły liderowały zmaganiom, to istniało ogromne prawdopodobieństwo, iż tylko jedna z nich pozbędzie się traumy z poprzedniego sezonu. Która? Na to pytanie z niecierpliwością chcieli poznać odpowiedź wszyscy i na trybunach zielonkowskiej hali zjawiło się mnóstwo ludzi, którym ta zagadka także nie dawała spokoju. Aż wreszcie zaczął się mecz. Pierwsze minuty należały do Białowieskiej, a przede wszystkim do Marcina Krucza, który najpierw obił słupek bramki Artura Cioka, a po chwili skutecznie dobił uderzenie Kamila Jaskłowskiego i jeśli ktoś myślał, że będziemy mieli do czynienia z futsalowymi szachami, błyskawicznie musiał zmienić zdanie. To spotkanie od razu narzuciło najwyższe możliwe obroty i z przyjemnością patrzyło się, jak jedni chcą przechytrzyć drugich. A w 5 minucie był już remis. Piotrek Wilewski dostaje piłkę i chociaż ma na plecach Darka Jaskłowskiego, skutecznie się z nią obraca i strzela niemal w okienko bramki Krystiana Rytla. 1:1! I ani jedni i ani drudzy nie mają zamiaru uspokoić meczu. Intensywność nie spada a w 8 minucie ponownie na prowadzeniu jest Białowieska! Cierpliwe rozegranie akcji, kilkukrotna wymiana podań z własnym bramkarzem, aż wreszcie Krystian Rytel decyduje się na strzał i piłka, ocierając się po drodze od jednego z zawodników, wpada tuż przy słupku bramki Mir Budu. To był początek kilkuminutowej, emocjonalnej sinusoidy, bo w następnej akcji Budowlani powinni doprowadzić do kolejnego remisu, lecz ani Marcinowi Częścikowi ani Filipowi Kamińskiemu nie udaje się znaleźć sposobu na golkipera rywali. Chwilę później ogromne zamieszanie w polu karnym Mir Budu i o mało nie pada gol samobójczy. Z kolei w 10 minucie żółtą kartkę ogląda Artur Sierociński i przegrywający mają wyśmienitą okazję, by zaliczyć dość łatwe trafienie. I czynią to! Łukasz Ślesicki mimo pressingu przeciwników, mądrym podaniem otwiera drogę do bramki Michałowi Lementowiczowi a ten podbiega z piłką kilka metrów i strzela, a select przechodzi przez palce Krystiana Rytla i jest 2:2! A Mir Bud czuje pismo nosem i chce wycisnąć jeszcze więcej z przewagi jednego zawodnika. Ale tak bardzo się na tym skupia, że zapomina iż przeciwnik także może wyprowadzić swoją akcję i tę inicjuje Darek Jaskłowski. Jak na kapitana przystało wziął on na siebie ciężar gry w tym ważnym momencie i przebiegł z piłką po skrzydle kilkanaście metrów, po czym idealnie zagrał do Damiana Mularczyka a ten nie zmarnował wysiłku kolegi i Białowieska po raz trzeci była o gola z przodu! To dawało jej komfort w grze, który uwidocznił się w ostatnich minutach pierwszej połowy. Budowlani znów musieli bronić się przed atakiem pozycyjnym przeciwnika i chociaż słychać było głosy o dokładniejsze krycie, to w 19 minucie Marcin Krucz wypatruje niepilnowanego Kamila Jaskłowskiego, a ten kładzie na ziemi Artura Cioka i z bliskiej odległości daje dwubramkowy oddech FCB! Ten cios powoduje załamanie gry Mir Budu, który zamiast ostatkiem sił dociągnąć bez strat do końca pierwszej połowy, daje sobie wbić w końcówce gola na 2:5 i znakomicie utrudnia sytuację przed drugą odsłoną. Była ona bardzo zła, szczególnie że zawodnicy mieli do siebie pretensje o brak powrotu do obrony czy niepotrzebne, indywidualne przeboje. To nie budowało morali przed decydującą częścią gry. I faktycznie – podopieczni Artura Cioka nie podjęli już równorzędnej rywalizacji z przeciwnikiem. W 23 minucie Damian Mularczyk zdobył gola na 6:2, a gdy w 27 i 28 minucie po jednym trafieniu dołożyli Marcin Krucz i Krystian Rytel, to wszystko było jasne. Prowadzącym nie przeszkodziła nawet czerwona, w konsekwencji dwóch żółtych, kartka dla Artura Sierocińskiego. Ich przewaga była tak duża, że nie sposób było sobie wyobrazić scenariusz, w którym następuje gwałtowne załamanie ich dyspozycji, a super siły wstępują w przeciwnika. Nie w tym meczu, nie na tym poziomie i nie w spotkaniu o taką stawkę. Białowieska spokojnie kontrolowała wydarzenia na parkiecie, a w 33 minucie złamała barierę dwucyfrową, prowadząc wtedy aż 10:4. Ostatecznie wygrała 11:4 i na kolejkę przed końcem wskoczyła na pierwsze miejsce w tabeli, którego ze wszystkich sił i wszystkimi swoimi umiejętnościami będzie broniła za dwa tygodnie w rywalizacji z Al-Marem. W środę spodziewaliśmy się wyrównanego pojedynku i był on takim do 18 minuty. To co wydarzyło się później u zwycięzców pozostanie w pamięci na długo, a u przegranych przywołało pewnie wspomnienia z ubiegło-sezonowej rywalizacji z Niespodzianką. Wtedy także oczekiwania były ogromne, a skończyło się na równie wielkim rozczarowaniu. 1.liga jeszcze nie w tym sezonie. A Białowieska ma już na dobrą sprawę zapięte pasy we wspomnianym na wstępie samolocie do ekstraklasy. Wystarczy jeden krok, zwycięstwo w ostatniej kolejce nad Al-Marem i 25 lutego 2015 roku zapisze się złotymi zgłoskami w historii ekipy Darka Jaskłowskiego. Spacerek to na pewno nie będzie, bo rywal nie ma nic do stracenia, lecz jeśli gracze ze stolicy zaprezentują taką grę i taki poziom zaawansowania w kwestii rozpracowania przeciwnika jak z Mir Budem, to nic złego nie może im się stać. A przed decydującym spotkaniem zdecydowanie powinni wziąć do siebie tytuł TEJ piosenki. Powodzenia!
R.B.