| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 1 |
Baran Jarosław
|
||||
| 21 |
Białowarczuk Sebastian
MVP
|
1 | |||
| 10 |
Waszczuk Sebastian
|
3 | |||
| 7 |
Sidor Paweł
|
4 | |||
| 8 |
Makowiecki Rafał
|
3 | |||
| 2 |
Kubicki Adam
|
4 |
| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 13 |
Arenc Damian
|
||||
| 26 |
Orzeł Tomasz
|
||||
| 4 |
Urbański Piotr
|
||||
| 7 |
Karolewski Mateusz
|
||||
| 16 |
Sadolewski Patryk
|
||||
| 6 |
Strzelec Artur
|
||||
| 10 |
Dąbrowski Marcin
|
To był mecz, który miał zadecydować o tym, kto uniknie przedostatniego miejsca w tabeli. Nie był to może cel, o którym się marzy przed startem rozgrywek, lecz w zaistniałych okolicznościach był na dobrą sprawę jednym realnym dla Przepitych Talentów i Bródnowskiej Szarańczy. Trzeba się więc było maksymalnie skoncentrować i postarać o względny spokój przed dwoma ostatnimi meczami. Słowo faworyt chyba do żadnej z ekip tutaj nie pasowało. Teoretycznie większe doświadczenie przemawiało za Przepitymi, ale choćby w Pucharze Ligi to Bródnowska Szarańcza zaprezentowała się znacznie lepiej i przy odrobinie szczęścia mogła nawet wyjść z grupy. Najłatwiej było więc odrzucić przedmeczowe spekulacje i po prostu poczekać na końcowy wynik. A ten początkowo nie dawał znamion, że to spotkanie może się skończyć tak wysoko jak się skończyło. Oba zespoły wymieniały się ciosami i chociaż bramki z nich nie padały, to nadal nie sposób było stwierdzić, kto jest bliżej końcowego triumfu. W 6 minucie w słupek strzelił kapitan Szarańczy Artur Strzelec a kontrę Talentów zmarnował Adam Kubicki. W 7 minucie idealną okazję zepsuł za to Sebastian Waszczuk, natomiast chwilę później dwie dobre szanse ponownie zaprzepaścili przybysze z Bródna. Worem z bramkami rozwiązał się dopiero w 13 minucie. Sebastian Białowarczuk przeciął jedno z podań przeciwnika i natychmiast uruchomił Adama Kubickiego, a ten z pierwszej piłki odegrał do Rafała Makowieckiego i zawodnik Przepitych nie mógł zmarnować koronkowej akcji kolegów i było 1:0. Lecz po chwili mógł być remis – Mateusz Karolewski miał czas i miejsce by celnie przymierzyć na bramkę Jarka Barana i nawet to uczynił, lecz golkiper oponentów intuicyjnie zostawił rękę we właściwym miejscu i piłka wyszła ostatecznie jedynie na rzut rożny. I w pierwszej połowie była to praktycznie ostatnia godna odnotowania szansa Szarańczy. Do końca tej odsłony na parkiecie rządzili już tylko gracze w czerwonych koszulkach. W 15 minucie asystę Sebastiana Białowarczuka wykorzystał Adam Kubicki, a ten sam gracz na listę strzelców wpisał się także w 18 minucie. Gorsi nie chcieli być Sebastian Waszczuk i Paweł Sidor, przez co do przerwy wynik brzmiał już 5:0 na korzyść ekipy Jarka Barana. Był to rezultat niemalże nie do odrobienia, lecz przy szybko strzelonej bramce przez drużynę z Bródna, wszystko mogło się tutaj jeszcze zdarzyć. I przegrywający zrobili nawet krok w tym kierunku, zmieniając na bramce Damiana Arenca, który wreszcie mógł pobiegać na parkiecie, a między słupkami zastąpił go Tomek Orzeł. To spowodowało, że akcje Szarańczy faktycznie nieco przyspieszyły, ale do czasu. W 24 minucie Sebastian Waszczuk wykorzystał kolejny błąd w defensywie przeciwników i było 6:0. I był to chyba również kulminacyjny moment tego spotkania. Ekipa ze stolicy zupełnie straciła rezon i zamiast zminimalizować ryzyko kompromitacji, niemal prosiła się o kolejne stracone bramki. Każde podanie z obrony padało łupem przeciwników, przez co golkiper Szarańczy często był stawiany w sytuacji 3 na 1. I nic dziwnego, że rezultat błyskawicznie przekroczył barierę dwucyfrową i wcale nie zamierzał się zatrzymywać. Debiutanci naszych rozgrywek odpuścili całkowicie i chociaż ciałem byli na parkiecie, to myślami chyba jeszcze na feriach. Tylko wspomnianemu Damianowi Arencowi od czasu do czasu udawała się kiwka i wynikała z niej sytuacja, która mogła się zakończyć honorowym trafieniem. A Talenty nie odpuszczały. Zawodnicy tego zespołu robili co mogli, by do granic możliwości wykorzystać zaistniałe okoliczności i w 39 minucie Sebastian Białowarczuk zdobył gola, dzięki któremu wszyscy gracze Przepitych zaliczyli w tym starciu przynajmniej jedną bramkę. I gdyby udało im się zarobić rzut karny, to bez dwóch zdań podszedłby do niego Jarek Baran. Ta sztuka się jednak nie udała, ale w ostatnich sekundach trafienie zainkasował jeszcze Paweł Sidor i wynik na tablicy świetlnej był dla Bródnowskiej miażdżący – 15:0! Mimo to podopieczni Artura Strzelca zachowali się z godnością. Podziękowali przeciwnikom, organizatorom, a ci w ramach rewanżu, odpuścili im wywiad, który wcześniej planowali. Ekipa z Bródna musi o tym meczu jak najszybciej zapomnieć, a przecież stać ich na dobrą grę, co niejednokrotnie udowadniali. Oby stała się ona ich udziałem już w najbliższej kolejce. Z kolei Przepite mogą się cieszyć. Trzy punkty i rekordowe zwycięstwo, a liczba bramek była tylko trochę niższa, niż ta zdobyta we wszystkich poprzednich meczach razem wziętych. Pozostaje mieć nadzieję, że w karabinku zostało im trochę naboi, bo na horyzoncie mają przecież jeszcze dwóch przeciwników.
R.B.