| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 1 |
Bieniek Krzysztof
|
||||
| 5 |
Kozicki Damian
|
1 | |||
| 21 |
Bieniek Tomasz
|
||||
| 13 |
Kotuła Rafał
|
||||
| 77 |
Królik Krzysztof
|
1 | |||
| 30 |
Szymański Piotr
|
||||
| 32 |
Mickiewicz Marcin
|
| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 12 |
Jędrzejek Maciej
|
||||
| 21 |
Cymbalak Grzegorz
|
||||
| 9 |
Marzewski Przemysław
|
3 | |||
| 8 |
Boroszko Kacper
|
||||
| 12 |
Rusowicz Rafał
|
1 | |||
| 7 |
Dobrzeniecki Piotr
MVP
|
1 |
Tego spotkania nie można było określić mianem meczu na szczycie, lecz z racji dość wysokich pozycji jakie obie ekipy zajmowały przed tą kolejką, na pewno spodziewaliśmy się ciekawego widowiska. Awans był raczej kwestią odległą, lecz trzecie miejsce jak najbardziej było w zasięgu obu zespołów i choćby to powodowało, że po cichu liczyliśmy, iż guma zielonkowskiego parkietu będzie się palić po 40 minutach wyrównanej walki. Ale już po składach było widać, że wcale tak być nie musi. W Maximusie brakowało Mateusza Baja, Bartka Bobrowskiego i Tomka Tobiasza, jak również nieobecnego od dłuższego czasu Mikołaja Tokaja. To były bardzo duże straty, które z jednej strony dały szansę do pokazania się innym zawodnikom, ale z drugiej – na pewno przyprawiły Grześka Cymbalaka o spory ból głowy. Ale i Damian Kozicki, kapitan Gaciuli miał o czym myśleć – nieobecność Damiana Andruszko czy Adriana Romańczuka również odbierały temu zespołowi kolejne atuty a wszystko to powodowało, że byliśmy bardzo ciekawi, kto z meczu tych zdziesiątkowanych ekip wyjdzie zwycięsko. Początkowo drużyny nie pomagały w rozszyfrowaniu tej zagadki, bo poziom był przeciętny i żadna z ekip nie kwapiła się do zaryzykowania. Co nie oznacza, że bramkarze nie mieli co robić – w 3 minucie błąd swojego brata Tomka musiał naprawiać Krzysiek Bieniek, który wygrał pojedynek z Rafałem Rusowiczem. W 10 minucie nastąpiło z kolei duże zamieszanie pod bramką Maximusa, ale Piotr Szymański nie znalazł sposobu na Maćka Jędrzejka, który zastępował nieobecnego Mateusza Baja. Strzelecki impas został przełamany w 13 minucie. Gaciula źle rozegrała piłkę i skorzystał na tym Piotrek Dobrzeniecki, który nie namyślając się długo, silnie uderzył na bramkę Krzyśka Bieńka i ta z dużym impetem wpadła tuż obok bezradnego golkipera Gaciuli. Wynik się więc otworzył, a chwilę później okoliczności spowodowały, że była ogromna szansa na jego podwyższenie. Żółtą kartkę otrzymał bowiem Damian Kozicki i koledzy z jego zespołu musieli zacieśnić szyki obronne, by zniwelować stratę swojego kapitana. Ale to się nie udało. W 17 minucie Przemek Marzewski dostał podanie z rzutu rożnego i strzelił na bramkę a piłka przeleciała pod brzuchem interweniującego bramkarza przeciwnika i wyglądała w siatce – 2:0! I dopiero po tym golu przegrywający nieco się obudzili. Do tego momentu grali niedokładnie i jakby od niechcenia, lecz tuż przed przerwą świetną akcję Damiana Kozickiego wykorzystał Krzysiek Królik i do przerwy mieliśmy 2:1. Był to rezultat, który wszystkie furtki pozostawiał otwarte, zwłaszcza iż strata bramki tuż przed końcową syreną mogła nieco zdeprymować Maximus. Nic takiego się jednak nie stało. Podopieczni Grześka Cymbalaka wciąż grali rozważnie, a co najważniejsze – skutecznie. W 25 minucie indywidualna akcja Piotrka Dobrzenieckiego, który po efektownym dryblingu jak na tacy wyłożył futbolówkę Rafałowi Rusowiczowi i temu nie pozostawało nic innego, jak podwyższyć stan posiadania zespołu do trzech goli. Tyle że zdobywcy tej bramki w 27 minucie przytrafił się brzydki faul na jednym z rywali, za co sędzia musiał ukarać go 120-sekundowym odpoczynkiem. Ale Gaciula nawet wtedy nie była w stanie odwrócić losów spotkania. Mnożyły się błędy, a rzucał się w oczy przede wszystkim brak pomysłu na rozegranie akcji i chyba nawet miejscowe Orły Zielonka rocznik 2000' nie miałyby problemów z przeczytaniem gry ekipy Damiana Kozickiego. A gdy siły na parkiecie się wyrównany, Maximus błyskawicznie udokumentował swoją boiskową dojrzałość i za sprawą dwóch goli Przemka Marzewskiego prowadził już 5:1. Tego nie dało się wypuścić z rąk. Gaciula starała się jeszcze zmniejszyć straty i Damian Kozicki faktycznie uczynił to w 31 minucie, lecz na więcej nie było już przegranych stać. A kwintesencją ich postawy była akcja z 36 minuty, gdy w jednej akcji zaliczyli dwa słupki... Tego wieczora byli wyraźnie słabsi, ale głównie za sprawą cech wolicjonalnych, które były na znacznie niższym poziomie aniżeli u rywali. Wynik był więc zasłużony i Maximusowi pozwolił realnie myśleć, że ten sezon być może uda się zakończyć na podium. A Gaciulę pozbawił tego w sposób dosadny i jednoznaczny. W tej ekipie chyba najwyższa pora na naprawdę gruntowne reformy.
R.B.