| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 23 |
Księżopolski Adam
|
||||
| 9 |
Rzepniewski Tomasz
|
1 | |||
| 17 |
Grabowski Maciej
|
1 | |||
| 58 |
Czyżak Kamil
MVP
|
1 | 1 | ||
| 4 |
Choiński Paweł
|
||||
| 15 |
Jedliński Kamil
|
1 | |||
| 0 |
Gajewski Mateusz
|
1 | |||
| 7 |
Miszczyński Konrad
|
1 |
| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 31 |
Kaźmierski Michał
|
||||
| 1 |
Łuniewski Łukasz
|
||||
| 77 |
Kowalski Mariusz
|
1 | |||
| 18 |
Dudziński Piotr
|
||||
| 11 |
Pacha Miłosz
|
||||
| 6 |
Kamiński Łukasz
|
1 | |||
| 10 |
Ochociński Mariusz
|
||||
| 0 |
Kozakowski Maksymilian
|
||||
| 8 |
Wiśniewski Ernest
|
||||
| 13 |
Byro Marcin
|
||||
| 88 |
Powierża Krzysztof
|
Ormed z hukiem spadł z pierwszej ligi. I chyba nikt się z tego powodu nie smucił, bo zawodnicy z Zielonki podchodzili do swoich obowiązków bardzo lekko i niektóre spotkania potrafili przegrywać kilkunastoma golami. Zaplecze elity wydawało się więc dobrym miejscem, by w końcu się odbudować. A na dzień dobry los zgotował ekipie Piotrka Dudzińskiego derby – po drugiej stronie barykady stanęli bowiem FC United. Drużyna Maćka Grabowskiego również poprzedniej edycji do wybitnych nie zaliczy, ale przynajmniej udało się uchronić przed spadkiem i w ostatnich spotkaniach widać było, że zespół w końcu znalazł nić porozumienia. I choćby z tego powodu upatrywaliśmy w graczach w niebieskich koszulkach minimalnych faworytów. Czy słusznie?
Patrząc na ten mecz z perspektywy czasu – odpowiedź jest jednoznaczna. I nie chodzi tutaj nawet o sam wynik, ale o jakość gry. O ile United próbowało grać piłką, nawet jeśli często wychodziło to nieudolnie, to Ormed prezentował się bardzo chaotycznie. I z jednej strony nie ma się co dziwić – część zawodników poznała się dopiero przed pierwszym gwizdkiem, a łącznie było ich kilkunastu. Każdy dostawał więc mały wycinek spotkania, by zaprezentować swoje możliwości. A te były różne – część chłopaków grała nieźle, ale część miała dużo słabszych momentów. Nad tym chaosem ciężko było zapanować, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę, że to właśnie ta ekipa objęła prowadzenie. Podanie z rzutu wolnego Łukasza Kamińskiego na gola zamienił Mariusz Kowalski i mogliśmy mówić o małym zaskoczeniu. Tyle tylko, że nasze notatki pokazują, iż w pierwszej połowie zespół Piotrka Dudzińskiego więcej rywalom już nie zagroził. Natomiast United regularnie zdobywali boiskową przewagę i mieli sporo sytuacji, które powinni zamienić na bramkę dającą remis. Zawodziła jednak skuteczność – w „pudłach” górował przede wszystkim Kamil Jedliński, którego należy pochwalić, że dochodził do sytuacji, ale też zganić, że początkowo żadnej z nich nie potrafił wykorzystać. Z tego też powodu wynik w pierwszej połowie zmianie nie uległ. Ze względu jednak na panujący po obu stronach rozgardiasz, mieliśmy pewność, że tutaj jeszcze coś wpadnie i mecz zacznie się na dobre.
Ta przepowiednia sprawdziła się co do joty. W 26 minucie wreszcie impas przełamał Kamil Jedliński, który płaskim strzałem zmusił do kapitulacji dobrze dysponowanego Michała Kaźmierskiego. Ten gol dodał skrzydeł United, którzy widzieli że rywal jest zdezorientowany i należy to jak najszybciej wykorzystać. W 27 minucie 200% okazję zmarnował Kamil Czyżak – miał przed sobą tylko bramkarza, ale piłka wyraźnie spłatała mu na stopie figla i ostatecznie znalazła się poza światłem bramki. Faworyci się tym nie zniechęcili i po chwili Tomek Rzepniewski również miał okazję wpisać się do meczowego protokołu, lecz znów dobrze interweniował Michał Kaźmierski. W odpowiedzi swojej szansy szukał Ernest Wiśniewski, ale i jemu nie udało się znaleźć recepty na Adama Księżopolskiego. Aż wreszcie gol numer 3 padł – Kamil Czyżak wybiegł z kontrą, zagrał do Maćka Grabowskiego a ten jedynie dołożył stopę i było 2:1! W tym momencie szanse United na zwycięstwo ocenialiśmy bardzo wysoko, bo Ormed nie dawał argumentów, że jest w stanie odmienić losy pojedynku. Nie zmieniła tego akcja, po której w słupek strzelił Mariusz Ochociński, bo już w następnej Mariusz Kowalski stracił Zinę na rzecz Kamila Czyżaka, a ten pokonał Michała Kaźmierskiego i było po meczu. Przegranych dobił jeszcze Mateusz Gajewski i inauguracja padła łupem zespołu Maćka Grabowskiego. Zasłużenie, bo Ormed nie jest jeszcze na takim poziomie, by wygrywać z ekipami choć trochę zgranymi. I nie może być inaczej – to jest tak naprawdę nowy twór, który potrzebuje czasu. Duuużo czasu. United nie mieli więc wyjścia – musieli tu wygrać i zrobili to, co do nich należało. Gra była pewnie daleka od ideału i własnych oczekiwań, lecz czasem po prostu dostosowujesz się do tego, co prezentuje przeciwnik. Zobaczymy co będzie dalej.