| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 29 |
Sobota Maciej
|
||||
| 10 |
Maliszewski Paweł
|
2 | 1 | ||
| 23 |
Rychta Marcin
|
1 | |||
| 6 |
Lęgas Maciej
|
1 | |||
| 13 |
Godlewski Łukasz
|
1 | 1 | ||
| 18 |
Godlewski Paweł
|
1 | 1 | ||
| 11 |
Piwko Damian
|
||||
| 9 |
Rychta Adrian
|
||||
| 6 |
Żebrowski Mateusz
|
1 |
| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 12 |
Częścik Marcin
MVP
|
||||
| 20 |
Popiół Tomasz
|
2 | |||
| 7 |
Ryński Kamil
|
2 | 1 | ||
| 13 |
Ryński Sebastian
|
1 | |||
| 10 |
Augustyniak Damian
|
||||
| 47 |
Borkowski Sebastian
|
2 |
Po meczu Bad Boys – Stankan, gdzie emocje były do ostatnich sekund, spodziewaliśmy się znacznie spokojniejszego spotkania w wykonaniu Al-Maru i Ryńskich. Ci pierwsi byli bowiem zdecydowanymi faworytami i nikt nie rozpatrywał ich zwycięstwa w kategorii CZY, ale ILE. Tym bardziej, że Developerzy byli chyba zaskoczeni, że we wtorek jest mecz, bo na spotkanie zjawili się w ledwie sześcio-osobowym składzie, z czego jeden gracz został dopisany w ostatniej chwili, a nie było też bramkarza. Z konieczności między słupkami musiał więc stanąć Marcin Częścik i kto by przypuszczał, że będzie on jednym z bohaterów tej potyczki. Mogła nim zresztą zostać cała drużyna z Marek, ale wszystko zaprzepaściła, tracąc decydujące gole w ostatniej minucie spotkania...
Zanim jednak zaczęły tutaj padać bramki, długo na tablicy świetlnej widniał wynik 0:0. Ogromna w tym „zasługa” Al-Maru, który obijał słupki i poprzeczki, a miał nawet w 8 minucie rzut karny, którego nie potrafił jednak zamienić na gola Łukasz Godlewski. Zarówno w tym przypadku, jak i wielu innych świetnie spisywał się wspomniany Marcin Częścik. Owszem, miał też sporo szczęścia, ale wielokrotnie dobrze się ustawiał i nie było jego winą, że piłki leciały wprost w niego. Dodatkowo Ryńscy od czasu do czasu groźnie kontrowali i obrona faworytów musiała być czujna, by nagle nie trzeba było odrabiać strat. A choćby w 13 minucie taki scenariusz powinien wejść w życie, gdy Paweł Godlewski wybijał piłkę praktycznie z linii bramkowej. Al-Mar nie pozostawał jednak obojętny na to co się działo i wielokrotnie był o włos od napoczęcia przeciwnika. Jednak brak koncentracji w samej końcówce spowodował, że po pierwszej części spotkania przegrywał. Ładne rozegranie Ryńskich zostało idealnie spuentowane przez Sebastiana Borkowskiego i w powietrzu czuć było zapach niespodzianki. Tym bardziej, że Al-Mar prezentował się okresami bardzo niefrasobliwie i aż prosił się o kolejne trafienia.
W 23 minucie było więc 2:0. Do meczowego protokołu ponownie wpisał się Sebastian Borkowski i jeśli wcześniej sytuacja drużyny z Wołomina była zła, to teraz zrobiła się znacznie gorsza. W garść trzeba się było wziąć jak najszybciej i w 28 minucie wreszcie udało się przełamać strzelecki impas, a autorem kontaktowej bramki był Paweł Maliszewski. Ten sam zawodnik lada moment miał okazję do wyrównania, ale świetnie spisał się Marcin Częścik. Ta okazja zemściła się na Al-Marze – w 30 minucie fantastycznie po skrzydle przedarł się Sebastian Ryński i podał w tempo do swojego brata Kamila, który wysiłku członka rodziny nie zmarnował i Developerzy ponownie byli o dwa gole z przodu. Ba! - w 35 minucie losy meczu powinny się rozstrzygnąć, gdy Sebastian Ryński był na sam z Maćkiem Sobotą i strzelił obok słupka! W tym momencie faworyci praktycznie osuwali się po stromej skarpie i niemal lecieli w kierunku otchłani. Do życia przywrócił ich gol Marcina Rychty, a zaraz po nim wyborną okazję zepsuł Łukasz Godlewski, trafiając w słupek! Wykorzystał to grający bardzo mądrze zespół z Marek – ich super kontrę perfekcyjnie wykończył Kamil Ryński i tutaj nie miało prawa się już nic wydarzyć. Al-Mar wycofał jeszcze bramkarza i chyba to spowodowało, że Ryńscy zaczęli się gubić. W 39 minucie bramkę na 4:3 zdobywa Paweł Maliszewski i nadzieja wciąż się tliła. Za chwilę autor ostatniego gola stoi przed szansą zdobycia następnego, lecz z najbliższej odległości strzela w aluminium! Wszyscy gracze w czarnych koszulkach łapią się za głowy, sądząc, że lepszej okazji już nie będzie. A jednak! Faworyci nie ustają w kreowaniu hokejowego zamka i lada moment piłkę otrzymuje niekryty Paweł Godlewski i ku rozpaczy Ryńskich, Zina wpada do ich siatki po raz czwarty! Na zegarze jest jeszcze kilkanaście sekund i Developerzy, zamiast wycofać piłkę i pograć trochę na czas, błyskawicznie ją tracą, co daje okazję zdobycia piątej bramki Łukaszowi Godlewskiemu, a ten takich prezentów nie marnuje i Al-Mar wraca z piłkarskich zaświatów! Przegrywający są załamani i chociaż próbują jeszcze desperacko wrócić do gry, to ich próba nie miała prawa się powieść. Deweloperzy przegrali wygrany mecz i chociaż po końcowym gwizdku mieli pretensje do sędziego, chcąc w ten sposób zrzucić karb nieudolności na jeszcze jedną osobę, to prawda jest taka, że zawalili to sami i to w sposób spektakularny. Tak głupio straconych punktów dawno nie widzieliśmy. Al-Mar może mówić o ogromnym szczęściu, jakkolwiek warto go pochwalić za walkę do końca. To jednak jedyny pozytyw tego spotkania, bo grając tak, jak do 39 minuty, zespół Marcina Rychty drugiej ligi zwojować po prostu nie zdoła.