| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 1 |
Wiechowicz Marcin
|
||||
| 23 |
Sitak Radosław
|
||||
| 0 |
Pietrak Marcin
MVP
|
2 | |||
| 8 |
Rudy Jarosław
|
||||
| 79 |
Chrust Maciej
|
1 | |||
| 17 |
Radomski Piotr
|
| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 13 |
Wyrwiński Adrian
|
||||
| 6 |
Porada Paweł
|
||||
| 9 |
Radomski Piotr
|
1 | |||
| 1 |
Gacioch Mateusz
|
||||
| 8 |
Mariak Adrian
|
1 | 2 | ||
| 23 |
Jarzębski Damian
|
1 | |||
| 28 |
Klewicki Mateusz
|
1 |
Malinie co roku wróżymy awans do drugiej ligi i na zapowiedziach się kończy. W swoim pierwszym sezonie byli tego bardzo bliscy, w drugim strata do czołowych miejsc była już spora i zastanawialiśmy się, w jaki sposób podopiecznym Piotrka Radomskiego uda się rozpocząć dziesiątą edycję. A pierwszym rywalem była Bartycka, czyli zespół z którym rywalizowali w ostatniej kolejce rundy jesiennej naszych ósemek. Wtedy Malina przegrała 2:4 i teraz liczyła na rewanż. Drużyna Radka Sitaka wierzyła natomiast w podtrzymanie korzystnej serii przeciwko najbliższemu przeciwnikowi, aczkolwiek skład był daleki od tego, jaki miał się na hali przy Łukasińskiego zjawić. Kilku zawodników wysypało się dosłownie w ostatniej chwili i trzeba było sobie radzić z zaledwie jednym rezerwowym. Nie nastrajało to optymistyczne, ale nie było wyjścia – należało podjąć rękawicę i wierzyć w szczęśliwe zakończenie.
To spotkanie było przez długi czas festiwalem niewykorzystanych okazji. Bo chociaż jedni i drudzy atakowali z rzadka, co było bezpośrednio związane z krótką ławką rezerwowych, to gdy już przedostawali się pod pole karne rywala, to zwykle tworzyli ogromne zagrożenie. Pierwszy tego przykład mieliśmy w 5 minucie – Jarek Rudy zabrał piłkę Adrianowi Mariakowi i popędził w kierunku Adriana Wyrwińskiego, lecz bramkarz Maliny był tego dnia wyjątkowo dobrze dysponowany i wygrał tę batalię. Nie było to zresztą ostatnie spotkanie tych dwóch graczy – ponownie spotkali się bowiem w 13 minucie, ale wówczas strzał zawodnika Bartyckiej – po ładnym podaniu lobem Marcina Pietraka – okazał się minimalnie niecelny. Z kolei na pierwszą groźną akcję Maliny musieliśmy czekać do 15 minuty. Wtedy piłkę na 1:0 miał na nodze Mateusz Gacioch, lecz naciskany przez jednego z obrońców nie zdołał uderzyć futbolówki w taki sposób, w jaki powinien i skończyło się dla Bartyckiej na strachu. Natomiast premierowy gol miał tutaj obowiązek paść kilkadziesiąt sekund później! Jarek Rudy świetnie wypatrzył Maćka Chrusta, a ten mając wyborne okoliczności, tylko w sobie znany sposób posłał Zinę nad poprzeczkę. To mogło się zemścić, gdy chwilę przed zakończeniem pierwszej połowy w słupek przycelował Adrian Mariak. Ostatecznie goli w tej części meczu nie zobaczyliśmy, ale zwykle jest tak, że wraz z upływem sił i gdy koncentracja nieco spada, piłka w końcu znajduje metę w siatce i tak było również w tym przypadku.
Jako pierwsi w drugiej połowie błąd popełnili zawodnicy Bartyckiej. W 27 minucie Adrian Mariak podał z rzutu wolnego do zupełnie nieobstawionego Mateusza Klewickiego, a ten jedynie dołożył stopę do piłki i mieliśmy otwarcie wyniku. Dla przegrywających był to podwójny cios, bo chwilę wcześniej kolejnej sytuacji sam na sam nie wykorzystał Jarek Rudy. Ale do końca spotkania było jeszcze sporo czasu a w sukurs debiutantom przyszedł w 27 minucie Mateusz Gacioch i zarobiona przez niego żółta kartka. Podopieczni Radka Sitaka mieli więc 120 sekund, by odrobić straty, ale chociaż stworzyli sobie jedną niezłą okazję do wyrównania, to w decydującym momencie dwóch graczy Bartyckiej przeszkodziło sobie nawzajem i wynik swojej postaci nie zmienił. A gdy siły się wyrównały, drugie trafienie zaliczyła Malina – piłkę stracił Maciek Chrust, z czego skorzystał Piotrek Radomski, który podał do Adriana Mariaka i Marcin Wiechowicz był bez szans. Gdyby to był stadion a trybuny były pełne, to część z kibiców zaczęła by powoli opuszczać swoje miejsca, nie wierząc, że cokolwiek może się tutaj zmienić. Jednak beniaminek walczył do końca i między 32 a 34 minutą Marcin Pietrak zdobył dwa gole i doprowadził do remisu! Emocje zaczęły się więc na dobre i tutaj nic nie było rozstrzygnięte. Po obu stronach widać było jednak nerwowość w niektórych zagraniach i gdy już zaczęliśmy się godzić z remisem, na kilkanaście sekund przed końcem dość przypadkowe rozegranie piłki pozwoliło Malinie zdobyć decydującego gola! Futbolówkę przejął Damian Jarzębski i chociaż praktycznie stracił równowagę, to zdołał oddać strzał a Zina wpadła do siatki między nogami Marcina Wiechowicza. Jedni się więc cieszyli, a drudzy łapali za głowę. Na odrobienie strat nie było już czasu i Malina zapisała na swoje konto pierwsze trzy punkty. Szczęśliwe, ale kto będzie o tym za jakiś czas pamiętał? Na pewno szkoda wysiłku zawodników Bartyckiej, którzy swoją postawą zasłużyli na więcej, lecz sport bywa brutalny i tym razem to oni stali się głównymi bohaterami tej piłkarskiej prawdy.