| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 1 |
Baran Jarosław
|
||||
| 21 |
Białowarczuk Sebastian
|
1 | |||
| 50 |
Topyła Grzegorz
|
1 | 1 | ||
| 23 |
Bujalski Piotr
|
1 | |||
| 5 |
Jąkała Kacper
|
||||
| 18 |
Grześkowiak Jacek
|
||||
| 2 |
Kubicki Adam
|
1 | |||
| 5 |
Białowarczuk Bartosz
|
| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 12 |
Krawczyk Michał
|
||||
| 87 |
Andrzejewski Adam
|
1 | 2 | ||
| 11 |
Waliłko Maciej
MVP
|
1 | 1 | ||
| 10 |
Buczek Dominik
|
||||
| 13 |
Bukowicki Konrad
|
||||
| 6 |
Kopania Hubert
|
||||
| 48 |
Małaszczuk Michał
|
||||
| 3 |
Rembelski Adam
|
||||
| 68 |
Ryszewski Jan
|
1 | |||
| 77 |
Wiśniewski Kamil
|
||||
| 69 |
Ziółkowski Adrian
|
1 |
Rok temu, 8 grudnia, te dwie ekipy również bezpośrednim pojedynkiem rozpoczynały swoją przygodę z dziewiątą edycją Nocnej Ligi. Humory po zakończonym spotkaniu zdecydowanie lepsze miały Atomowe, które wygrały 6:3 a bohaterem meczu był nieuchwytny dla rywali Dominik Buczek. Przepite stanęły więc przed okazją do rewanżu i marzyły im się tutaj trzy punkty, bo wiadomo, jak ważnym jest by dobrze zacząć sezon. W tym celu Jarek Baran postarał się o solidne wzmocnienia składu – wśród nowych nabytków był chociażby Kacper Jąkała i trzeba przyznać, że ten gracz należał do mocno się wyróżniających. Chociaż domyślamy się, że żadne to pocieszenie dla przedstawiciela kobyłkowskiego Wichru, bo tutaj nie chodziło o indywidualne laurki, ale o trzy punkty. A te zostały zabrane Talentom w sposób najgorszy z możliwych.
Początek spotkania był wyrównany. Już w 4 minucie mieliśmy nawet otwarcie wyniku, gdy rzut karny podyktowany przez arbitra na gola zamienił Adam Andrzejewski. Ale z prowadzenia Atomowe cieszyły się zaledwie przez kilkadziesiąt sekund, bo błyskawicznie do meczowego protokołu wpisał się również Piotrek Bujalski. Ten sam zawodnik był też głównym aktorem akcji z minuty nr 9 – zabrał wówczas piłkę Kamilowi Wiśniewskiemu i w końcowej fazie podał do Grześka Topyły, ale ten nie zdołał znaleźć sposobu na dobrze interweniującego Michała Krawczyka. Co się jednak odwlekło Przepitym, to nie uciekło – chwilę później drugi gol i tak pada ich łupem a autorem trafienia jest Adam Kubicki. I jeżeli chodzi o pierwszą połowę, to nic więcej ciekawego się w niej nie wydarzyło. Próby Orzechów były nieudolne i gdy na boisku zaczęło się pojawiać za dużo rezerwowych naraz, to mnożyły się niecelna podania i straty. To nie sprzyjało odrobieniu różnicy bramkowej, a co gorsza – na początku drugiej odsłony Przepite zdołały odjechać na dystans dwóch trafień.
Stało się tak za sprawą rzutu karnego i jego skutecznej egzekucji przez Grześka Topyłę. Wynik 3:1 stawiał zawodników Jarka Barana w komfortowej sytuacji, aczkolwiek ich rywal potrafił w tamtym sezonie wyjść z identycznych opałów w starciu z Maliną, więc niczego nie zamierzaliśmy tutaj przesądzać. I nie pomyliliśmy się – w 25 minucie było już tylko 2:3, gdy Talenty przestraszyły się, że Adam Andrzejewski będzie mocno uderzał z rzutu wolnego, a ten przytomnie odnalazł podaniem Maćka Waliłko i gol był formalnością. To jednak nie wybiło z uderzenia ekipy prowadzącej, która w 26 minucie powinna wrócić do dwóch bramek przewagi, ale Piotrek Bujalski zamiast podawać w sytuacji 2 na 1 do lepiej ustawionego kolegi, zdecydował się na indywidualne rozwiązanie i Michał Krawczyk ponownie zażegnał niebezpieczeństwo. Napastnik Przepitych próbował jednak dalej i lada moment miał kolejną okazję, by prawdopodobnie rozstrzygnąć losy spotkania, ale i tym razem skuteczność jego sprzymierzeńcem nie była. Nie był to jednak jakiś wielki problem Talentów, bo czas i tak grał na ich korzyść. Wynik należało już tylko dociągnąć do ostatniego gwizdka i gdy kolejne minuty mijały, taki scenariusz wydawał się najbardziej prawdopodobny. I wtedy Orzechy dokręciły śrubę – na 120 sekund przed końcem spotkania Adrian Ziółkowski wygrywa walkę o piłkę z Adamem Kubickim i strzela, a futbolówka wpada do siatki mino rozpaczliwej interwencji Jarka Barana – 3:3! Co więcej – za chwilę piłkę na rzecz Maćka Waliłko straci Piotrek Bujalski, a zawodnik Atomowych wyprzedza dwóch obrońców i wykłada Zinę jak na tacy Jankowi Ryszewskiemu, a ten nie może się pomylić i jest 4:3! Droga z nieba do piekła okazała się w tym przypadku bardzo krótka. Przepite jeszcze próbowały, zdjęły nawet bramkarza, ale w niczym to nie pomogło i doznały jednej z najbardziej przykrych porażek w historii swoich występów w Nocnej Lidze. Była to klęska na własne życzenie, bo losy spotkania należało rozstrzygnąć znacznie wcześniej i były ku temu wyborne okazje. Brawa z kolei dla Orzechów za walkę do samego końca, bo nawet jeśli rywal podaje ci rękę, to trzeba jeszcze potrafić ją chwycić. A triumf odniesiony w takich okolicznościach zawsze dodaje pewności siebie, co sprawia, że Adrian Ziółkowski i spółka będą w kolejnych tygodniach bardzo groźni.