| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 1 |
Necula Stefan
|
||||
| 10 |
Świst Robert
MVP
|
2 | 1 | ||
| 6 |
Dobrowolski Marcin
|
||||
| 8 |
Ostapiuk Piotr
|
2 | 1 | ||
| 13 |
Kowalski Marek
|
2 | |||
| 1 |
Bieńczyk Karol
|
1 | |||
| 5 |
Remiarz Adam
|
1 | |||
| 7 |
Żukowicz Paweł
|
1 | 1 | ||
| 4 |
Pytkowski Michał
|
1 |
| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 12 |
Skoneczny Marcin
|
||||
| 5 |
Krassowski Mateusz
|
||||
| 2 |
Urbaniak Karol
|
1 | |||
| 13 |
Roguski Rafał
|
||||
| 11 |
Roguski Bartłomiej
|
1 | |||
| 5 |
Murawski Jakub
|
||||
| 1 |
Kapała Dorian
|
||||
| 2 |
Kraszewski Daniel
|
Adrenalina po pierwszej kolejce mogła być zadowolona jedynie z wyniku. Jakość gry z Sokołami znacznie odbiegała od tego, do czego zespół z Ząbek przyzwyczaił nas przed rokiem. Domyślamy się, że w związku z tym przeciętnym występem nastąpiła jakaś burza mózgów i teraz do kolejnego zwycięstwa, faworyci trzeciego poziomu chcieli też dorzucić coś ekstra. Ich przeciwnikiem był z kolei MK-BUD – ten sam, o którym Robert Świst pisał w zapowiedziach w poprzednim sezonie, że potrafi grać widowiskowo i przyjemnie dla oka. No tak – tylko że wówczas nie przynosiło to efektów punktowych i początek tego sezonu również zaczął się od porażki. Budowlani mogą zresztą mówić o dużym dyskomforcie jeśli chodzi o grafik – kto wie, czy los nie przydzielił im na starcie dwóch ekip, które w końcowym rozrachunku uzyskają awans. Ale cóż – trzeba było grać i spróbować nawiązać równorzędną walkę. Jakie były tego efekty?
Otóż w pierwszej połowie przewaga Adrenaliny nie podlegała dyskusji. Niby pierwsza groźna akcja należała do Bartka Roguskiego, ale jego strzał, który powędrował obok słupka, długo pozostawał jedynym ofensywnym akcentem w tej części spotkania po stronie Budowlanych. Z kolei przeciwnik w 5 minucie zdążył już objąć prowadzenie – autorem premierowego gola okazał się Piotrek Ostapiuk. Ten sam zawodnik mógł chwilę później podreperować statystyki, gdy znów znalazł się w dogodnej sytuacji, lecz tym razem piłka po jego strzale skończyła na słupku. MK-BUDowi mocno się więc upiekło, a w 13 minucie pojawiła się szansa, by doprowadzić do remisu. Wszystko za sprawą żółtej kartki dla jednego z rywali, co dało 120 sekundy gry w przewadze. Tyle że z grą o jednego więcej jest jak z rzutem karnym – jego podyktowanie wcale nie oznacza pewnej bramki. Zespół Kacpra Kraszewskiego nie był w stanie odnaleźć się, gdy miał do dyspozycji więcej boiskowej przestrzeni i niby stworzył sobie dwie okazje, ale żadna z nich nie była na tyle niebezpieczna, by Stefan Necula mógł się poczuć zagrożony. Ten brak zdecydowania zemścił się zresztą graczom w czarnych koszulkach, bo gdy siły się wyrównały, to do bramki strzeżonej przez Marcina Skonecznego piłkę wstrzelił Robert Świst. Napastnik Adrenaliny był z kolei asystentem przy trafieniu numer 3, które miało miejsce tuż przed zakończeniem pierwszej połowy, gdy z bramki cieszył się Marek Kowalski. Wynik 3:0 dawał faworytom ogromny komfort i trudno było się spodziewać, że w finałowej części dojdzie do zamiany ról.
I nawet jeżeli takie plan MK-BUD miał, to szybko musiał się z ich z głowy pozbyć. Przeciwnicy w 25 minucie ukąsili po raz czwarty, a później tworzyli sobie następne szanse, których jednak nie wykorzystywali. Ten strzelecki impas nie trwał jednak długo, bo w 28 minucie na listę strzelców wpisał się Robert Świst i wszystko zmierzało nie tylko w kierunku wysokiego triumfu faworytów, ale też pogromu. Budowlanym po części udało się jednak uratować honor, bo chwilę po straconym golu, do świątyni Stefana Neculi Jomę wpakował Bartek Roguski. Ale było to trafienie na otarcie łez, bo Adrenalina nie zadowoliła się tym co miała i podobnie jak z Sokołami, tak i teraz wrzuciła w końcówce wyższy bieg i w ciągu zaledwie paru chwil, z rezultatu 5:1 zrobiło się 8:1. W dużej mierze było to konsekwencją utraty koncentracji w obozie przegranych, którym nie zależało już jak wysoko polegną, bo czekali tylko na końcowy gwizdek. Rywal tego wieczora nie pozwolił im na cokolwiek. Zawodników, którzy nie bali się podejmować ryzyka i przynajmniej próbowali cokolwiek ugrać, było niestety za mało, by realnie myśleć o utrzymaniu wyniku remisowego dłużej, niż przez pięć minut. O tym początku sezonu trzeba jak najszybciej zapomnieć i zakończyć rok triumfem nad Bartycką, bo inaczej morale upadną bardzo nisko. Adrenalina dysponuje natomiast kompletem punktów i w porównaniu do inauguracji zagrała lepiej, a miała przecież silniejszego przeciwnika. Kluczem było agresywne podejście do rywala, co na poziomie trzeciej ligi praktycznie zawsze przynosi efekty. Trzeba się więc tego trzymać, zwłaszcza że zespół ma ku temu odpowiednich wykonawców.