| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 1 |
Puławski Sebastian
|
||||
| 0 |
Szubierajski Adrian
|
||||
| 20 |
Popiół Tomasz
|
||||
| 11 |
Różycki Robert
|
1 | |||
| 12 |
Częścik Marcin
MVP
|
||||
| 7 |
Ryński Kamil
|
||||
| 5 |
Woźniak Krzysztof
|
||||
| 0 |
Kryński Paweł
|
||||
| 10 |
Augustyniak Damian
|
||||
| 47 |
Borkowski Sebastian
|
| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 94 |
Baj Mateusz
|
||||
| 14 |
Siuchta Bartosz
|
||||
| 23 |
Reda Łukasz
|
||||
| 15 |
Błaszczyk Maciej
|
||||
| 5 |
Ordyniak Mateusz
|
||||
| 27 |
Wyszomirski Mateusz
|
||||
| 10 |
Zakrzewski Sebastian
|
||||
| 8 |
Godlewski Jakub
|
||||
| 13 |
Godlewski Kamil
|
||||
| 6 |
Antoniuk Kacper
|
||||
| 17 |
Zaorski Mateusz
|
W fatalnych nastrojach opuszczali halę w poprzednią środę zawodnicy Ryńskich i JSJ. Ci pierwsi przegrali wygrany mecz z Al-Marem, a drudzy nie mieli nic do powiedzenia z Łabędziami. Cóż – inaczej wyobrażano sobie start, ale trzeba było już o tym zapomnieć i skupić się na najbliższej potyczce. Tym bardziej, że były to deweloperskie derby. Co ciekawe – jedni i drudzy znacznie wzmocnili swoje składy w porównaniu do pierwszej kolejki. I nie ma się zresztą czemu dziwić – szczególnie Ryńskim zabrakło tydzień wcześniej właśnie dłuższej ławki rezerwowych i teraz nie można było sobie pozwolić na podobne niedopatrzenie. Szczególnie, że teraz również wynik ważył się do ostatnich sekund.
Spotkanie było bowiem bardzo wyrównane. Nikt nie odpuszczał, nikt nie chciał oddać pola, dlatego przez pewien czas mieliśmy do czynienia z klasycznymi, piłkarskimi szachami. Ale ta dyscyplina też potrafi być ciekawa i od czasu do czasu tak było również na boisku. Zaczęło się w 4 minucie, gdy JSJ miało wyborną okazję by objąć prowadzenie, lecz Mateusz Ordyniak fatalnie rozwiązał sytuację dwóch na bramkarza i jego podanie poleciało na aut bramkowy. Za chwilę kolejna sytuacja dla drużyny Sebastiana Zakrzewskiego i po ładnej kombinacji strzał oddaje Łukasz Reda – piłkę odbija jednak Sebastian Puławski. Z kolei na pierwszą szansę Ryńskich czekaliśmy do 10 minuty – wtedy po rzucie rożnym możliwość oddania uderzenia miał Krzysiek Woźniak i nawet z niej skorzystał, lecz Mateusz Baj był czujny i nie dał się zaskoczyć. Koncentracji nie brakowało także Sebastianowi Puławskiemu, który w 14 minucie na słupek sparował strzał Mateusza Ordyniaka! I tak to właśnie w pierwszej połowie wyglądało – akcja, kilka chwil przerwy, kolejna szansa i znów łapanie oddechu. Ale przełamanie w końcu nadeszło - w 19 minucie błąd popełnił Mateusz Baj, który najpierw niedokładnie podał, później źle interweniował przy strzale, niemalże wystawiając piłkę Robertowi Różyckiemu a ten nie miał kłopotów z wykorzystaniem prezentu i było 1:0. JSJ nie udało się już odrobić tej minimalnej straty w pierwszej połowie i wszystkie siły trzeba było rzucić na drugą. Porażka zaglądała tej ekipie coraz poważniej w oczy.
I co gorsze – pierwsze sytuacje w finałowej części znowu należały do przeciwników. Najpierw Marcin Częścik strzelił obok słupka, a później – po kolejnym błędzie w rozegraniu piłki – swoją szansę miał Kamil Ryński, ale i on nie mógł się wstrzelić w bramkę. W JSJ zaogniała się przede wszystkim sytuacja na linii bramkarz – reszta drużyny. Wyjścia Mateusza Baja były bardzo ryzykowne a przecież utrata kolejnej bramki praktycznie niszczyła nadzieję, że można tutaj cokolwiek ugrać. Na szczęście dla beniaminka w obozie rywali również doszło do nieporozumienia z golkiperem, chociaż miało ono trochę inny wymiar. Tomek Popiół chciał podać do Sebastiana Puławskiego, ale zagrana przez niego futbolówka była bardzo nieprzyjemna i trudna w opanowaniu i ostatecznie wpadła do siatki! Który to już głupio stracony gol przez Ryńskich? Na pewno nie pierwszy, a mamy przecież dopiero drugą kolejkę. Ale nic – trzeba było grać dalej. W 36 minucie sytuacja drużyny z Marek mogła się jeszcze pogorszyć, bo w słupek strzelił Sebastian Zakrzewski, a w odpowiedzi Robert Różycki przegrał pojedynek z Mateuszem bajem. Później gracze w zielonych koszulkach zdecydowali, że Sebastiana Puławskiego zmieni między słupkami Marcin Częścik i to ryzyko mogło mieć fatalne skutki. JSJ w ostatnich fragmentach miało tyle piłek meczowych, iloma nie dysponowało na przestrzeni całego spotkania. Marcin Częścik obronił przynajmniej cztery strzały, które równie dobrze mógł przepuścić, chociaż niektóre sytuacje wynikały z jego niedokładnych podań, które później musiał naprawiać. W swoich interwencjach był jednak bardzo skuteczny i podopieczni Sebastiana Zakrzewskiego co chwilę łapali się za głowy nie wierząc, że nie udało im się przechylić losów spotkania na swoją stronę. Niby więc udało się otworzyć dorobek punktowy, lecz pełnego zadowolenia na pewno nie ma. Mimo wszystko remis wydaje się sprawiedliwym rozstrzygnięciem, bo chyba ani jedni ani drudzy nie zrobili na tyle dużo, by po końcowym gwizdku przyjmować gratulacje. A że niektóre niewykorzystane sytuacje będą się pewnie śnić graczom JSJ, to już zupełnie inna sprawa...