| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 33 |
Kaim Błażej
|
||||
| 6 |
Lęgas Maciej
|
1 | |||
| 13 |
Godlewski Łukasz
|
3 | |||
| 11 |
Piwko Damian
|
1 | |||
| 18 |
Godlewski Paweł
|
||||
| 10 |
Maliszewski Paweł
MVP
|
1 | 3 | ||
| 23 |
Rychta Marcin
|
||||
| 6 |
Żebrowski Mateusz
|
||||
| 9 |
Rychta Adrian
|
||||
| 0 |
Bieńczyk Maciej
|
| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 23 |
Księżopolski Adam
|
||||
| 15 |
Jedliński Kamil
|
1 | |||
| 0 |
Gajewski Mateusz
|
||||
| 58 |
Czyżak Kamil
|
1 | |||
| 17 |
Grabowski Maciej
|
||||
| 11 |
Rzepniewski Sylwester
|
||||
| 9 |
Rzepniewski Tomasz
|
||||
| 7 |
Miszczyński Konrad
|
Cud – tak można określić jednym słowem okoliczności pokonania Ryńskich przez Al-Mar. Spodziewaliśmy się, że podopieczni Marcina Rychty w cuglach będą wygrywali mecz za meczem, ale jak się okazało – nikt nie zamierza im rozkładać czerwonego dywanu. I bardzo dobrze, bo dzięki temu liga na pewno będzie ciekawsza. Teraz rywalem faworytów tego poziomu byli przedstawiciele FC United. Oni też długo męczyli się z Ormedem i widać, że forma nie była nawet zbliżona do optymalnej. Teraz – na tle dużo silniejszego oponenta – spodziewaliśmy się po chłopakach Maćka Grabowskiego więcej. I w sumie ciężko powiedzieć, czy ostatecznie spotkało nas rozczarowanie. Z obu stron nie był to wielki mecz, chociaż akcje toczyły się głównie w jedną stronę.
Od początku dużo więcej z gry miał Al-Mar. Oczywiście nie atakował non stop, ale dość często i co najważniejsze – nie zapominał przy tym o obronie i United praktycznie nie zagrażali świątyni Błażeja Kaima. Z kolei Adam Księżopolski musiał być skoncentrowany przez cały czas, tym bardziej, że ogromną ochotę na jego pokonanie przejawiał Łukasz Godlewski. To on w 5 minucie stanął oko w oko z golkiperem przeciwników, lecz przegrał ten pojedynek, gdy popularny „Gibon” wyłuskał mu piłkę spod nóg. Za chwilę następna okazja faworytów i gracze w błękitnych koszulkach muszą się rozpaczliwie bronić, ale i tym razem szczęście się do nich uśmiecha. Nie mogło ono jednak trwać wiecznie. W 14 minucie na strzał bezpośrednio z rzutu wolnego zdecydował się Paweł Maliszewski i tym razem Adam Księżopolski nie mógł nic zrobić i Al-Mar cieszył się z prowadzenia. Spokojnie utrzymał je również do końca pierwszej połowy a trzeba dodać, że przez te 20 minut łącznie naliczyliśmy tylko cztery godne odnotowania akcje. Zdecydowanie za mało jak na to, czego się spodziewaliśmy, ale United w drugiej połowie musieli w końcu zaryzykować, bo tylko tak mogli przedłużyć nadzieję, że ten wynik da się jeszcze wyciągnąć.
I chociaż chęci były, to brakowało jakości. Indywidualne próby nie przynosiły żadnego efektu, bo były natychmiast duszone w zarodku. A o grze zespołowej w ogóle nie ma co wspominać – wymiana 2-3 podań stanowiła za wysokie progi dla miejscowych, co nie jest zresztą zarzutem, bo na tym poziomie grać szybko i z pierwszej piłki potrafi mało kto. Al-Mar nie musiał się więc męczyć, by zdobywać futbolówkę i kreować własne akcje. Tym bardziej, że w 28 minucie błąd popełnił Adam Księżopolski, który źle podał do jednego z kolegów i na jego nieszczęściu skorzystał Łukasz Godlewski. A 60 sekund później było już po herbacie – tym razem na listę strzelców wpisał się Damian Piwko i chociaż druga liga zna przypadki nawet z tego sezonu, gdzie z wyniku 0:3 można jeszcze wyjść obronną ręką, to tutaj nic takiego nie mogło mieć miejsca. United próbowali wrócić do gry i strzelili nawet w 31 minucie gola, ale to było wszystko, co tego wieczora potrafili zaprezentować. Al-Mar kontrolował przebieg potyczki i gdy było już blisko końca, swój sukces przypieczętował jeszcze dwiema bramkami Łukasza Godlewskiego i wygrał w stosunku 5:1. Ten mecz nie miał wielkiej historii. United brakowało ofensywnych atutów, by przełamać defensywę faworyta i pokutował brak klasycznego napastnika, któremu Kamil Czyżak czy Kamil Jedliński mogli zagrać piłkę. Wszystko było zbyt statyczne i przewidywalne, zwłaszcza dla takich obrońców jakimi dysponował oponent. Al-Mar wyciągnął wnioski z pierwszej kolejki i teraz zagrał znacznie lepiej. Jego przewaga ani w żadnym momencie ani w jakimkolwiek elemencie piłkarskiego rzemiosła nie podlegała dyskusji. Może skuteczność mogła być ciut lepsza, ale nie ma co wybrzydzać. Zespół Marcina Rychty ma komplet punktów i dwóch niewygodnych przeciwników za sobą. Przyszłość rysuje się więc bardzo optymistycznie.