| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 1 |
Łuniewski Łukasz
|
||||
| 18 |
Dudziński Piotr
|
||||
| 5 |
Kozicki Damian
|
1 | |||
| 10 |
Kowalski Mateusz
MVP
|
2 | |||
| 77 |
Kowalski Mariusz
|
||||
| 8 |
Kowalski Hubert
|
||||
| 0 |
Kozakowski Maksymilian
|
||||
| 10 |
Ochociński Mariusz
|
||||
| 11 |
Pacha Miłosz
|
||||
| 30 |
Zasłonka Darian
|
| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 33 |
Kaim Błażej
|
||||
| 23 |
Rychta Marcin
|
||||
| 6 |
Żebrowski Mateusz
|
1 | |||
| 19 |
Błoński Rafał
|
||||
| 10 |
Maliszewski Paweł
|
||||
| 13 |
Godlewski Łukasz
|
||||
| 6 |
Lęgas Maciej
|
||||
| 18 |
Godlewski Paweł
|
||||
| 0 |
Adamski Mateusz
|
||||
| 0 |
Bieńczyk Maciej
|
1 | |||
| 9 |
Rychta Adrian
|
Coś nam podpowiadało, że to może być najlepszy jak dotąd mecz Ormedu. Co wcale nie oznaczało, że zwycięski, ale że ten zespół w końcu pokaże chociaż część potencjału jaka w nim zdecydowanie drzemie. Piotrek Dudziński podjął zresztą kilka trudnych, lecz chyba potrzebnych decyzji po ostatnim meczu i kilku zawodnikom podziękował za dotychczasową współpracę. Wydaje się, że tu wcale nie musiało chodzić o umiejętności, ale o ograniczenie liczby chętnych do gry, bo przy 11 zawodnikach, znacznie mniej czasu na parkiecie występowali ci, od których w największym stopniu zależała gra całego zespołu. Marcin Rychta takich problemów nie miał. Sam w wywiadzie po spotkaniu z FC United stwierdził, że chociaż skład jest szeroki, to każdy zna swoje miejsce w szeregu i wie, kiedy może wejść na boisko a kiedy zostawić sprawę tym najlepszym. Teraz wydawało się, że ci teoretycznie rezerwowi będą mieli znacznie więcej szans do pokazania swoich możliwości. W końcu to miał być jednostronny pojedynek, po którym Ormed miał umocnić swoją pozycję w ogonie tabeli.
Ale tutaj żadnej deklasacji nie było. Zespół z Zielonki od pierwszego gwizdka postawił bardzo trudne warunki do gry i absolutnie nie było widać, że na parkiecie są zespoły które dzieli tyle miejsc w ligowej hierarchii. To jednak nie przeszkadzało snuć domysłów, iż w końcu faworyci przełamią impas, wyrobią sobie przewagę i spokojnie dowiozą ją aż do końca. Ormed postawił jednak weto. Co prawda grał bez nominalnego bramkarza, lecz zastąpienie Michała Kaźmierskiego Łukaszem Łuniewskim okazało się strzałem w dziesiątkę. Dzięki jego umiejętnościom rozgrywania piłki, dawny FC Hash potrafił wyrobić sobie przewagę w ataku pozycyjnym i stwarzał zagrożenie pod świątynią Błażeja Kaima. Al-Mar nie był wcale gorszy i Paweł Maliszewski oraz Łukasz Godlewski również mieli swoje okazje, by otworzyć konto bramkowe, lecz obydwu brakowało precyzji. Przełom nastąpił w 15 minucie. Maciek Lęgas stracił w newralgicznej strefie piłkę na rzecz Mateusza Kowalskiego a ten charakterystycznym dla siebie zwodem położył bramkarza na ziemi i skierował Jomę do pustej bramki – 1:0! A dosłownie w następnej akcji miejscowi znów dostają się pod pole karne przeciwnika i autor pierwszego gola dokłada drugiego! Faworyci wyglądali na zupełnie zdezorientowanych zaistniałymi okolicznościami i niewiele brakowało, by w 16 minucie dobił ich Miłek Pacha, który posłał jednak piłkę wysoko nad bramką. Wszystko to obserwowaliśmy ze zdziwieniem, aczkolwiek tuż przed zakończeniem pierwszej części los uśmiechnął się do Al-Maru, który dzięki pomocy przeciwników zmniejszył straty do jednego gola. Co nie zmieniało faktu, że sytuacja tej ekipy wciąż pozostawała nie do pozazdroszczenia.
Łatwo było też przewidzieć scenariusz drugiej połowy. Ledwie wybrzmiał gwizdek sędziego informujący o jej starcie, a faworyci rzucili się do ataku. Próbowali na różne sposoby, lecz brakowało konkretów i dopiero w 29 minucie możemy mówić o akcji, po której zrobiło się naprawdę groźnie. Strzelał Marcin Rychta, lecz Łukasz Łuniewski nie musiał interweniować, bo futbolówką poleciała nad bramkę. W odpowiedzi na strzał zdecydował się Mariusz Ochociński – w tym przypadku Al-Mar uratował słupek! Działo się więc naprawdę sporo i nie sposób było przewidzieć, na którą stronę szala przechyli się ostatecznie. Jeden z kluczowych momentów spotkania miał miejsce w 34 minucie – wtedy gola dla Ormedu zdobył Damian Kozicki, ale błyskawicznie odpowiedział Maciek Bieńczyk i sytuacja znów była w punkcie wyjścia. Uciekający czas powoduje, że zespół z Wołomina zdejmuje bramkarza i rolę lotnego golkipera przejmuje Marcin Rychta. To była dobra i wykonana w odpowiedniej chwili decyzja, bo po niej Ormed zaczyna mieć problemy. Przewaga liczebna przeciwników robi swoje i faworyci mają dwie okazje, by doprowadzić do wyrównania. Najpierw strzał Mateusza Żebrowskiego broni Łukasz Łuniewski, a później obok słupka Jomę posyła Paweł Maliszewski. Napór nie ustaje i w 40 minucie piłkę meczową ma ponownie Mateusz Żebrowski, lecz i w tym przypadku Łukasz Łuniewski nie daje się zaskoczyć a syrena daj znak, że niespodzianka stała się faktem! Ormed udowodnił, że nie było przypadkiem, iż przez kilka lat dzielnie radził sobie w pierwszej lidze. Owszem, start tego sezonu miał fatalny, lecz w porę przyszło opamiętanie i teraz nikt nie będzie miał z tą ekipą tak łatwo, jak mieli Bad Boys czy FC United. Z kolei Al-Mar zawiódł na całej linii. Już raz w podobnym meczu się prześlizgnął, ale teraz nie miał tyle szczęścia co na inaugurację. Pocieszeniem może być moment odniesienia porażki, bo lepiej że nastąpiła ona teraz, niż gdy rozpocznie się kulminacja w kwestii walki o awans. A bez wątpienia ekipa Marcina Rychty nadal jest kandydatem, by w tym wyścigu zameldować się na pierwszym lub przynajmniej drugim miejscu. Warunek jest prosty - trzeba wreszcie zacząć grać na miarę swojego potencjału. Tylko tyle i aż tyle.