| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 8 |
Ciok Artur
|
||||
| 6 |
Kusiak Rafał
|
1 | |||
| 10 |
Karczewski Dariusz
|
1 | |||
| 14 |
Sieczkowski Tomasz
|
1 | |||
| 16 |
Czarnecki Mariusz
|
1 | |||
| 26 |
Bolesta Karol
|
||||
| 8 |
Mańkowski Zbigniew
|
||||
| 12 |
Wimmer Grzegorz
|
1 | |||
| 9 |
Wronka Adam
|
| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 9 |
Ekiert Paweł
|
1 | |||
| 10 |
Lubelski Sławomir
MVP
|
4 | 2 | ||
| 0 |
Zawadzki Krzysztof
|
2 | |||
| 20 |
Strzelecki Patryk
|
2 | |||
| 77 |
Minkina Michał
|
2 | |||
| 5 |
Kowalski Jacek
|
2 | |||
| 1 |
Silicki Grzegorz
|
Sokoły były w tej partii skazywane na klęskę. Skoro przegrywa się z Angry Bears, to trudno liczyć, że w starciu z dotychczasowym liderem zmagań, można ugrać jakiekolwiek punkty. Zwłaszcza pod nieobecność Chrystiana Karczewskiego, którego tego wieczora na parkiecie nie zobaczyliśmy, co znacznie redukowało siłę rażenia zespołu z Zielonki. Ale kłopotów personalnych nie brakowało również po drugiej stronie boiska – Piorun przystąpił do rywalizacji pozbawiony kilku kluczowych graczy i bez nominalnego bramkarza, którego przez 17 minut zastępował Paweł Ekiert. Dopiero po upływie takiego czasu na halę dojechał Grzegorz Silicki, ale bez względu na to czy spóźnił by się jeszcze więcej czy też w ogóle nie przyjechał – nie miało to większego znaczenia. Faworyci i tak prowadzili wówczas bardzo wysoko i wiedzieli, że przeciwnik nie jest w stanie zrobić im jakiejkolwiek krzywdy.
Wszystko zaczęło się już w 3 minucie. Michał Minkina przejął złe podanie Tomka Sieczkowskiego i popędził w kierunku bramki Artura Cioka, a tam oddał celny strzał po długim rogu i było 1:0. Sokoły nie zraziły się takim scenariuszem i w 5 minucie miały niezłą okazję, by wyrównać. Darek Karczewski posłał piłkę między nogami Michała Minkiny i oddał strzał, ale dobrze ustawiony Paweł Ekiert nie dał się zaskoczyć. Piorun, mimo że dysponował tylko jednym rezerwowym, nie oszczędzał się i w 8 minucie zdołał podwyższyć prowadzenie. Gola dla faworytów zainkasował Sławek Lubelski i przewaga zawodników w błękitnych koszulkach robiła się coraz wyraźniejsza. Dało to efekt w 12 minucie, gdy swoją drugą bramkę w spotkaniu strzelił Michał Minkina. Miny graczy Sokołów mówiły wszystko – jakość poszczególnych zawodników przeciwnika była dla nich nieosiągalna i nie miało żadnego znaczenia, że miejscowi mieli wypełnioną ławkę rezerwowych, bo i tak nie decydowali się na pressing. Wszystko po stronie graczy w żółtych koszulkach było czynione w jednostajnym tempie, nie było elementu zaskoczenia i dopiero w 14 minucie na indywidualną akcję zdecydował się Tomek Sieczkowski, który wreszcie rozerwał defensywę oponenta i pokonał Pawła Ekierta. To było pierwsze i przy okazji ostatnie trafienie Sokołów w inauguracyjnej odsłonie, z kolei Piorun za sprawą Krzyśka Zawadzkiego powrócił w 16 minucie do trzech bramek przewagi i w spokoju oczekiwał tego, co przyniesie druga połowa.
A ta była bliźniaczo podobna do pierwszej. Przewaga faworytów nie podlegała najmniejszej dyskusji i praktycznie w każdej akcji grozili oni strzałem lub niebezpieczeństwem pod bramką Artura Cioka. Ten dwoił się i troił, ale często pozostawiany sam sobie, nie miał możliwości, by pozostawać niepokonanym dłużej niż przez kilka minut. W 23 i 24 minucie znów – i to dwukrotnie – musiał sięgać do siatki, a z bramek cieszyli się Sławek Lubelski i Krzysiek Zawadzki. Te dwa trafienia wprowadziły taki spokój w obozie zespołu Artura Świderskiego, że na chwilę gdzieś uleciała z zawodników koncentracja. Sokoły to wykorzystały i dzięki Rafałowi Kusiakowi i Darkowi Karczewskiemu z 6:1 zrobiło się 6:3. Na więcej outsiderów nie było już stać. Piorun stwierdził, że trzy bramki przewagi to jednak zdecydowanie za mało i może ktoś pomyśli, iż to spotkanie miało wyrównany przebieg. Na wszelki wypadek wbił więc jeszcze dwie bramki golkiperowi przeciwników i ostatecznie wygrał w stosunku 8:3. Triumfatorzy nie zagrali wielkiego spotkania, lecz w takich meczach styl się nie liczy. Trudno było zresztą oczekiwać piłkarskich fajerwerków, gdy Sokoły kryły się za podwójną gardą, atakowały niewielką liczbą zawodników i w ich polu karnym było dość ciasno. Lider rozgrywek ma jednak zawodników o takich umiejętnościach indywidualnych, które pozwalały na wygrywanie pojedynków „1 na 1” i tworzenie sobie przestrzeni do strzału lub podania. Obrońcy przegranych nie mogli wiele zrobić, chociaż chęci nie można im odmówić. Tym samym Piorun, zbytnio się nie forsując, zaliczył czwarty komplet punktów z rzędu i konsekwentnie zmierza w kierunku awansu. Sokoły są z kolei jedyną ekipą, która na poziomie trzeciej ligi jeszcze nie zapunktowała i chyba minie jeszcze trochę czasu, zanim cokolwiek się w tym temacie odmieni. Chociaż nie mielibyśmy nic przeciwko, gdybyśmy za te słowa musieli przeprosić już w najbliższy wtorek.