| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 1 |
Głażewski Łukasz
|
||||
| 21 |
Cymbalak Grzegorz
|
||||
| 7 |
Dobrzeniecki Piotr
|
1 | |||
| 4 |
Gołębiewski Adam
|
||||
| 8 |
Boroszko Kacper
|
1 | |||
| 10 |
Madej Paweł
MVP
|
1 | 1 | ||
| 23 |
Grula Maciej
|
||||
| 13 |
Makarewicz Damian
|
1 | |||
| 0 |
Banaszek Kamil
|
2 | |||
| 0 |
Wyczółkowski Adam
|
||||
| 2 |
Walczak Paweł
|
| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 1 |
Baran Jarosław
|
1 | |||
| 21 |
Białowarczuk Sebastian
|
1 | 1 | ||
| 5 |
Jąkała Kacper
|
1 | 1 | ||
| 2 |
Kubicki Adam
|
1 | |||
| 18 |
Grześkowiak Jacek
|
1 | |||
| 50 |
Topyła Grzegorz
|
1 | |||
| 8 |
Radko Dariusz
|
||||
| 41 |
Gastoł Kamil
|
Angry Bears zakończyli rok 2016 zwycięstwem nad Sokołami. Bardzo cennym, bo znacznie oddalającym ich od ostatniego miejsca w tabeli, które przecież dwukrotnie już w swojej historii zajmowali. Hat-trick w tej kwestii byłby czymś absolutnie niepożądanym i żeby zmniejszyć ryzyko trzeba było szukać punktów z kolejnymi rywalami. A tym razem na horyzoncie pojawiły się Przepite Talenty. Ekipa Jarka Barka miała na swoim koncie tyle samo „oczek” co wtorkowy przeciwnik, ale nikt nie miał wątpliwości, że dysponuje większym potencjałem niż popularne „Niedźwiadki”. Tyle, iż często tenże potencjał pozostawał niewykorzystany i tak też było podczas czwartej kolejki dziesiątej edycji.
Początek spotkania był jednak dla Przepitych wymarzony. Już w 3 minucie wynik strzałem przy bliższym słupku otworzył Jacek Grześkowiak. Wtedy nikt jeszcze nie przypuszczał, że będą to miłe złego początki, tym bardziej, że kolejne fragmenty spotkania również należały do faworytów. W 9 minucie na 2:0 podwyższył Kacper Jąkała, a w 12 minucie Grzesiek Topyła popisał się indywidualnym rajdem, który zakończyłem ładnym strzałem pod poprzeczkę bramki Łukasza Głażewskiego. 3:0 – to była bardzo bezpieczna przewaga, nie tylko ze względu na bramki, ale na to co prezentowali w tym okresie zawodnicy Pawła Walczaka. Rzadko przedostawali się pod pole karne Jarka Barana, a nawet gdy udało się stworzyć zagrożenie, to strzały były słabe i golkiper Talentów nie miał problemów z ich obroną. Kto wie, czy to wszystko zbytnio nie uspokoiło faworytów. Widać, że nie było w nich żądzy zdobycia kolejnych goli – jakby sądzili, że sytuacje podbramkowe przyjdą same i kwestią czasu są następne bramki. Nieco świeżości w poczynania Angry wniósł jednak Paweł Madej. Widzieliśmy tego zawodnika po raz pierwszy, ale szybko dało się zauważyć spore umiejętności i to właśnie z jego podania w 17 minucie skorzystał Kamil Banaszek, który z najbliższej odległości wpakował Jomę do siatki i zmniejszył straty. Różnica wciąż była jednak spora i zastanawialiśmy się, czy Niedźwiadki stać, by jeszcze bardziej popsuć humory wyżej notowanym konkurentom.
Angry, nie mając nic do stracenia, drugą połowę rozpoczęli ofensywnie. Strzałów próbowali Adam Gołębiewski i Damian Makarewicz i chociaż obydwa mety w siatce nie znalazły, to były ostrzeżeniem dla Przepitych. Tutaj należało wrzucić wyższy bieg, by nie sprezentować sobie nerwowej końcówki. Tyle że coś się w grze faworytów zacięło a rywal złapał wiatr w żagle i w 31 minucie, za sprawą Pawła Madeja, przegrywał już tylko jednym golem! Zawodnik ten popisał się mocnym i celnym strzałem, po którym zasłonięty Jarek Baran nie miał szans na skuteczną interwencję. Wydaje się z kolei, że golkiper Przepitych mógł się lepiej zachować w 33 minucie, gdy nieco po siatkarsku próbował odbić uderzenie Kamila Banaszka, ale piłka odbiła się od przedramieni bramkarza i po raz trzeci zatrzepotała w siatce Talentów – REMIS! To było coś zupełnie niespodziewanego, bo przy stanie 0:3 nikt nie dawał Angry szans na nawiązanie równorzędnej rywalizacji. Przepite dopiero po stracie trzeciego gola uświadomiły sobie, że mecz zaczyna im się wymykać spod kontroli i w 37 minucie ładną dwójkową akcję rozegrali Sebastian Białowarczuk i Kacper Jąkała – drugi podawał, pierwszy strzelał i Łukasz Głażewski był bez szans! Zawodnicy w czerwonych koszulkach znów prowadzili, lecz błyskawicznie dali sobie wbić bramkę. Jej autorem był Piotrek Dobrzeniecki, który płaskim uderzeniem zaskoczył Jarka Barana. Od razu po tym trafieniu faworyci skonstruowali okazję, gdzie przed wyborną szansą stanął Jacek Grześkowiak. Mając przed sobą tylko bramkarza uderzył jednak wprost w niego, a to mogło się zemścić, gdy kilka chwil później Kacper Boroszko z bliska strzelił obok słupka. Wynik nie uległ więc już jakimkolwiek zmianom i gdy jedni traktowali go w kategoriach sporego osiągnięcia, drudzy widzieli w nim stratę dwóch punktów. Przepite zlekceważyły rywala przy stanie 0:3, liczyły że mecz sam się dogra i omal nie skończyło się tak, jak z Atomowymi Orzechami. Humory były jednak identyczne jak wtedy. Dominowało rozczarowanie, a wszystko to na własne życzenie. Można czasem odnieść wrażenie, że w tej ekipie brakuje rasowego napastnika. Kogoś kto będzie wykańczał podania, których czasem jest za dużo, a każdy chciałby zaliczyć to ostatnie. W Angry Bears nie ma takich kalkulacji. Tutaj na parkiecie dominuje improwizacja, a nie może być inaczej, skoro ekipa w tym składzie gra ze sobą dopiero czwarty mecz. Wygląda to jednak coraz lepiej i szansa, by wreszcie nie skończyć jako czerwona latarnia rozgrywek, znakomicie się zwiększyła. Brawo!