| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 1 |
Jaguszewski Artur
|
||||
| 29 |
Wdowiński Mariusz
|
1 | |||
| 2 |
Sadocha Maciej
|
1 | 1 | ||
| 11 |
Zach Hubert
|
1 | |||
| 16 |
Rutkowski Mariusz
MVP
|
2 | 2 | ||
| 21 |
Błędowski Marcin
|
||||
| 56 |
Frąckiewicz Marcin
|
||||
| 18 |
Krajewski Michał
|
1 | |||
| 55 |
Krajewski Mateusz
|
||||
| 2 |
Królik Adam
|
1 | |||
| 10 |
Rejmer Seweryn
|
1 | 1 | ||
| 52 |
Turowski Radosław
|
| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 1 |
Puławski Sebastian
|
||||
| 7 |
Ryński Kamil
|
||||
| 10 |
Augustyniak Damian
|
1 | |||
| 11 |
Różycki Robert
|
||||
| 20 |
Popiół Tomasz
|
1 | |||
| 5 |
Woźniak Krzysztof
|
1 | |||
| 12 |
Częścik Marcin
|
1 |
Stankan i Ryńscy mieli przed czwartą kolejką po cztery punkty. A łączyło je również to, że spokojnie mogły tych „oczek” mieć znacznie więcej, bo zdarzyło im się już raz przegrać wygrany mecz. Ale tego dnia nie miało to większego znaczenia – może jedynie takie, że kolejna porażka komplikowała sprawę w kwestii odegrania w rozgrywkach większej roli, niż tylko ligowego średniaka. Zwłaszcza Stankan wyglądał na zespół, który zdawał sobie sprawę, że musi tutaj wygrać, bo do składu dopisał bardzo doświadczonego na naszych parkietach, Marcina Błędowskiego. A takie ustabilizowanie w obronie było wskazane, gdyż wiele bramek zespół z Wołomina stracił w tym sezonie po indywidualnych błędach zawodników odpowiedzialnych za defensywę. W środę takich pomyłek było bardzo niewiele i nic dziwnego, że Mariusz Wdowiński i spółka opuszczali plac gry z uśmiechami na ustach.
Ryńscy weszli w to spotkanie ospale. Co prawda mieli jedną niezłą okazję już na samym starcie, ale zaraz po jej zmarnowaniu, stracili pierwszego gola – jego autorem był Hubert Zach. Kolejnym problemem dla Deweloperów była agresywna gra przeciwników, którzy mając w swoich szeregach lubiących dużo biegać Maćka Sadochę czy wspomnianego Huberta Zacha, często wywierali presję na rywalach i dzięki temu zyskiwali przewagę. Ale Ryńscy to nie jest zespół z przypadku. Drużyna szybko wzięła się w garść i z minuty na minutę na jej postawę patrzyło się z przyjemnością. Ekipa z Marek grała konsekwentnie, stwarzała okazje, chociaż często brakowało celnego ostatniego podania. I gdy wydawało się, że gol wyrównujący to kwestia czasu, Stankan podwyższył na 2:0. Druga w meczu asysta Mariusza Rutkowskiego a bramkę strzela kapitan zespołu, Mariusz Wdowiński. To mogło podłamać przegrywających, którzy mieli wyraźny problem z kończeniem własnych ataków. Nie było to jednak nic zaskakującego, bo tego dnia w ich szeregach brakowało dwóch Sebastianów: Ryńskiego i Borkowskiego a więc duetu, który do tego momentu w największym stopniu odpowiadał za zdobywanie goli. Na szczęście w 14 minucie zdołał ich wyręczyć Damian Augustyniak. Zamknął on podanie na dalszym słupku od Marcina Częścika i z bliska wepchnął piłkę do siatki. To przywróciło nadzieję zespołowi w zielonych koszulkach, który starał się zejść na przerwę z jeszcze korzystniejszym wynikiem. Ale nie tylko nie udało się doprowadzić do remisu, lecz nawet utrzymać minimalnej straty. A wszystko przez przypadek, bo Maciek Sadocha chyba nawet nie strzelał, a podawał piłkę w pole karne, ale ta niefortunnie odbiła się od jednego z obrońców i było 1:3. Widoki na drugą część spotkania zrobiły się więc znacznie mniej przyjemne.
Honor nie pozwalał jednak Deweloperom odpuścić. Chłopaki starali się jak mogli, lecz ciągle czegoś brakowało. Pewność siebie byłaby znacznie większa, gdyby było komu wykańczać podania, a tak wszystko wyglądało nieźle do pola karnego – później klapa. Stankan był w tym temacie znacznie bardziej konkretny. W 24 minucie co prawda Radek Turowski nie wykorzystał doskonałej okazji, posyłając Jomę nad poprzeczką, ale w 26 minucie Mariusz Rutkowski już się nie pomylił i rezultat brzmiał 4:1. Ryńscy nie zwiesili głów i dzięki Krzyśkowi Woźniakowi powrócili do dwóch bramek różnicy, lecz jak się okazało – na więcej nie było ich stać. Dawało o sobie znać zmęczenie, a przecież minuty uciekały i trzeba było wyzwolić z siebie jeszcze trochę energii. Ekipa z Marek musiała też grać coraz odważniej i często wykorzystywała do pomocy swojego bramkarza, Sebastiana Puławskiego. To była ostatnia deska ratunku tej ekipy, ale okazała się ostatecznie gwoździem do trumny. Błędy w rozegraniu hokejowego zamka spowodowały, że ostatnie dwie bramki Ryńscy praktycznie sprezentowali oponentowi, który grzecznie podziękował i wygrał mecz w stosunku 6:2. „Biało-czarni” byli lepsi i wreszcie zaprezentowali równy poziom od pierwszej do ostatniej minuty. To był klucz do triumfu – dopiero drugiego w sezonie, lecz bardzo ważnego, bo pozwalającego aktywnie włączyć się do walki o najwyższe cele. Stankan był groźny, a wydaje się, że ze spotkania na spotkanie jest coraz mądrzejszy w swojej grze i stawiamy go w gronie faworytów do medali dziesiątej edycji. Wiele wskazuje z kolei na to, że Ryńskim taki sukces nie grozi. Nie możemy tej drużynie nic zarzucić, bo grała na tyle, na ile mogła. Bez swoich dwóch napastników była niczym bezzębny tygrys, który tylko sprawiał wrażenie groźnego. Nie było jednak najmniejszych szans, by to wystarczyło na dobrze tego wieczora usposobiony Stankan.