| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 33 |
Kaim Błażej
|
||||
| 9 |
Rychta Adrian
|
||||
| 13 |
Godlewski Łukasz
MVP
|
2 | |||
| 10 |
Maliszewski Paweł
|
1 | |||
| 6 |
Lęgas Maciej
|
1 | |||
| 18 |
Godlewski Paweł
|
1 | |||
| 6 |
Żebrowski Mateusz
|
1 | |||
| 11 |
Piwko Damian
|
||||
| 0 |
Adamski Mateusz
|
1 | |||
| 0 |
Bieńczyk Maciej
|
| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 1 |
Kapłan Sebastian
|
||||
| 23 |
Reda Łukasz
|
1 | |||
| 14 |
Siuchta Bartosz
|
1 | 1 | ||
| 10 |
Zakrzewski Sebastian
|
||||
| 15 |
Błaszczyk Maciej
|
1 | |||
| 27 |
Wyszomirski Mateusz
|
||||
| 8 |
Godlewski Jakub
|
||||
| 13 |
Godlewski Kamil
|
||||
| 17 |
Zaorski Mateusz
|
||||
| 6 |
Antoniuk Kacper
|
Zespół JSJ nie mógł sobie darować ostatniego meczu z Bad Boys. Po naprawdę dobrym występie, który jednak znów nie przyniósł punktów, sytuacja drużyny Sebastiana Zakrzewskiego była zła. A przecież na horyzoncie był kolejny trudny rywal, który po wpadce z Ormedem, nie mógł sobie pozwolić na następną stratę punktów. To wszystko zapowiadało ciekawy mecz, gdzie chociaż faworytem była ekipa Marcina Rychty, to wiedzieliśmy, że JSJ postawi poprzeczkę bardzo wysoko. I nie zawiedliśmy się, mimo iż nie po raz pierwszy, wejście w mecz zespołu Development pozostawiało bardzo wiele do życzenia.
Wszystko zaczęło się już w 18 sekundzie. Błąd w rozegraniu pierwszej akcji spowodował, że piłkę przejął Paweł Maliszewski, który zagrał do Łukasza Godlewskiego, a ten płaskim strzałem oszukał Sebastiana Kapłana i mieliśmy otwarcie wyniku. Ale z racji tego, iż do zakończenia spotkania było jeszcze mnóstwo czasu, JSJ podeszło do sprawy rozsądnie i grało spokojnie, wierząc że prędzej czy później wyrównanie przyjdzie. I było kilka okazji ku temu, by rezultat zmienił swoją postać na 1:1. W 4 minucie niezłym strzałem popisał się Bartek Siuchta, lecz Błażej Kaim nie dał się zwieść. W odpowiedzi na kolejną bramkę polował Łukasz Godlewski – tym razem zabrakło niewiele, gdy piłka kopnięta przez popularnego „Goldena” minęła o metr słupek bramki Sebastiana Kapłana. Spotkanie było wyrównane i nikt nie potrafił osiągnąć wyraźnej przewagi, a w 13 minucie także wynik powinien potwierdzać, iż spotkały się zespoły o zbliżonym potencjale. Niestety dla JSJ, piłki po dobrym podaniu Mateusza Wyszomirskiego nie przejął Kamil Godlewski, a gdyby to zrobił, to byłby sam na sam z Błażejem Kaimem. Co gorsze – ta niewykorzystana okazja zemściła się kilkanaście sekund później, gdy bramkę zainkasował Mateusz Adamski, który nie dał żadnych szans golkiperowi Development. Ten sam zawodnik mógł powiększyć stan posiadania w 15 minucie, ale tym razem bramkarz przeciwników nie dał się zaskoczyć. Podobna sztuka nie udała się się natomiast Błażejowi Kaimowi – w 16 minucie mocne uderzenie Bartka Siuchty pod poprzeczkę i jest już tylko 2:1! I debiutant widzi, że tutaj nic nie jest stracone, dlatego z niecierpliwością czekaliśmy na drugą połowę, która miała przynieść jeszcze więcej emocji.
I przyniosła. Stwierdzenie, że atak gonił atak byłoby może nadużyciem, lecz obydwaj bramkarze mieli co robić i musieli być non stop „pod prądem”. Już w 48 sekundzie powodów do radości o mało nie miał Łukasz Reda, który jednak naciskany przez jednego z obrońców nie był w stanie oddać mocnego strzału. Ale to nie zniechęciło go do kolejnych prób – w 24 minucie podjął się kolejnej, lecz i tym razem uderzenie było za słabe i Błażej Kaim nie miał kłopotów z interwencją. Al-Mar musiał na to wszystko jakoś zareagować i w 26 minucie był o włos od podwyższenia prowadzenia. Kapitalny strzał Pawła Maliszewskiego, ale jeszcze lepsza interwencja Sebastiana Kapłana, który popisuje się doskonałym refleksem i paruje piłkę na rzut rożny. W następnej akcji bramkarz JSJ ponownie w roli głównej, gdy naprawia błąd Kuby Godlewskiego, bo ten nieodpowiedzialnie traci piłkę jako ostatnio obrońca na rzecz Łukasza Godlewskiego, ale skuteczne wyjście z bramki Sebastiana Kapłana zażegnuje niebezpieczeństwo. A w 28 minucie szczęście uśmiecha się do Deweloperów. Jedno z podań w polu karnym Al-Maru, niefortunnie przecina Adrian Rychta, który pokonuje własnego bramkarza i jest remis! No tak, tylko radość z takiego stanu rzeczy trwa króciutko. Kolejna prosta strata w środku pola ekipy Sebastiana Zakrzewskiego, Jomę przejmuje Maciek Lęgas i podaje do Łukasza Godlewskiego a ten przywraca prowadzenie zespołowi z Wołomina. Teraz JSJ nie ma już powoli czego bronić. Czasu coraz mniej, a widmo kolejnej porażki zagląda w oczy. Niestety w 37 minucie straty robią się jeszcze większe, gdy uderzeniem z ostrego kąta, Paweł Godlewski zaskakuje Sebastiana Kapłana i jest już 4:2! Przegrywający nie załamują rąk i dzięki trafieniu Łukasza Redy minimalizują dystans, ale na więcej Al-Mar już im nie pozwala. Co więcej – sam ma dwie doskonałe okazje, by zamknąć emocje, ale nie wykorzystując ich zgadza się na nerwową końcówkę, gdzie na swoje szczęście żadnego błędu już nie popełnia i ostatecznie wygrywa z beniaminkiem 4:3. Nie był to triumf przekonujący, jakkolwiek po porażce z Ormedem, liczyły się przede wszystkim trzy punkty. Ciągle mamy wrażenie, że drużyna braci Rychta nie gra na 100% swoich możliwości, ale może zawodnicy wszystko co najlepsze, trzymają na najważniejsze spotkania? Co do JSJ, to znów zabrakło bardzo niewiele. Na pewno nie pomaga w tym obozie fakt regularnych zmian na pozycji bramkarza. Chyba nie było jeszcze meczu, gdzie zawodnik odpowiedzialny za tę funkcję nie popełnił błędu. Boli to tym bardziej, bo przecież na końcu Deweloperzy przegrywają jednym golem i kto wie czy właśnie nie tym, którego stracie solidny golkiper spokojnie by zapobiegł...