| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 1 |
Włodarz Tomasz
|
||||
| 3 |
Śliwowski Kamil
|
||||
| 19 |
Gontarz Mateusz
MVP
|
2 | 1 | ||
| 0 |
Oleksiak Damian
|
1 | |||
| 4 |
Roguski Paweł
|
1 | |||
| 4 |
Szulim Karol
|
1 | 1 | ||
| 4 |
Szulim Konrad
|
||||
| 53 |
Skotnicki Janek
|
1 | |||
| 20 |
Dąbrowski Kamil
|
||||
| 3 |
Babicki Bartek
|
||||
| 14 |
Podleś Dawid
|
| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 1 |
Łuniewski Łukasz
|
||||
| 77 |
Kowalski Mariusz
|
||||
| 5 |
Kozicki Damian
|
3 | |||
| 10 |
Kowalski Mateusz
|
1 | |||
| 18 |
Dudziński Piotr
|
1 | |||
| 47 |
Papiernik Sebastian
|
1 | |||
| 0 |
Kozakowski Maksymilian
|
1 | |||
| 8 |
Kowalski Hubert
|
1 |
Ormed się obudził. Wiedzieliśmy, że do tego dojdzie, aczkolwiek fakt, że stało się to w spotkaniu z Al-Marem na pewno był lekko niespodziewany. Nie jest jednak przypadkiem, iż ta ekipa wiele lat grała w pierwszej lidze i bądź co bądź – kilka sezonów się tam utrzymała. Teraz odradza się, o czym świadczy nie tylko zwycięstwo nad zespołem Marcina Rychty, ale i nowy rynsztunek. Stare, mocno zużyte stroje odeszły w zapomnienie i w środę Ormed zadebiutował w nowych kolorach. Na ich debiut przypadł mecz z Lambadą. Ekipą która grudniowe potyczki skończyła z dorobkiem sześciu punktów, a niewiele brakowało, by suma była okazalsza. Ale nikt się tym nie zamierzał przejmować – była bowiem do wykonania następna misja i na niej trzeba było skoncentrować całą uwagę. Jak to wyszło w praniu?
Początek był rewelacyjny. Już w 4 minucie wynik otworzył Mateusz Gontarz, który wykorzystał podanie Damiana Boryna i nie miał problemów z pokonaniem Łukasza Łuniewskiego. Dobre otwarcie zachęciło podopiecznych Pawła Roguskiego do jeszcze aktywniejszej postawy i chociaż w 9 minucie ta dość otwarta gra omal nie została przypłacona bramką na remis (Hubert Kowalski strzelił w słupek), to w 13 minucie Janek Skotnicki po indywidualnym przeboju, po raz drugi znalazł receptę na golkipera rywali i zrobiło się 2:0. Ormed odpowiedział błyskawiczine. W 14 minucie miejscowi rozegrali rzut wolny, piłka trafiła do Damiana Kozickiego, który zdecydował się na strzał, a futbolówka odbiła się po drodze od Piotrka Dudzińskiego i wpadła do siatki obok bezradnego Tomka Włodarza. To dość przypadkowe trafienie nie zraziło Lambady. Ten zespół nadal grał lepiej i dążył do odbudowania przewagi, lecz Damian Boryn i Mateusz Gontarz nie potrafili wykorzystać swoich okazji, co brutalnie się zemściło. I ponownie Ormed miał w całej sytuacji masę szczęścia, bo uderzenie Sebastiana Papiernika golkiper Lambady obroniłby bez większych kłopotów, ale Joma znów zaliczyła po drodze rykoszet i w takich okolicznościach ponownie znalazła się w siatce ekipy z Kobyłki. Mieliśmy więc remis 2:2, a nie minęło 60 sekund, gdy na tablicy świetlnej wynik brzmiał 3:3! Najpierw trafienie zainkasował Karol Szulim, a w następnej akcji przypomniał o sobie Hubert Kowalski i pierwsza połowa rozstrzygnięcia nam nie przyniosła. Przewaga optyczna była po stronie drużyny w białych koszulkach i kto by przypuszczał, że w tej odsłonie limit farta Ormedu wcale się nie wyczerpał.
Druga połowa w tyle bramek co pierwsza już nie obfitowała. I był to swojego rodzaju paradoks, bo akcji wcale nie było mniej niż w premierowych 20 minutach. Zawodnicy jednej i drugiej drużyny prześcigali się w strzałach, ale były one znacznie słabszej jakości niż te z wcześniejszego okresu. Lambada nadal była bardziej aktywna a wiele ze swoich okazji zawdzięczała bramkarzowi rywali. Łukasz Łuniewski grał niepewnie, a jego podania często lądowały na aucie lub pod stopami przeciwników. Ba – w 25 minucie o mało nie skończyło się to dramatem, gdy po kolejnym niechlujnym wykopie, piłka trafiła jednego z oponentów i zatrzymała się na słupku! To wszystko spowodowało, że w kolejnych minutach golkiper Ormedu coraz rzadziej kombinował, jakby domyślając się, iż los nie będzie dla niego łaskawy przy każdym popełnionym błędzie. Jeśli zaś chodzi o kwestie ofensywne w wykonaniu miejscowych, to było ich niewiele, ale jeśli już dochodziło do zagrożenia w polu karnym Tomka Włodarza, to było ono z kategorii pierwszego lub przynajmniej drugiego stopnia. W 35 minucie Damian Kozicki odwrócił się z piłką w kierunku bramki i strzelił obok słupka. Za chwilę ten sam zawodnik poda do Mariusza Kowalskiego, a ten uderzy dosłownie kilka centymetrów obok aluminium! Robiło się więc coraz ciekawiej, aż wreszcie w 37 minucie wszystkich pogodził Mateusz Gontarz. Mierzone uderzenie mimo dość bliskiej odległości jednego z rywali i Lambada prowadzi! A do końca zaledwie trzy minuty! Ormed jest w trudnej sytuacji, bo zdaje sobie sprawę, iż przeciwnik zacieśni szyki, nie będzie ryzykował i ciężko będzie przedrzeć się pod bramkę Tomka Włodarza. Ale próbować trzeba i w 40 minucie jeden z ataków o mało nie przynosi remisu, gdy z najbliższej odległości Mateusz Kowalski strzela w słupek! Wydawało się, że to piłka meczowa, lecz szczęście znów się uśmiechnęło do ferajny Piotrka Dudzińskiego. Na kilka sekund przed zakończeniem meczu Maks Kozakowski podał z autu do Mateusza Kowalskiego, a ten mimo ogromnego zagęszczenia w polu karnym, znakomicie się odnalazł i kopnął piłkę w kierunku bramki, która - ku rozpaczy ekipy Pawła Roguskiego – zatrzepotała w siatce! 4:4! Za chwilę wybrzmiała końcowa syrena i podział punktów stał się faktem. Stracić bramkę tak późno i to po statycznej sytuacji, gdzie można się dobrze ustawić, to duży zawód. Ale Lambada to zespół na dorobku, który na pewno wyciągnie z tego wnioski. Poza tym – jak wspomniał w wywiadzie Mateusz Gontarz – w przyrodzie wszystko się wyrównuje, więc pozostaje odliczać dni, kiedy i ta ekipa zdobędzie bramkę ostatnim dotknięciem piłki. Ormed limit w tym temacie chyba już wyczerpał...