| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 1 |
Necula Stefan
|
||||
| 81 |
Polewaczyk Kryspin
|
1 | |||
| 10 |
Świst Robert
|
1 | 1 | ||
| 13 |
Kowalski Marek
|
1 | 1 | ||
| 5 |
Cybulski Grzegorz
|
||||
| 6 |
Dobrowolski Marcin
|
||||
| 8 |
Ostapiuk Piotr
MVP
|
1 | |||
| 7 |
Żukowicz Paweł
|
1 | 1 | ||
| 4 |
Pytkowski Michał
|
||||
| 5 |
Remiarz Adam
|
| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 1 |
Wiechowicz Marcin
|
1 | |||
| 98 |
Król Krzysztof
|
1 | |||
| 0 |
Pietrak Marcin
|
1 | |||
| 8 |
Rudy Jarosław
|
1 | |||
| 28 |
Prasuła Sławomir
|
2 | |||
| 23 |
Sitak Radosław
|
1 | |||
| 79 |
Chrust Maciej
|
||||
| 17 |
Radomski Piotr
|
||||
| 97 |
Pietrak Konrad
|
Nie ma co ukrywać, że Adrenalina szczęśliwie uratowała remis z Promilem. Może i była piłkarsko lepsza, ale przestój jaki przytrafił się jej w końcowych fragmentach spotkania, mógł – a nawet powinien – skończyć się pierwszą porażką w sezonie. Podopieczni Piotrka Ostapiuka uratowali się jednak dzięki fantastycznej postawie Stefana Neculi i mając w pamięci poprzedni tydzień, losy spotkania z Bartycką chcieli na pewno rozstrzygnąć znacznie wcześniej. I wiele na taki scenariusz wskazywało, bo chociaż drużyna Radka Sitaka wygrała ostatnio z Przepitymi Talentami, to była tutaj skazywana na porażkę. W rywalizacji z innymi faworytami tego poziomu zwykle ponosiła bolesne porażki i poza samymi zawodnikami, pewnie nikt nie wierzył, że będziemy tu świadkami piłkarskiego horroru. A już na pewno nie przypuszczaliśmy, że o wszystkim zadecyduje gol z ostatniej sekundy spotkania.
Adrenalina zaczęła spotkanie w swoim stylu. Grała blisko rywala, agresywnie, szybko zdobywała teren i na efekty nie musieliśmy długo czekać. W 5 minucie rozumiejący się bez słów duet Robert Świst – Marek Kowalski zadbał o gola numer 1 w tym spotkaniu i wydawało się, że to początek dominacji faworytów. Tym bardziej, iż kolejnych okazji nie brakowało, co jednak coraz częściej nie pozostawało bez odpowiedzi Bartyckiej. Marcin Pietrak i spółka nie dali się zepchnąć do defensywy i z minuty na minutę czuli się na parkiecie na tyle pewnie, by Stefan Necula nie mógł narzekać na brak pracy. W 8 minucie to właśnie interwencja bramkarza Adrenaliny uchroniła zespół od straty bramki, gdy z dalszej odległości strzelał Radek Sitak. W 16 minucie dobrą okazję zmarnował też Maciek Chrust a było blisko, by ta niewykorzystana okazja błyskawicznie się zemściła, bo Stefan Necula podał do Roberta śwista a ten był praktycznie sam przed bramkarzem, lecz posłał piłkę nad bramką. I chyba nie mógł sobie tej sytuacji darować, bo lada moment spróbował ponownie i chociaż celność była lepsza, to na wysokości zadania stanął Marcin Wiechowicz. Z kolei w 18 minucie mieliśmy remis! Krzysiek Król szybko rozegrał rzut rożny podając do Sławka Prasuła, a ten nie dał zblokować swojego strzału jednemu z rywali i z bliskiej odległości pokonał golkipera przeciwników – 1:1! Było to spore zaskoczenie, które jednak kazało poważnie rozważyć opcję, by Bartyckiej nie stawiać tutaj na straconej pozycji. Ten zespół grał bowiem bez żadnej presji i w jego poczynaniach było to widać coraz częściej.
Potwierdziła to również druga połowa. Już na jej początku na listę strzelców mógł się wpisać Jarek Rudy, lecz co nie udało się jemu, dokonał w 22 minucie Sławek Prasuła. Marcin Dobrowolski - który był przedostatnią instancją Adrenaliny - cofając się pod własną bramkę przewrócił się, co utorowało drogę rywalowi do bramki a mocny strzał załatwił sprawę i Bartycka prowadziła. Tyle że krótko. Już 180 sekund później Paweł Żukowicz popisuje się mocnym uderzeniem z dystansu i Marcin Wiechowicz kapituluje, a mecz zaczyna się na nowo. Przewaga psychologiczna jest po stronie faworytów, co potwierdza się w 27 minucie. Piłkę przejmuje Kryspin Polewaczyk, który robi kilka metrów z futbolówką w stronę bramki i oddaje fenomenalny strzał, którego nie obroniłby żaden bramkarz Nocnej Ligi – 3:2! To był pierwszy gol tego zawodnika na zielonkowskim parkiecie i chyba z tego powodu postanowił on uczcić go efektownym saltem. Gracze w białych koszulkach chcieli iść za ciosem i w 28 minucie tuż obok słupka uderzał Robert Świst. Bartycka była w odwrocie, ale od czego ma Jarka Rudego! To właśnie on za chwilę wygra pojedynek na skrzydle z jednym z przeciwników, po czym popędzi w kierunku bramki Stefana Neculi i strzałem po długim rogu zmusi go do trzeciej kapitulacji tego wieczora. Remis! Po tej fantastycznej informacji dla ekipy Radka Sitaka, szybko przychodzi gorsza. W 31 minucie żółtą kartkę ogląda Sławek Prasuła i przez najbliższe 120 sekund, mieliśmy na parkiecie do czynienia z liczebną przewagą Adrenaliny. Ta nie została jednak wykorzystana, a gdy gracz Bartyckiej pojawił się na placu, postanowił od razu zaznaczyć swoją obecność i i uderzył w spojenie! I gdy wydawało się, że Adrenalina najtrudniejsze ma za sobą i za chwilę weźmie sprawy w swoje ręce, w 35 minucie traci gola za sprawą... bramkarza – Marcina Wiechowicza! Golkiper przedostatniej ekipy w tabeli kopnął piłkę niejako na uwolnienie, a Stefan Necula nie zdążył wrócić do własnej bramki na czas i tym sposobem, na 4 minuty przed końcem, faworyci byli o krok od drugiej z rzędu straty punktów! I gdyby tak się stało, byłaby to fatalna informacja, co na samych zawodników podziałało jednak mobilizująco. W 36 minucie do stanu 4:4 doprowadza duet Kowalski – Świst i emocje sięgają zenitu! W 39 minucie błąd Bartyckiej w obronie i Marek Kowalski oddaje strzał z bliska – broni Marcin Wiechowicz. Gracze w białych koszulkach nie ustają w poszukiwaniu zwycięskiego trafienia, lecz konkurent wszystko robi należycie i wydaje się, że musi dowieźć cenny punkt do końca. Adrenalina nie poddaje się i na kilka sekund przed końcem ma aut. Paweł Żukowicz podaje wtedy do Piotrka Ostapiuka, ten nie daje sobie odebrać piłki Krzyśkowi Królowi i strzela, a futbolówka w akompaniamencie końcowej syreny wpada do siatki obok bezradnego Marcina Wiechowicza!! Koniec i wielka radość samego strzelca, który wpada w objęcia kolegów i jeszcze długo nie może się z nich wydostać. Przegrani nie mogą uwierzyć w to co się stało. Zasłużyli tutaj na punkt i tym większy odczuwali ból w wyniku zaistniałych okoliczności. Wystarczyło zostawić kilka metrów swobody przeciwnikowi, a ten wbił im nóż w plecy. Ogromny zawód i pewnie żadnym pocieszeniem nie będzie, iż przegrani grali jak równy z równym z faworytem rozgrywek. To również mały kamyczek do ogródka Adrenaliny. Drugie z rzędu spotkanie, gdzie faworyci mają za dużo momentów przestoju, co powoduje, że jeśli nie dysponują odpowiednio wysoką różnicą bramek, to zdarza im się pogubić. Chociaż w tym konkretnym przypadku nawet z perspektywy czasu nie zrobiliby pewnie nic inaczej, bo dzięki temu będą tę potyczkę wspominali przez długie lata.