| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 19 |
Pisarek Olaf
|
||||
| 11 |
Roguski Bartłomiej
|
||||
| 10 |
Zieliński Piotr
|
2 | 1 | ||
| 2 |
Urbaniak Karol
|
1 | |||
| 5 |
Krassowski Mateusz
|
||||
| 5 |
Murawski Jakub
|
1 | |||
| 13 |
Roguski Rafał
MVP
|
4 | |||
| 64 |
Mościcki Adam
|
||||
| 6 |
Kapała Mirosław
|
| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 12 |
Krawczyk Michał
|
||||
| 87 |
Andrzejewski Adam
|
1 | 1 | ||
| 10 |
Buczek Dominik
|
||||
| 68 |
Ryszewski Jan
|
||||
| 11 |
Waliłko Maciej
|
1 | |||
| 48 |
Małaszczuk Michał
|
||||
| 69 |
Ziółkowski Adrian
|
||||
| 77 |
Wiśniewski Kamil
|
||||
| 6 |
Kopania Hubert
|
||||
| 0 |
Jędrzejczyk Michał
|
||||
| 3 |
Rembelski Adam
|
Budowlani przegrali dwa ostatnie spotkania różnicą zaledwie jednej bramki. Niedosyt był ogromny, bo gdyby zarówno mecz z Maliną, jak i Promilem podopieczni Kacpra Kraszewskiego zapisali na swoje konto, mieliby dziś 12 punktów. Taki dorobek oddawałby ich poziom piłkarski, bo wszyscy wiedzą, że chłopaki grają ładnie dla oka, lecz zawsze czegoś im brakuje. A to sił, a to szczęścia, często też skuteczności. Dwanaście „oczek” to również dorobek, który w tym momencie mógł widnieć w tabeli przy ekipie Atomowych. Wystarczyło wygrać z Sokołami i Bartycką, a więc dwiema jak dotąd najsłabszymi ekipami, a zamiast tego skończyło się na dwóch remisach. Orzechy wciąż pozostają więc najbardziej nieprzewidywalną drużyną trzeciej ligi i w meczu z Budowlanymi mogło się zdarzyć absolutnie wszystko.
Najbardziej przekonywał nas jednak scenariusz, w którym walka będzie tutaj trwała aż do ostatnich sekund. Potencjał piłkarski wydawał się być zbliżony, chociaż wiadomo, że takie rzeczy nie zawsze determinują wynik. To często wypadkowa lepszej formy w danym dniu, czy po prostu szczęścia. A akurat te dwa argumenty były we wtorek zdecydowanie po stronie MK-BUDu. Zaczęło się w 4 minucie, gdy dorobek bramkowy otworzył Piotrek Zieliński i Atomowe szybko zostały zmuszone do odrabiania strat. I zrobiły w tym kierunku przynajmniej kilka kroków – swoją szansę zmarnował chociażby Dominik Buczek, ale wszystko to nie pozostawało bez odpowiedzi Budowlanych, którzy również nękali bramkarza przeciwników, aż wreszcie w 12 minucie Rafał Roguski zaskoczył niesygnalizowanym strzałem Michała Krawczyka, który nie spodziewając się uderzenia, zupełnie odsłonił bliższy słupek, a właśnie tam powędrowała futbolówka. Dwa gole przewagi to sporo, jednak znając historię meczów z udziałem ekipy Kacpra Kraszewskiego wiedzieliśmy, iż niewiele ona oznacza. Gdy jednak tuż przed przerwą kapitalnego gola zdobył Karol Urbaniak, który miękką podcinką zupełnie oszukał bramkarza Orzechów, drugie zwycięstwo w sezonie zaczęło się wyraźnie zbliżać do zawodników w czarnych koszulkach. Do tego momentu grali naprawdę bardzo dobrze, chociaż z Maliną było identycznie, a wystarczyło 180 sekund, by zmarnować wysiłek z całego spotkania. Czujność musiała pozostać na najwyższym poziomie, tym bardziej, że Atomowe nie miały tutaj już nie do stracenia.
Najgorsze, że okazało się, iż mają również niewiele do zaoferowania. Początek drugiej połowy był w ich wykonaniu katastrofalny – w 22 minucie stracili bramkę nr 4, a lada moment numer 5 i chyba nie byłoby odważnego, który postawiłby na nich jakiekolwiek pieniądze. To wszystko źle wyglądało nie tylko na boisku, ale też poza nim, gdzie nie widać było wzajemnej motywacji i zachęcenia do dania z siebie jeszcze więcej. Budowlani byli zdecydowanie bardziej aktywni – po każdej dobrej akcji klaskali, podpowiadali sobie w obronie i nie wyglądali, jakby miał ich za chwilę doświadczyć jakikolwiek kryzys. Sytuacja skomplikowała się jednak w 26 minucie, gdy gola bezpośrednio z rzutu rożnego strzelił im Adam Andrzejewski. Następnie żółtą kartkę zobaczył Maciek Waliłko, co Orzechy od razu wykorzystały i zdobyły drugą bramkę. Co gorsze – w 34 minucie sędzia ponownie sięga do kieszonki i upomina Mateusza Krassowskiego. Gdyby więc i ten okres gry w przewadze Atomowe wykorzystały jak poprzedni, to końcówka byłaby niezwykle emocjonująca. Tyle że arbiter w kolejnej akcji odsyła na ławkę kar również Huberta Kopanię, chociaż wydaje się, że samo odgwizdanie przewinienia w zupełności by tutaj wystarczyło. Grając 3 na 3 w polu, Budowlani spokojnie utrzymali bezpieczną przewagę, a mogli nawet podwyższyć stan posiadania, bo w 34 minucie Adam Mościcki strzelił na pustą bramkę w słupek! O wiele skuteczniejszy był tego wieczora Rafał Roguski, który w 36 i 38 minucie dopisał do swojego konta następne dwie bramki i łącznie miał ich cztery. Ważniejszym było jednak, że w znacznym stopniu przyczyniły się one do bardzo cennego i nie podlegającego żadnego dyskusji zwycięstwa. MK-BUD triumfował w sposób zasłużony, będąc wyraźnie lepszym. Odnosiło się wrażenie, że chciało mu się bardziej niż rywalowi, którego fragmenty dobrej gry można było policzyć na palcach jednej ręki. Ten triumf na pewno dodatkowo podbuduje ekipę Kacpra Kraszewskiego, który już zapowiedział, że celem na ostatnie kolejki będzie zdobycie kompletu dziewięciu punktów. Przy tej dyspozycji to nie jest science-fiction, lecz realna ocena możliwości zespołu. Co do Atomowych, to ciężko o pozytywy. Mecz się od początku nie układał i różnica pięciu bramek to najmniejszy wymiar kary. Zawodnicy byli niemrawi, ciężko zrozumieć czemu tacy gracze jak Michał Małaszczuk więcej czasu spędzali na ławce niż boisku i to wszystko nie mogło się po prostu dobrze skończyć. Wniosków jest zresztą więcej i pozostaje wierzyć, że zostaną one wyciągnięte. W przeciwnym wypadku nawet utrzymanie pozycji w górnej połowie tabeli, może się okazać zadaniem znacznie ponad siły...