| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 13 |
Wyrwiński Adrian
|
||||
| 9 |
Radomski Piotr
|
1 | |||
| 77 |
Manaj Piotr
|
2 | |||
| 6 |
Porada Paweł
|
1 | 1 | ||
| 9 |
Kamiński Maciej
MVP
|
3 | 1 | ||
| 23 |
Jarzębski Damian
|
1 | |||
| 28 |
Klewicki Mateusz
|
||||
| 8 |
Mariak Adrian
|
1 | |||
| 1 |
Gacioch Mateusz
|
||||
| 5 |
Paćkowski Piotr
|
1 | |||
| 7 |
Karaszewski Jakub
|
| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 1 |
Głażewski Łukasz
|
1 | |||
| 8 |
Boroszko Kacper
|
1 | 1 | ||
| 23 |
Grula Maciej
|
||||
| 10 |
Madej Paweł
|
2 | |||
| 13 |
Makarewicz Damian
|
||||
| 0 |
Wyczółkowski Adam
|
||||
| 4 |
Gołębiewski Adam
|
||||
| 0 |
Banaszek Kamil
|
Malina, chociaż ostatnio wygrała, to rozczarowała. Widząc jednak co się dzieje i jak tracą punkty Adrenalina czy Promil zdawała sobie sprawę, że musi przede wszystkim zwyciężać, a styl nie jest do końca istotny. Z Angry Bears miało być podobnie. Jeszcze jakiś czas temu z Niedźwiadkami nikt nie zastanawiał się czy wygra, ale iloma bramkami, jednak to się zmieniło. Nawet Piorun miał tydzień wcześniej ogromne problemy by udowodnić swoją wyższość nad ekipą Pawła Walczaka i to dawało motywację jego zawodnikom, że nikogo nie trzeba się obawiać. Chociaż akurat w tym przypadku, początek meczu mógł wskazywać, że prędzej niż z wyrównanym pojedynkiem, będziemy mieli do czynienia z pogromem...
Na zegarze nie upłynęły bowiem 2 minuty, a już było 2:0 dla faworytów. Najpierw podanie z rzutu rożnego Piotrka Manaja wykorzystał Maciek Kamiński, a następnie autor premierowego trafienia obsłużył podaniem w tempo Pawła Poradę, a ten płaskim strzałem nie dał szans Łukaszowi Głażewskiemu. To nie był zresztą koniec ofensywnego startu Maliny, która miała jeszcze ze dwie dobre okazje, by podwyższyć stan posiadania, ale ich nie wykorzystała. I jak to zwykle w takich przypadkach bywa – wynik zaczął się powoli odwracać. W 6 minucie błąd w środku pola ekipy w zielonych koszulkach, Kacper Boroszko podaje do Pawła Madeja a ten pokonuje Adriana Wyrwińskiego i robi się ciekawie. W tej samej minucie Paweł Madej znów w roli głównej, mija dwóch przeciwników, strzela obok bramkarza i z 0:2 jest 2:2! To co tak szybko przyszło Malinie, uciekło jeszcze szybciej. I dodało skrzydeł Angry – zawodnicy w czarnych strojach nie atakowali może tak często jak rywal, lecz gdy stwarzali zagrożenie, to temperatura w polu karnym Maliny rosła. Najgroźniejszy był Paweł Madej, który często odnajdywał lepiej ustawionych kolegów, ale ci nie mieli tak dobrze nastawionego celownika jak on. A chociażby w 15 minucie Maciek Grula mógł się pokusić o bramkę, lecz piłka po jego uderzeniu poleciała ostatecznie obok słupka. Z kolei w 18 minucie prowadzenie odzyskała Malina. Piotrek Radomski zagrał do Maćka Kamińskiego, a ten udowodnił, że w tej chwili jest absolutnie najlepszym graczem drużyny z Wołomina. A już na pewno – poza Adrianem Wyrwińskim - najrówniej grającym. Gol przewagi niczego jednak nie rozstrzygał, tym bardziej, że Niedźwiadki nie mogły się doczekać drugiej połowy, niczym bokser, który wie że chociaż przegrywa na punkty, to wcale nie czuje się słabszy.
Znalazło to odzwierciedlenie w boiskowych realiach. Między 20 a 25 minutą Angry Bears stworzyli sobie pięć stuprocentowych sytuacji do zdobycia bramki! To były bardzo klarowne okazje i aż dziwne, że żadna z nich nie została wykorzystana. Ale nawet kapitan Maliny stwierdził głośno po jednej z nich, iż w końcu coś wpadnie, bo niefrasobliwość jego ekipy była zadziwiająca. I faktycznie w 25 minucie Kacper Boroszko wyrównuje rezultat i dopiero to trochę pobudziło faworytów. Chyba wreszcie zrozumieli, że jeśli nie chcą dołączyć do grona tych ekip, które straciły punkty ze znacznie niżej notowanymi rywalami, to muszą się wziąć do roboty. Niedźwiadki wypruwały sobie jednak żyły, walczyły o każdą piłkę i długo nie dawały się złamać. Dobrze bronił Łukasz Głażewski, który wygrał pojedynki z Damianem Jarzębskim czy Piotrkiem Paćkowskim, ale w 32 minucie był bezradny. Piłkę z własnej połowy próbował wyprowadzić Maciek Grula, ale naciskany przez Pawła Poradę stracił futbolówkę, która trafiła do Piotrka Paćkowskiego a ten zdobył gola. Bears mieli pretensje do sędziego, że ten nie zareagował, sugerując, iż ich zawodnik był faulowany. Arbiter zdania jednak nie zmienił i kto wie, czy nie wybiło to z rytmu przegrywających, a zwłaszcza bramkarza. W 35 minucie Łukasz Głażewski puścił bowiem dość lekki strzał Damiana Jarzębskiego i Malina zbudowała sobie niezłą przewagę. Paweł Madej i spółka musieli w tym momencie postawić wszystko na jedną kartę i trzeba im oddać, że w tym trudnym dla siebie momencie stworzyli dwie bardzo dobre okazje, których nie wykorzystali jednak Adam Gołębiewski i właśnie Paweł Madej. Na więcej nie starczyło już sił i umiejętności, a Malina dobiła przeciwnika trafieniem Maćka Kamińskiego i wygrała w końcowym rozrachunku 6:3. Znowu grała trochę mało przekonująco, ale gdy trzeba było podkręciła tempo i z przebiegu spotkania odniosła zasłużony triumf. Pozostaje wierzyć, że to co najlepsze trzyma na najważniejszy moment sezonu, a będzie nim bez wątpienia mecz z Piorunem. O ile oczywiście nie wyłoży się gdzieś wcześniej. Angry postawiło jej trudne warunki a po raz kolejny nie do upilnowania był Paweł Madej. Gdyby zarówno jemu, jak i kolegom z zespołu nie spadła skuteczność na początku drugiej połowy, to kto wie, jakby ten mecz wyglądał. To wtedy był idealny moment, by zrobić coś więcej niż doprowadzenie do remisu, ale i tak duże brawa dla tego zespołu, bo ponownie zagrał znacznie ponad to, czego spodziewał się przeciwnik. I pewnie nie tylko on.