| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 1 |
Michniewicz Albert
|
||||
| 22 |
Przybysz Jarosław
|
||||
| 99 |
Domżalski Mateusz
|
1 | 1 | ||
| 26 |
Bylak Konrad
|
1 | |||
| 8 |
Matejak Adam
|
1 | 1 | ||
| 6 |
Szczapa Paweł
|
1 | |||
| 13 |
Kurek Grzegorz
|
||||
| 98 |
Szczapa Marcin
|
||||
| 8 |
Woźniak Albert
|
| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 33 |
Kaim Błażej
|
||||
| 23 |
Rychta Marcin
|
2 | |||
| 10 |
Maliszewski Paweł
MVP
|
2 | |||
| 6 |
Żebrowski Mateusz
|
||||
| 13 |
Godlewski Łukasz
|
3 | |||
| 6 |
Lęgas Maciej
|
||||
| 9 |
Rychta Adrian
|
||||
| 0 |
Adamski Mateusz
|
||||
| 0 |
Bieńczyk Maciej
|
Gdyby Al-Mar tutaj przegrał, byłby w sytuacji, gdzie jego ewentualny awans do pierwszej ligi stanąłby nie pod jednym, a wieloma znakami zapytania. Drużyna Marcina Rychty straciła już wystarczająco dużo punktów, by po raz trzeci się potknąć, jakkolwiek teraz miała najgroźniejszego rywala z możliwych. Bad Boys równo tydzień wcześniej przejechali się po Lambadzie i widać, że ich forma była wysoka, a już na pewno znacznie wyższa niż to, co w ostatnim czasie prezentował Al-Mar. To mogło mieć znaczenie, chociaż tak naprawdę kluczem miała być dyspozycja dnia. Wiele mogło również zależeć od pierwszych fragmentów spotkania, a w tej kwestii Al-Mar należy chyba do najlepszych ekip w lidze. Bardzo często zdarzało mu się zdobywać gole nawet w premierowych sekundach. Źli Chłopcy musieli być więc czujni, ale ta sztuka nie do końca im się udała.
Już w 14 sekundzie gdyby Mateusz Żebrowski lepiej przymierzył w bramkę, mogło być 1:0 dla ekipy z Wołomina. Ten sygnał ostrzegawczy nie podziałał jednak odpowiednio na ekipę Grześka Kurka, bo w 2 minucie błąd we własnym polu karnym przytrafił się Mateuszowi Domżalskiemu i tylko dobra interwencja bramkarza spowodowała, że Łukasz Godlewski nie otworzył dorobku bramkowego przeciwników. Te dwie sytuacje pokazywały jednak, iż z koncentracją przybyszów z Ostrówka nie jest najlepiej, a niefortunnych interwencji we własnym polu karnym mieli zresztą więcej. Z kolei w 6 minucie doszło do kontrowersji. Jeden z zawodników zabrał piłkę Jarkowi Przybyszowi, ale wydaje się, że uczynił to niezgodnie z przepisami gry. Sędzia pozwolił grać dalej i wtedy Konrad Bylak sfaulował w polu karnym Pawła Maliszewskiego i wybrzmiał gwizdek. Potencjalny winowajca zaklinał się, że nie popełnił przewinienia, a sędzia nie będąc pewnym swojej decyzji, postanowił przyznać rzut wolny, zamiast rzutu karnego, jednocześnie karając Konrada Bylaka dwiema minutami. To był początek złych informacji dla Złych Chłopców, którzy wpierw stracili zawodnika, a następnie bramkę. Łukasz Godlewski podał do Pawła Maliszewskiego a ten pokonał Alberta Michniewicza. Sytuacji w okresie gry w przewadze Al-Mar miał zresztą znacznie więcej, lecz nie potrafił ich wykorzystać. Na jego szczęście w 8 minucie Konrad Bylak tym razem bez dwóch zdań sfaulował Pawła Maliszewskiego, a ponieważ rzecz miała miejsce w polu karnym, sędzia wskazał na 6 metr. Do piłki podszedł Marcin Rychta i za chwilę było 0:2. I mimo kontrowersji związanych z jedną z wcześniejszych sytuacji, ten rezultat był zasłużony, bo Bad Boys zupełnie nie przypominali siebie z poprzednich kolejek. W ataku pozostawali bezproduktywni, a w obronie błąd gonił błąd. Dopiero mniej więcej od 12 minuty coś się w ekipie z Ostrówka ruszyło i niewiele brakowało by właśnie wtedy kontaktowe trafienie zaliczył Adam Matejak, lecz po dwójkowej akcji z Pawłem Szczapą strzelił wprost w bramkarza. W 16 minucie w słupek strzelił z kolei niedoszły asystent przy poprzedniej akcji, ale te dwie okazje to i tak było zdecydowanie za mało, jak na potencjał lidera tabeli. Szczęście polegało na tym, że Al-Mar do przerwy prowadził tylko 2:0, bo okazji miał sporo i gdyby wygrywał 3-4 bramkami, to nikt nie mógłby mieć o to pretensji.
Dobra gra zespołu w czarnych koszulkach nie skończyła się zresztą wraz z ostatnim gwizdkiem w pierwszej połowie. Gdy tylko rozpoczęła się druga, bracia Rychta i spółka nadal byli stroną dominującą i w 25 minucie kolejną niedokładność Mateusza Domżalskiego wykorzystał Paweł Maliszewski. Ten sam zawodnik miał w następnych minutach kolejne szanse by zmusić do kapitulacji Alberta Michniewicza i każda z nich była kilkukrotnie lepsza niż ta, po której zdobył gola, ale tym razem brakowało skuteczności. Gdzie była jednak w tym momencie obrona Bad Boys? Oczywiście przegrywający musieli ryzykować i często się odsłaniali, ale najczęściej sami prokurowali zagrożenie niecelnymi podaniami czy stratami. Tutaj wynik powinien być już dawno rozstrzygnięty, a jak to często w takich przypadkach bywa – jeżeli nie potrafisz dobić przeciwnika, to musisz liczyć się z tym, że nadal będzie on stanowił zagrożenie. I to się potwierdziło. W 32 minucie straty zmniejsza Konrad Bylak, a w 33 minucie Adam Matejak także wpisuje się na listę strzelców i jest już tylko 2:3! I wtedy dochodzi do ciekawej sytuacji – tuż po zdobyciu ostatniej bramki, jej autor próbuje jak najszybciej zabrać piłkę z bramki, ale widząc że uniemożliwia mu to zawodnik przeciwników, odpycha go, po czym łapie futbolówkę, by za chwilę otrzymać mocnego kopniaka. Sędzie postanawia ukarać obydwu zawodników i przez 120 sekund mamy do czynienia z grą 3 na 3 w polu. Al-Mar wykorzystuje ten fakt i błyskawicznie zdobywa gola za sprawą Marcina Rychty. Po chwili 200% okazję zmarnuje jeszcze Paweł Maliszewski i to o mało się nie zemściło! W 37 minucie kapitan Al-Maru otrzymuje żółtą kartkę, a w 38 minucie sędzia karze w identyczny sposób Mateusza Żebrowskiego, dla którego było to drugie takie upomnienie i do końca spotkania wygrywający musieli sobie radzić w osłabieniu! Bad Boys dość szybko korzystają na liczebnej przewadze i bramkę strzela Mateusz Domżalski. Wydaje się, że następne gole są tylko kwestią czasu, ale zespół z Ostrówka nie potrafi przełamać bloku obronnego przeciwnika a niewiele brakuje, by sam stracił gola, gdy Łukasz Godlewski przegrał pojedynek oko w oko z Albertem Michniewiczem. Liderowi rozgrywek nie pomaga też wycofanie bramkarza i gdy wybrzmiewa końcowa syrena, ręce zawodników Al-Maru wędrują w górę. Trzy punkty dopisane i walka o awans wciąż jest otwarta! A to wszystko mogło się odbyć w zupełnie innych okolicznościach, bo zwycięzcy na własne życzenie zafundowali sobie nerwową końcówkę. Sam Paweł Maliszewski miał tyle dwustu-procentowych okazji, że aż trudno uwierzyć, iż zamknął swój dorobek tylko na dwóch golach. Do tego doszły nieodpowiedzialne żółte kartki dla Mateusza Żebrowskiego, które mogły mieć fatalne skutki. Piłkarsko Al-Mar był jednak lepszy i to nie podlega dyskusji. Bad Boys obudzili się za późno, a fakt, iż tak słabo wykorzystali okres gry w przewadze pod koniec spotkania, utwierdza w przekonaniu, że nie zasłużyli tutaj na punkty. To nie był ich wieczór, ale sezon wciąż może być ich. Nadal są bowiem liderem i środowa porażka nie determinuje pytań, czy dzierżą to miano zasłużenie. Wręcz przeciwnie – wnioski które wyciągną po przegranej powinny spowodować, że ten zespół będzie w końcówce sezonu mocniejszy niż kiedykolwiek wcześniej.