| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 1 |
Kapłan Sebastian
|
||||
| 14 |
Siuchta Bartosz
|
1 | |||
| 10 |
Zakrzewski Sebastian
|
1 | |||
| 5 |
Ordyniak Mateusz
|
1 | |||
| 23 |
Reda Łukasz
|
1 | |||
| 15 |
Błaszczyk Maciej
|
1 | 1 | ||
| 27 |
Wyszomirski Mateusz
|
1 | |||
| 8 |
Godlewski Jakub
|
1 | |||
| 17 |
Zaorski Mateusz
|
||||
| 13 |
Godlewski Kamil
|
| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 23 |
Księżopolski Adam
|
||||
| 17 |
Grabowski Maciej
|
||||
| 3 |
Bartczak Daniel
|
1 | 1 | ||
| 9 |
Rzepniewski Tomasz
|
1 | |||
| 15 |
Jedliński Kamil
|
2 | |||
| 13 |
Bagiński Filip
|
||||
| 58 |
Czyżak Kamil
MVP
|
3 | 1 | ||
| 4 |
Choiński Paweł
|
||||
| 7 |
Miszczyński Konrad
|
Zespół JSJ miał prawo pomyśleć po piątej kolejce, że oto właśnie rozpoczyna się jego droga do sukcesu. Pokonanie Ormedu miało być początkiem długiej serii, zwłaszcza iż na horyzoncie była ekipa, która ostatnio wszystko przegrywała czyli FC United. Oczywiście nie odbieraliśmy szans zawodnikom Maćka Grabowskiego, że i oni wreszcie się przełamią, chociaż bardziej przemawiała do nas perspektywa drugiego z rzędu zwycięstwa Deweloperów. Oni z kolejki na kolejkę zaliczali progres, natomiast przeciwnik wyraźnie leciał w dół i niewiadomym było, czy w ogóle się zatrzyma. Atmosfera również tam gęstniała, co tylko dodawało argumentów za zespołem Sebastiana Zakrzewskiego. Czy potwierdziła to również boiskowa rzeczywistość?
Ta okazała się dla JSJ wyjątkowo brutalna, chociaż początek spotkania na to nie wskazywał. Zaczęło się co prawda od straty bramki, którą strzelił Deweloperom Kamil Jedliński, wykorzystując błąd Bartka Siuchty, ale dosłownie w następnej akcji winowajca odkupił wszystkie swoje winy i ładnym strzałem po długim słupku nie dał szans Adamowi Księżopolskiemu. Ta bramka padła zresztą w momencie, gdy chwilę wcześniej zawodnicy FC United powtarzali sobie do znudzenia, by być czujnym w obronie i nie pozwolić rywalowi szybko wyrównać. Co gorsze – w 11 minucie gracze w czarnych koszulkach zdobyli drugiego gola, którego autorem był Mateusz Wyszomirski, wykorzystując rzut wolny, za zbyt długie przetrzymywanie piłki przez bramkarza FC United. Miejscowi odpowiedzi jednak pięknym za nadobne i w 13 minucie także dobrze rozegrali stały fragment gry, a na listę strzelców wpisał się Daniel Bartczak. Po tym golu akcje obydwu obozów nieco wyhamowały, aczkolwiek jak się lada moment okazało – była to jedynie cisza przed burzą. W 18 minucie JSJ miało szansę ponownie wyjść na prowadzenie, gdy piłka po strzale Kamila Godlewskiego zaliczyła rykoszet, zupełnie zmyliła Adama Księżopolskiego, ale ku szczęściu miejscowych, uderzyła tylko w słupek. Z kolei w 19 minucie to United znów byli o gola z przodu! Ponownie świetnie rozegrali rzut wolny a bramkę strzelił Kamil Czyżak. To trafienie podłamało beniaminka drugiej ligi, który w samej końcówce pierwszej połowy wyraźnie się pogubił. W 20 minucie prosty błąd przytrafia się Bartkowi Siuchcie i korzysta z niego autor poprzedniego gola, zmieniając wynik na 4:2. A jakby tego było mało, to tuż przed ostatnim gwizdkiem w tej połowie, przypomina o sobie Kamil Jedliński i w niecałe 120 sekund z wyniku remisowego, gracze z Zielonki wyrobili sobie trzy-bramkową przewagę! To był ogromny kapitał przed drugą połową, gdzie wystarczyło zagrać mądrze, by wreszcie przerwać passę meczów bez zwycięstwa.
I początkowo tej mądrości podopiecznym Maćka Grabowskiego nie brakowało. Gracze w niebieskich koszulkach dobrze się bronili a wyprowadzali też bardzo groźne kontry i swoje szanse mieli Kamil Jedliński, Konrad Miszczyński czy sam kapitan zespołu. Niestety skuteczność była znacznie słabsza niż w premierowej odsłonie, co jednak w sytuacji, gdzie rywal również nie potrafił wstrzelić piłki do siatki, nie miało żadnych poważnych konsekwencji. JSJ musiało tym samym podkręcić tempo, ale nawet gdy zawodnicy mieli dogodne pozycje do oddania strzału, to albo mylili się o centymetry, albo ze swoich zadań bramkarskich świetnie wywiązywał się Adam Księżopolski. I gdy na zegarze była 34 minuta, a rezultat ani drgnął w stosunku do tego, który skończył pierwszą część spotkania, wydawało się, że beniaminkowi nie uda się tutaj nic zdziałać. I wtedy nieodpowiedzialnie zachował się Kamil Czyżak. Będąc bardzo zmęczonym, zasugerował jednemu z rezerwowych zmianę, ale zamiast zejść w strefie do tego przeznaczonej, zrobił to w okolicach bramki przeciwnika. Sędzia nie mógł puścić tego płazem i ukarał go żółtą kartką, co oznaczało chyba ostatnią szansę dla JSJ w tym meczu. Tutaj trzeba było strzelić jedną lub dwie bramki, bo wtedy wszystko byłoby jeszcze możliwe. I choć długo nic nie chciało wpaść, to w 35 minucie Maciek Błaszczyk wreszcie pokonał bramkarza rywali i zmniejszył straty. Ten gol nakręcił ekipę Deweloperów, którzy osiągnęli dużą przewagę, a w 39 minucie uśmiechnęło się do nich szczęście. Piłkę w kierunki bramki kopnął Sebastian Kapłan i chociaż ta minęła by pewnie słupek, to po drodze odbiła się od Kamila Jedlińskiego, czym zupełnie zaskoczyła golkipera United i mieliśmy trafienie kontaktowe! JSJ poszli za ciosem i w ostatniej minucie rozegrali ładną akcję, w której Kuba Godlewski zagrał niemal wzdłuż bramki do Sebastiana Zakrzewskiego a ten nie pomylił się z kilku metrów i mieliśmy remis! Drużyna z Zielonki była w ogromnym dołku psychicznym i wydawało się, że za chwilę straci jeszcze jednego gola i tym samym wysiłek z całego spotkania pójdzie na marne. I było tego blisko, bo za chwilę Deweloperzy zawiązali następną akcję, przy piłce znalazł się Sebastian Zakrzewski i wtedy stracił ją na rzecz Tomka Rzepniewskiego. Koledzy z zespołu, jak i sam poszkodowany nie mieli wątpliwości, że przeciwnik pomógł sobie w sposób niedozwolony, faulując, ale sędzia puścił grę a futbolówka trafiła do zupełnie niekrytego Kamila Czyżaka. Ten popędził w kierunku bramki Sebastiana Kapłana, położył bramkarza na ziemi i płaskim strzałem zdobył zwycięskiego gola dla FC United! Na odrobienie tej straty czasu już nie było, a po końcowej syrenie przegrani mieli ogromne pretensje do sędziego, że pozbawił ich przynajmniej jednego punktu. Nawet jeśli tak było, to zamiast próbować wyegzekwować korzystną dla siebie decyzję, powinni wracać do obrony, bo przecież nie było gwizdka i należało grać dalej. Choćby Mateusz Wyszomirski, gdyby skupił się na piłce, mógłby spokojnie dogonić przeciwnika i być może zapobiec utracie gola. Stało się inaczej i skończyło się bolesną porażką. I trzeba sobie jasno powiedzieć, że nie sędzia był winowajcą takiego stanu rzeczy. O wszystkim nie zadecydowała bowiem końcówka drugiej połowy, ale pierwszej, gdzie Deweloperzy kompletnie przysnęli i stracili trzy gole z rzędu, po fatalnych błędach. Znacznie poważniejszych niż ten, który według nich popełnił arbiter...