| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 1 |
Jaguszewski Artur
|
||||
| 21 |
Błędowski Marcin
|
1 | |||
| 11 |
Zach Hubert
MVP
|
3 | |||
| 29 |
Wdowiński Mariusz
|
||||
| 16 |
Rutkowski Mariusz
|
1 | |||
| 56 |
Frąckiewicz Marcin
|
||||
| 18 |
Krajewski Michał
|
||||
| 55 |
Krajewski Mateusz
|
1 | 1 | ||
| 2 |
Królik Adam
|
1 | |||
| 10 |
Rejmer Seweryn
|
1 | |||
| 2 |
Sadocha Maciej
|
2 | 1 | ||
| 52 |
Turowski Radosław
|
| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 1 |
Łuniewski Łukasz
|
||||
| 8 |
Kowalski Hubert
|
1 | |||
| 5 |
Kozicki Damian
|
1 | |||
| 10 |
Kowalski Mateusz
|
2 | |||
| 18 |
Dudziński Piotr
|
||||
| 77 |
Kowalski Mariusz
|
||||
| 2 |
Rytel-Tyburczy Wojciech
|
1 | |||
| 10 |
Ochociński Mariusz
|
1 | |||
| 11 |
Pacha Miłosz
|
Wydawało się, że po wygranej z Al-Marem, Ormed szybko rozpocznie marsz w górę tabeli. Ale rzeczywistość tak usłana różami się nie okazała – ledwo uratowany remis z Lambadą, później porażka z JSJ Development, a w obliczu wyników innych ekip, miejscowi spadli na ostatnie miejsce w tabeli. By się z niego wydostać, trzeba było przynajmniej zremisować ze Stankanem, co biorąc pod uwagę dyspozycję tej ekipy, było nie lada wyzwaniem. Podopieczni Mariusza Wdowińskiego niby nie stawiają sobie za celu awansu do pierwszej ligi, co nie oznacza, iż gdyby nadarzyła się taka okazja, to by z niej nie skorzystali. Potencjał piłkarski mają spory, szczególnie po przyjściu Huberta Zacha i Marcina Błędowskiego. Ci zawodnicy odegrali niepośrednią rolę również w środowym starciu, chociaż i tak po tym spotkaniu najgłośniej i najczęściej mówiło się o zupełnie innym zawodniku...
Zanim jednak przejdziemy do tej osoby, opowiedzmy co nieco o pierwszej połowie. Jej start był dla faworytów perfekcyjny – Mariusz Rutkowski zagrał do Huberta Zacha, a ten na pełnej szybkości wbiegł w pole karne przeciwników i celnym strzałem nie dał najmniejszych szans Łukaszowi Łuniewskiemu. Ta bramka dodała animuszu ekipie w biało-czarnych koszulkach i okazji do podwyższenia stanu posiadania było multum. W 5 minucie piłkę z bliskiej odległości posłał obok słupka Mariusz Wdowiński. W 7 minucie mocnym, tyle że niecelnym strzałem popisał się także Mariusz Rutkowski. W tym okresie Ormed praktycznie w ogóle nie atakował i ciężko było mu odpierać ataki rozjuszonego oponenta. Co gorsze – w 11 minucie Mariusz Ochociński sfaulował jednego z rywali i został przez sędziego posadzony na ławkę kar. Miejscowym przyszło się więc bronić w trzech graczy i gdy oczyma wyobraźni widzieliśmy kolejne gole dla Stankana, Ormed wyrównał! Łukasz Łuniewski zagrał daleką piłkę do Mateusza Kowalskiego, a ten fantastycznie zgrał ją do Damiana Kozickiego, który uderzył nie do obrony i było 1:1! To był jednak koniec dobrych informacji, bo w następnej akcji Mateusz Krajewski podał do Maćka Sadochy a ten zmusił do kapitulacji bramkarza Ormedu i mieliśmy powrót do jednobramkowej przewagi faworytów. Ten stan nie potrwał długo, bo w 16 minucie niezawodny Hubert Zach ponownie wpisuje się na listę strzelców i rezultat zaczyna dawnemu Haszowi odjeżdżać. A gdyby nie dobra interwencja w 18 minucie Łukasza Łuniewskiego po strzale Seweryna Rejmera, już wtedy można byłoby śmiało wpisywać trzy punkty dla drużyny z Wołomina. A tak w samej końcówce Ormed zmniejszył straty! Druga asysta Mateusza Kowalskiego i gol powracającego po kontuzji Wojtka Rytla-Tyburczego i już wiemy, że druga połowa spacerkiem dla Stankana nie będzie. A przynajmniej tak się wydawało...
Wszystko w tym meczu zmieniło się w 29 minucie. A było tak – po strzale jednego z zawodników Ormedu, piłka odbiła się od czyjejś ręki w polu karnym Stankana. Ze stanowiska organizatorskiego wyglądało to, jakby dłoń należała do Piotrka Dudzińskiego i podobnie widział to arbiter, który odgwizdał nieprzepisowe zagranie. Ale kapitan Ormedu nie mógł się z tą decyzją pogodzić. Zarzekał się, że futbolówkę odbił przeciwnik, a w związku z tym jego ekipie należy się rzut karny. Sędzia nie zmienił jednak zdania, co spotkało się z ostrą i niepotrzebną reakcją samego zawodnika, który najpierw zobaczył żółtą kartkę, a następnie czerwoną. Ormed musiał więc grać 5 minut o jednego mniej, co przeciwnik oczywiście wykorzystał. W 30 minucie gola zdobył Maciek Sadocha, później jeszcze jednego dołożył Mateusz Krajewski i ze spotkania, które oscylowało wokół remisu, wiedzieliśmy że nic złego faworytom nie ma się tutaj prawa stać. Nieodpowiedzialne zachowanie kapitana ekipy z Zielonki, zabrało jej szansę na cenne punkty. Gdy siły się wyrównały, mecz został tak naprawdę dograny, bo wszyscy wiedzieli, że trzy punkty pojadą do Wołomina. Nic tutaj nie zmieniły gole dwóch Hubertów: Zacha i Kowalskiego, oprócz tego, iż jedni i drudzy podreperowali co niego strzeleckie statystyki. Szkoda, że nie mogliśmy się przekonać, jakby ten mecz wyglądał, gdyby nie sytuacja z 29 minuty. Nawet jeśli Piotrek Dudziński miał rację, to nad decyzją arbitra należało błyskawicznie przejść do porządku dziennego. Niestety – nie w tym przypadku. Który to już raz? Nie pierwszy i nigdy nie wiadomo, czy ostatni. Jedno jest pewne – w kolejnym spotkaniu Piotrek swoim podopiecznym nie zaszkodzi, bo po prostu nie będzie mógł zagrać. Rywalem będą Łabędzie, z którymi przy dobrej grze wcale nie trzeba przegrać. Z kolei Stankan właśnie umocnił się na czwartym miejscu w tabeli. Wciąż walczy o podium, co przy korzystnym terminarzu jest wielce prawdopodobnym scenariuszem. Co zaś się tyczy środowego meczu z Ormedem, to bez względu na okoliczności, które ułatwiły mu zadanie, i tak raczej by to spotkanie rozstrzygnął na swoją korzyść. Nie wiemy tylko dlaczego niemal całą drugą połowę przesiedział na ławce Mariusz Rutkowski. Wyglądało to na frustrację, ale z jakiego powodu? Ciężko powiedzieć, ale cokolwiek by to nie było, lepiej szybko to załatwić, bo chyba nie trzeba nikomu tłumaczyć, ile Stankan traci bez swojego (napędowego) Motora.