| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 1 |
Głażewski Łukasz
|
||||
| 0 |
Banaszek Kamil
|
1 | 1 | ||
| 10 |
Madej Paweł
MVP
|
1 | 2 | ||
| 4 |
Gołębiewski Adam
|
||||
| 13 |
Makarewicz Damian
|
||||
| 2 |
Walczak Paweł
|
||||
| 23 |
Grula Maciej
|
||||
| 7 |
Dobrzeniecki Piotr
|
1 | |||
| 0 |
Wyczółkowski Adam
|
| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 1 |
Necula Stefan
|
||||
| 8 |
Ostapiuk Piotr
|
1 | |||
| 10 |
Świst Robert
|
1 | |||
| 13 |
Kowalski Marek
|
2 | |||
| 5 |
Cybulski Grzegorz
|
||||
| 81 |
Polewaczyk Kryspin
|
||||
| 5 |
Remiarz Adam
|
||||
| 7 |
Żukowicz Paweł
|
1 |
Adrenalina cudem uratowała zwycięstwo z Bartycką. Gdyby nie Piotrek Ostapiuk, sytuacja ekipy z Ząbek zrobiłaby się nieciekawa. Na szczęście zawodnicy nie musieli się zastanawiać, jak będzie wyglądała tabela przy dwóch z rzędu remisach i mogli w spokoju przygotowywać się do starcia z Angry Bears. Rok temu tę samą ekipę pokonali bez mrugnięcia okiem, w stosunku 7:1. Teraz taki rezultat również wchodził w grę, bo nikogo nie trzeba przekonywać o ofensywnym potencjale zawodników Adrenaliny oraz o sporych możliwościach Niedźwiadków, jeśli chodzi o tracenie „głupich” bramek. Ale drużyna Pawła Walczaka w ostatnim czasie i tak wyraźnie ograniczyła liczbę popełnianych przez siebie błędów, a fakt że postraszyła zarówno Piorun, jak i Malinę, dawał do zrozumienia, że we wtorek kolejnemu faworytowi również nie odpuści. Ciekawe więc, jak Angry wytłumaczą się z tego, iż pierwszego gola stracili już po sześciu sekundach...
Domyślamy się, iż mobilizacja w ekipie Niedźwiadków była ogromna i może to jej zbyt duże pokłady spowodowały, że Robert Świst błyskawicznie wyprowadził Adrenalinę na prowadzenie. Taki gol często wybija z rytmu zespół przegrywający i tutaj również dało się zauważyć, że zdenerwowanie po stronie Bears było bardzo duże. W 5 minucie befenicjentem tego był Paweł Żukowicz, który wykorzystał centro-strzał jednego z kolegów i dokładając stopę, podwyższył prowadzenie faworytów. Taki początek zwiastował pogrom, bo zwłaszcza w poprzednim sezonie, gdy zespół Piotrka Ostapiuka chwytał przeciwnika za gardło, to nie pozwalał mu wyswobodzić się z uścisku. No właśnie – ale w tej edycji Adrenalinie tego elementu często brakuje i teraz było podobnie. A okazja do pozbawienia przeciwników jakiejkolwiek nadziei na happy end była ogromna, bo w 12 minucie Paweł Walczak ogląda żółtą kartkę i wtedy był odpowiedni moment, by wbić konkurentom kilka bramek i zamknąć spotkanie. A zamiast tego Adrenalina... straciła gola. Paweł Madej zagrał do Piotrka Dobrzenieckiego a ten pokonał Stefana Neculę i okres gry w przewadze faworyci przegrali 0:1. Trudno to wytłumaczyć, ale z drugiej strony – nic wielkiego się nie stało. Należało dalej grać swoją piłkę i liczyć, że efekty przyjdą. I faktycznie – w 18 minucie Marek Kowalski zagrywa z rzutu rożnego do Piotrka Ostapiuka, a ten pokonuje Łukasza Głażewskiego i mamy 3:1! Tę przewagę gracze w białych koszulkach mogli jeszcze powiększyć, gdy tuż przed przerwą dobrą okazję zmarnował Robert Świst, ale mogło być też znacznie gorzej, bo po drugiej stronie boiska Paweł Madej strzelił w słupek! Dwa gole różnicy były dość bezpieczną różnicą, tym bardziej, że Angry mają tendencję do tracenia goli seriami i gdyby taka im się przytrafiła w drugiej połowie, to tutaj szybko poznalibyśmy odbiorcę trzech punktów.
I gdy taki właśnie scenariusz wydawał nam się najbardziej prawdopodobny, to Adrenalina straciła dwa gole pod rząd w identyczny sposób! W 23 minucie zaskoczył ją Paweł Madej, a lada moment Kamil Banaszek i kibice na trybunach przecierali oczy ze zdumienia. Zwłaszcza, że podobnie jak z Bartycką czy Promilem, w grę faworytów wkradł się chaos. Ekipa z Ząbek miała problem z uspokojeniem sytuacji i coraz częściej poszczególnym zawodnikom przytrafiały się proste błędy. W 30 minucie mógł to wykorzystać Kamil Banaszek, który z bliska posłał piłkę obok słupka. W 32 minucie na strzał z lewej nogi zdecydował się z kolei Marek Kowalski, ale tego wieczora Joma wyraźnie temu zawodnika na stopie „nie siedziała”. Z kolei 120 sekund później błąd przytrafił się stoi ząbkowskiej defensywy, Piotrkowi Ostapiukowi. Piłkę zabrał mu Paweł Madej, po czym nastąpił mocny strzał i futbolówka zatrzymała się na poprzeczce! Można powiedzieć, że ostrze gilotyny wisiało nad głową faworytów, tym bardziej, iż oni musieli tutaj wygrać, a Bears tylko mogli. To powodowało, że na akcję jednych, drudzy natychmiast odpowiadali. W 35 minucie strzela Marek Kowalski – broni Łukasz Głażewski i od razu idzie kontra Angry, Piotrek Dobrzeniecki ma przed sobą tylko bramkarza i nie potrafi go pokonać! Później kolejnych kilka prób oddaje ponownie Marek Kowalski – często brakowało centymetrów, bo siła była odpowiednia. Wszystkie te sytuacje działały na korzyść Niedźwiadków. Kradli oni cenne sekundy, chociaż w 40 minucie niepotrzebną żółtą kartkę obejrzał Damian Makarewicz. Adrenalina miała więc ostatnią okazję, by przechylić szalę zwycięstwa w podobny sposób jak z Bartycką, ale tym razem tyle szczęścia byli już liderzy rozgrywek nie mieli. Końcowa syrena oznajmiła więc podział punktów, z którego zadowolony był tylko jeden obóz. Drużyna Pawła Walczaka mimo fatalnego początku nie odpuściła, pokazała charakter i zasłużyła, by z parkietu nie zejść jako pokonana. Klasą dla siebie był jak zwykle Paweł Madej, chociaż żadnemu z graczy Angry nie można nic zarzucić. Niedostatki techniczne nadrabiali ambicją, co nie oznacza, że od ich gry bolały zęby. Ten zespół w pełni wykorzystał to, co potrafi grać a właśnie to jest największym zarzutem w kierunku Adrenaliny. Ciężko powiedzieć ile ze swojego potencjału w tym dniu wykorzystali podopieczni Piotrka Ostapiuka, ale na pewno nie tyle, ile powinni. I choćby z tego powodu zespół musi być bardzo czujny, bo ich najbliższy przeciwnik, czyli Atomowe Orzechy w siódmej kolejce jednego faworyta już do parteru sprowadził i nie może się doczekać, by to samo zrobić z kolejnym...