| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 13 |
Wyrwiński Adrian
|
||||
| 9 |
Radomski Piotr
|
1 | |||
| 6 |
Porada Paweł
|
||||
| 23 |
Jarzębski Damian
|
1 | |||
| 9 |
Kamiński Maciej
|
5 | |||
| 8 |
Mariak Adrian
|
4 | |||
| 77 |
Manaj Piotr
MVP
|
2 | 3 | ||
| 28 |
Klewicki Mateusz
|
2 | |||
| 1 |
Gacioch Mateusz
|
2 |
| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 8 |
Ciok Artur
|
||||
| 6 |
Kusiak Rafał
|
1 | |||
| 10 |
Karczewski Dariusz
|
2 | |||
| 16 |
Czarnecki Mariusz
|
||||
| 7 |
Karczewski Chrystian
|
1 | |||
| 26 |
Bolesta Karol
|
||||
| 12 |
Wimmer Grzegorz
|
||||
| 9 |
Wronka Adam
|
Chociaż Malina nie grała w ostatnich kolejkach wielkiej piłki, to konsekwentnie gromadziła trzypunktowe zdobycze, w przeciwieństwie do swoich najgroźniejszych przeciwników w walce o mistrzostwo trzeciej ligi. Teraz również miała w teorii najłatwiejszego rywala z całej trójki i ogrywając go, mogła zrobić ważny krok w kierunku awansu o klasę wyżej. Sokołów nigdy nie można jednak lekceważyć, bo jeżeli szybko nie strzeli im się kilku bramek, to są groźni, a mecz z Atomowymi Orzechami pokazał, że nawet gdy wydaje się, iż leżą już na łopatkach, potrafią powstać i zrewanżować się rywalowi. Liczyliśmy, że teraz również nie dadzą się złamać, co w konsekwencji przyniesie im drugie punkty w sezonie. Nastroje były bojowe, lecz entuzjazm w miarę upływu spotkania zaczął bardzo szybko topnieć.
Zaczęło się jednak w miarę obiecująco, bo w słupek uderzył Chrystian Karczewski. Problem polegał na tym, że była to pierwsza i przy okazji jedna z nielicznych okazji w pierwszej połowie stworzona przez zielonkowskich weteranów. Malina nic sobie zresztą z tego zagrożenia nie zrobiła i powoli budowała swoją przewagę, co chwilę sprawdzając umiejętności Artura Cioka. A ten nie tylko świetnie bronił, lecz miał też dużo szczęścia, gdy piłka po strzałach konkurentów obijała słupek czy poprzeczkę. Zostawiając jednak mnóstwo miejsca zawodnikom Maliny, Sokoły aż prosiły się o bramki i w końcu zaczęły je dostawać. Wynik w 8 minucie otworzył Piotrek Manaj, a 180 sekund później było już 2:0, gdy piłkę do siatki wstrzelił Mateusz Klewicki. Te dwa gole wprowadziły swobodę w poczynania faworytów, którzy od tego momentu praktycznie nie schodzili z połowy należącej do rywala. W 14 minucie Damian Jarzębski podwyższył na 3:0 i dopiero po tym trafieniu Sokoły miały okazję, by nieco zmniejszyć straty, lecz uderzenie z bliska Karola Bolesty zatrzymał na linii bramkowej Piotrek Radomski. Później wszystko wróciło już do utartego scenariusza, w którym Malina obstrzeliwała świątynię oponentów i ostatecznie do przerwy prowadziła 4:0. To była bardzo bezpieczna przewaga, chociaż miejscowi już raz w tym sezonie identyczną stratę nadrobili. I gdy na początku drugiej połowy zdobyli bramkę na 1:4, mogło się wydawać, że tu nic nie jest jeszcze stracone.
To myślenie okazało się wyjątkowo złudne. Owszem, Malina miała słabszy okres na starcie drugiej części spotkania, lecz błyskawicznie otrząsnęła się z letargu i kontynuowała to, co zaczęła w pierwszej połowie. W 25 minucie za sprawą Piotrka Radomskiego zrobiło się 5:1, a później nastąpiła egzekucja miejscowych. O ile wcześniej gracze w żółtych koszulkach starali się jak mogli, by wynik nie przyjął wstydliwej dla nich postaci, to od stanu 1:5 chyba przestało im nawet na tym zależeć. Nie było powrotu do obrony, nie było krycia i rezultat z każdą minutą robił się dla Sokołów coraz bardziej nieprzyjemny. Ich katem okazał się walczący o koronę króla strzelców Maciek Kamiński, który widząc nieporadność rywala, postanowił skorzystać z okazji i znacząco poprawić swój snajperski dorobek. To głównie za jego sprawą w 36 minucie wynik przekroczył barierę dwucyfrową. Wtedy honorowe trafienie w tej połowie dla przegranych zaliczył Darek Karczewski, ale gospodarzy dobił kolejnym golem Maciek Kamiński i skończyło się na wyniku 11:2. Dawno w trzeciej lidze nie widzieliśmy takiej deklasacji, lecz wcale nie musiało do niej dojść, gdyby w końcówce podopieczni Rafała Kusiaka wykazali więcej zaangażowania. A tak czekając jedynie na ostatni gwizdek sędziego, zupełnie odpuścili, z czego rywal tej klasy po prostu skrzętnie skorzystał. Malina jeszcze wtedy nie mogła wiedzieć, że te trzy punkty pozwolą jej na awans na pierwsze miejsce w tabeli! Teraz ekipie Piotrka Radomskiego wystarczy wygrać z Piorunem i będzie można świętować upragnioną promocję. Zresztą – nawet porażka niczego nie przekreśli, bo wtedy trzeba będzie wygrać z Przepitymi Talentami na koniec sezonu i te trzy punkty również zagwarantują udział w drugiej lidze za rok. Zespół z Wołomina ma więc wszystko we własnych nogach i na pewno nie zostawi rozstrzygnięcia na ostatnią chwilę. Tym bardziej, że awans można przypieczętować mistrzostwem, a lepszego zakończenia po prostu nie ma. Co do Sokołów, to ich sytuacja również wydaje się być bardzo klarowna. Strata do przedostatniego miejsca wynosi cztery punkty i nie ma się co łudzić, że przy obecnej dyspozycji i formie najbliższych rywali (MK-BUD i Bartycka) uda się ją odrobić. Ale walczyć trzeba, przynajmniej o to honorowe zwycięstwo, bo jeśli nawet nie można już poprawić swojej pozycji, to można sprawić by ten sam los spotkał inne zespoły. A choćby z Budowlanymi miejscowi wiedzą jak wygrywać, bo to właśnie z nimi triumfowali przed rokiem, po pamiętnym horrorze. Na minutę przed końcem przegrywali 4:6, by ostatecznie wygrać 7:6. Czy historia się powtórzy? Odpowiedź już we wtorek.