| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 3 |
Bartczak Daniel
|
||||
| 15 |
Jedliński Kamil
|
||||
| 17 |
Grabowski Maciej
|
||||
| 9 |
Rzepniewski Tomasz
|
||||
| 13 |
Bagiński Filip
|
||||
| 7 |
Miszczyński Konrad
|
||||
| 11 |
Rzepniewski Sylwester
|
| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 1 |
Jaguszewski Artur
|
||||
| 21 |
Błędowski Marcin
MVP
|
1 | |||
| 29 |
Wdowiński Mariusz
|
||||
| 11 |
Zach Hubert
|
||||
| 16 |
Rutkowski Mariusz
|
1 | |||
| 55 |
Krajewski Mateusz
|
||||
| 2 |
Sadocha Maciej
|
1 | |||
| 18 |
Krajewski Michał
|
1 |
Stankan od dłuższego czasu czai się za plecami czołowej trójki rozgrywek. I chyba nikt poważnie nie bierze go za kandydata do awansu, a kto wie, czy to nie jest największy błąd, jaki można popełnić. Podopieczni Mariusza Wdowińskiego osiągnęli bowiem naprawdę wysoką formę i mają tylko jeden problem – w kwestii promocji nie wszystko zależy od nich. Oprócz własnych zwycięstw musiałyby dojść korzystne wyniki z innych spotkań, ale to chyba nie spędza snu z powiek zawodnikom z Wołomina. Oni grają przede wszystkim dla siebie i przyjmą wszystko, cokolwiek się stanie na koniec sezonu. W siódmej kolejce ich rywalem było FC United. Ferajna Maćka Grabowskiego tydzień wcześniej dość szczęśliwie pokonała JSJ Development, a teraz musiała sobie radzić bez nominalnego bramkarza – Adama Księżopolskiego i swojego rozgrywającego Kamila Czyżaka. To nie wróżyło najlepiej, chociaż długo zanosiło się na to, że tutaj nikt nie zdoła przechylić szali na swoją stronę.
Problem leżał w (nie)skuteczności. Jedni i drudzy mieli swoje sytuacje, ale gdy trzeba była uderzać, to piłka leciała wszędzie indziej, niż chciał adresat. Zaczęło się w drugiej minucie, gdy błąd popełnił Daniel Bartczak, któremu tego wieczora przyszło bronić dostępu do bramki United. Jego podanie zostało przechwycone przez Mariusza Wdowińskiego, lecz winowajca poprawił się, gdy obronił uderzenie przeciwnika. W 4 minucie kolejne zagrożenie pod bramką miejscowych a okazję ma Hubert Zach. Były gracz Mir-Budu z lewej nogi posyła jednak futbolówkę obok słupka i na pierwszego gola wciąż musieliśmy poczekać. United o takich okazjach mogli z kolei pomarzyć. Ich próby to były głównie strzały z dystansu, ale pod nieobecność wspomnianego Kamila Czyżaka, nie było komu umiejętnie transportować piłki do napastników. Obrońcy Stankana mieli więc bardzo mało pracy, co mogło być jednak zdradliwe, bo wiadomo, że wtedy najłatwiej o zgubienie koncentracji. I zanim faktycznie doszło do sytuacji, w której na chwilę przysnęli, w 10 minucie w słupek uderzył Mariusz Wdowiński. I właśnie po tej okazji, gospodarze mogli – czy nawet powinni – otworzyć wynik spotkania! Tomek Rzepniewski otrzymał piłkę, minął jednego z rywali i miał przed sobą tylko bramkarza! I uderzył nieźle, w przeciwległą stronę, w którą rzucił się Artur Jaguszewski, ale golkiper faworytów umiejętnie zostawił nogi i to właśnie one nie pozwoliły wlecieć piłce do siatki. Ta sytuacja pobudziła jednak graczy w błękitnych koszulkach, którzy zrobili się znacznie odważniejsi. W 13 minucie futbolówkę stracił Maciek Sadocha i przed szansą stanął Filip Bagiński – znowu dobrą interwencją popisał się Artur Jaguszewski. W 16 minucie z dalekiego dystansu swoich sił spróbował też Maciek Grabowski, ale w tym przypadku piłka nie leciała nawet w światło bramki. Z kolei w końcówce pierwszej połowy przewaga wróciła do Stankana. I powinna zostać zamieniona na gole, bo niektórzy zawodnicy mieli wyborne okazje, by wpisać się na listę strzelców, a z tylko sobie znanych powodów tego nie uczynili. Najpierw Hubert Zach strzelił w aluminium, a później fantastyczną paradą przy uderzeniu Mariusza Wdowińskiego popisał się Daniel Bartczak. Tym samym na gole musieliśmy poczekać do finałowej odsłony.
I na szczęście doczekaliśmy się! Chociaż trzeba przyznać, że liczba akcji jakie jedna i druga strona wykonały, była mizerna. Skuteczność była za to znacznie lepsza i w 26 minucie mieliśmy otwarcie wyniku. Bardzo ładnym strzałem z dystansu popisał się Marcin Błędowski i Daniel Bartczak nie zareagował. To trafienie trochę otworzyło mecz, ale usztywniło miejscowych. Niby nie mieli oni nic do stracenia, lecz co gorsze – niewiele mieli też do zaoferowania. Ich atak praktycznie nie istniał, co skrzętnie wykorzystał przeciwnik. W 30 minucie Michał Krajewski dobił z najbliższej odległości uderzenie Mariusza Wdowińskiego i mieliśmy 2:0. Z kolei w 32 minucie fatalny błąd przytrafił się Maćkowi Grabowskiemu. Kapitan United nie spojrzał jak są rozstawieni koledzy i podał piłkę w ciemno za siebie, a Joma doleciała do zupełnie niepilnowanego Mariusza Rutkowskiego, który pomknął z nią w kierunku bramki. Daniel Bartczak nie zdołał obronić sprytnego strzału przeciwnika i spotkanie rozstało rozstrzygnięte. Zespół z Zielonki starał się przynajmniej o trafienie honorowe, ale najpierw sam kapitan strzelił z bliska obok słupka, a później to samo uczynił Filip Bagiński i oprócz porażki trzeba było przełknąć gorycz zerowego dorobku bramkowego. Tak to się musiało skończyć, bo chociaż można się przyczepić do zachowań Kamila Czyżaka, to jednak bez niego gra do przodu kompletnie się United nie kleiła. Stankan także swoją postawą nie zachwycił, ale to był po prostu taki mecz. Dominowało wyczekiwanie, zachowawczość i dobrze, że w ogóle zobaczyliśmy tutaj gole. Zdobył je zespół lepszy, który miał więcej atutów i który właśnie umocnił się na czwartej pozycji w tabeli. Podopieczni Mariusza Wdowińskiego mają w dodatku całkiem przyjemny terminarz, zwłaszcza w porównaniu do drużyn będących przed nim. I chociaż nie chcemy ferować wyroków, to może faktycznie tam, gdzie biją się Al-Mar z Łabędziami, skorzysta ten trzeci? Stankan awansu nie powinien się obawiać, bo w pierwszej lidze z grą jaką prezentuje ostatnio, byłby trudnym orzechem do zgryzienia. Ma zresztą zawodników z doświadczeniem pierwszoligowym, którzy z pewnością chętnie by do meczowych czwartków powrócili. Skoro jest szansa, to trzeba o nią powalczyć!