| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 1 |
Łuniewski Łukasz
|
||||
| 10 |
Kowalski Mateusz
|
||||
| 2 |
Rytel-Tyburczy Wojciech
|
1 | |||
| 77 |
Kowalski Mariusz
|
1 | |||
| 5 |
Kozicki Damian
|
1 | |||
| 11 |
Pacha Miłosz
|
||||
| 8 |
Kowalski Hubert
|
1 | |||
| 10 |
Ochociński Mariusz
|
||||
| 0 |
Kozakowski Maksymilian
|
1 |
| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 4 |
Banaszkiewicz Patryk
|
||||
| 17 |
Raczkowski Rafał
|
||||
| 11 |
Mikos Michał
MVP
|
1 | |||
| 7 |
Jurkowski Adam
|
||||
| 0 |
Skrzat Krzysztof
|
1 | 2 | ||
| 9 |
Pietrzyk Maciej
|
1 | |||
| 9 |
Panek Krystian
|
1 | |||
| 10 |
Raczkowski Adrian
|
||||
| 3 |
Marczyk Patryk
|
Łabędzie przed tygodniem zremisowały na własne życzenie z Multi-Mediką. Zawodnicy nie potrafili dobić swojego przeciwnika, zmarnowali wiele dogodnych szans i w ostatniej minucie stracili kuriozalnego gola, będącego symbolicznym dla ich postawy w tamtym spotkaniu. Ale nie należało tego przesadnie rozpamiętywać, tym bardziej że na horyzoncie pojawił się kolejny przeciwnik, któremu punkty są bardzo potrzebne. Ormed niebezpiecznie balansuje na granicy strefy spadkowej a ostatnio stracił możliwość sprawienia niespodzianki ze Stankanem, z powodu zachowania swojego kapitana. Głupia czerwona kartka pozbawiła szansy na stoczenie z ekipą z Wołomina emocjonującej końcówki i kto by pomyślał, że równo siedem dni później, podobna sytuacja także zdecyduje, że Ormed nie skończył meczu z takim dorobkiem punktowym, na jaki tego wieczora było go absolutnie stać.
Zanim jednak doszło do tego przełomowego momentu spotkania, mieliśmy ciekawą pierwszą połowę. Może i ataków nie było w niej za wiele, ale gdy już dochodziło do zagrożenia pod obydwiema bramkami, to bramkarze często pozostawali bezradni i musieli ich wyręczać gracze z pola. Tak było chociażby w 3 minucie, gdy Łabędziom przytrafił się błąd w defensywie i Mateusz Kowalski miał przed sobą bramkę, w której golkipera już nie było, lecz jego uderzenie szczęśliwie zablokował Michał Mikos. W odpowiedzi drużyna z Rembertowa także stworzyła sobie dogodne okoliczności do otwarcia wyniku, ale Krzysiek Skrzat zbyt długo zwlekał ze strzałem, a gdy już to uczynił, Damian Kozicki wyekspediował futbolówkę z linii bramkowej. Po tych dwóch bardzo dogodnych sytuacjach spodziewaliśmy się, że na chwilę nastąpi uspokojenie i pewnie by tak było, gdyby nie złe podanie Damiana Kozickiego w środkowej strefie boiska. Zwykle takie straty nie kończą się utratą gola, ale problem leżał w tym, że między słupkami nie było wtedy Łukasza Łuniewskiego. Skorzystał z tego Michał Mikos, mający fajną zdolność do przewidywania ruchów przeciwnika, co udowodnił nie tylko teraz i nie tylko w 3 minucie, ale też pod sam koniec spotkania, o czym później. Za sprawą jego wstrzelenia piłki do opuszczonej świątyni Łabędzie prowadziły. Radość trwała równe 5 minut. Właśnie wtedy Maks Kozakowski dograł Jomę do Damiana Kozickiego, a ten długo się nie namyślał i silnym strzałem po długim rogu pokonał Patryka Banaszkiewicza. Ale i w tym przypadku domyślaliśmy się, że remis długo na tablicy świetlnej nie zagości. Wszystko za sprawą żółtej kartki dla Wojtka Rytla-Tyburczego, która pozwoliła Łabędziom na grę w przewadze. Faworyci nie skorzystali jednak z tej wyśmienitej okazji a gdy siły się wyrównały, gola strzelił im Mariusz Kowalski! Spotkanie odwróciło się więc do góry nogami i wtedy gracze w granatowych koszulkach zdecydowali, że zmienią bramkarza. Zdając sobie sprawę, iż nie mogą sobie pozwolić tutaj na stratę punktów, funkcję golkipera przejął Michał Mikos, który starał się pomagać kolegom w rozegraniu akcji. W pierwszej połowie efektów to jednak nie przyniosło i przed zespołem Maćka Pietrzyka było trudne zadanie, by nie dać się rozpędzić skutecznie grającemu przeciwnikowi.
Po Łabędziach widać było determinację. Drugą odsłonę rozpoczęli z wysokiego C, a aktywnością imponował Adrian Raczkowski. To on w 22 minucie strzelił w słupek, a 120 sekund później zdobył bramkę! Problem w tym, że sędzia jej nie uznał, nie zdając sobie sprawy, iż futbolówka wyraźnie przekroczyła linię bramkową. To nieco wybiło faworytów z rytmu. Ten gol bardzo by im się przydał, a tak w 28 minucie czekała na nich kolejna zła informacja. Najpierw żółtą kartkę zobaczył Adam Jurkowski, a po jego faulu Wojtek Rytel-Tuburczy zdobył bramkę z rozegrania rzutu wolnego i było już 3:1! Sytuacja była więc dramatyczna. Ówczesny wicelider tabeli nie miał pomysłu jak wziąć się do odrabiania strat i wtedy z pomocą przyszedł mu Łukasz Łuniewski. Z niewiadomych przyczyn, mimo korzystnego wyniku, koniecznie chciał on uczestniczyć w rozgrywaniu akcji przez swój zespół, tyle że jedno z jego podań przejął Krzysiek Skrzat. I zamiast pozwolić rywalowi zdobyć bramkę, golkiper Ormedu sfaulował go, za co słusznie otrzymał czerwoną kartkę. Dla Łabędzi to był spóźniony prezent gwiazdkowy. Czegoś lepszego nie mogli sobie wyobrazić, bo właśnie otrzymali 5 minut gry w przewadze. I szybko wzięli się do roboty – w 30 minucie Krystian Panek zaliczył trafienie kontaktowe i wydawało się kwestią czasu, kiedy padną następne gola dla faworytów. Tyle że te nie tylko nie padały a w 31 minucie mogło się zrobić 2:4, lecz Michał Mikos wygrał pojedynek sam na sam z Mateuszem Kowalskim! Lada moment w poprzeczkę uderzył z kolei Maciek Pietrzyk i dopiero w 33 minucie Krzysiek Skrzat doprowadził do upragnionego wyrównania. Łabędzie wygrały więc przewagę w stosunku 2:0 i teraz wynik pozostawał sprawą otwartą. Jedni i drudzy nie kalkulowali i co chwilę mieliśmy zagrożenie pod jedną z bramek. W 35 minucie sam na sam z Hubertem Kowalskim jest Patryk Marczyk – świetnie broni bramkarz Ormedu. W 39 minucie dwukrotnie zastępczego golkipera rywali próbują pokonać Krystian Panek i Rafał Raczkowski – także bez skutku. Ale najbardziej szalona była ostatnia minuta. Najpierw Ormed ma 100% okazję, by rozstrzygnąć mecz na swoją korzyść, lecz Michał Mikos perfekcyjnie czyta podanie jednego z rywali i od razu inicjuje kontrę Łabędzi. Podaje do Krystiana Panka, a sam wychodzi na czystą pozycję, ale kolega z drużyny oddaje mu futbolówkę „za plecy”, a gdyby przyłożył się do tego zagrania, to Michał Mikos mógł zostać bohaterem tego spotkania. A tak skończyło się remisem. Oba obozy mogą odczuwać z jego powodu rozczarowanie, ale istnieje duże prawdopodobieństwo, że gdyby nie as kier dla Łukasza Łuniewskiego, to Ormed dowiózł by korzystny dla siebie wynik do samego końca. Tym samym walka o utrzymanie w drugiej lidze jeszcze się dla tej ekipy nie zakończyła. Podobnie jak dla Łabędzi rywalizacja o podium. Niestety trzeci podział punktów w sezonie spowodował, że zespół spadł na trzecie miejsce i może się okazać, że nawet jeśli utrzyma serię meczów bez porażki, to na niewiele może się ona przydać. Drużyna Maćka Pietrzyka nie może już sobie pozwalać na brak rozstrzygnięcia w swoich spotkaniach i w 8.kolejce z Al-Marem musi po prostu wygrać. Ale może to i lepiej, bo ten zespół lubi i potrafi atakować, dlatego mamy nadzieję, że w najbliższą środę stworzy z przeciwnikiem niezapomniane widowisko. I niech wygra lepszy!