| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 12 |
Krawczyk Michał
|
||||
| 21 |
Zalewski Łukasz
|
||||
| 9 |
Kowalczyk Mateusz
|
||||
| 14 |
Rudnik Damian
|
||||
| 69 |
Ziółkowski Adrian
|
||||
| 6 |
Kopania Hubert
|
||||
| 13 |
Bukowicki Konrad
|
||||
| 16 |
Kokosza Łukasz
|
1 | |||
| 9 |
Cackowski Patryk
|
||||
| 77 |
Wiśniewski Kamil
|
| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 1 |
Baran Jarosław
MVP
|
||||
| 21 |
Białowarczuk Sebastian
|
||||
| 9 |
Brzeziński Łukasz
|
||||
| 7 |
Sidor Paweł
|
||||
| 11 |
Wiechetek Michał
|
1 | |||
| 5 |
Białowarczuk Bartosz
|
Zawodnicy Atomowych Orzechów pewnie żałowali, że po zwycięstwie jakie odnieśli w 4.kolejce spotkań nad Maximusem, musieli udać się na kilkutygodniową przerwę związaną ze Świętami i Nowym Rokiem. Gdy idzie i są zwycięstwa, dobrze jest grać jak najczęściej, by dobra forma nie zdążyła uciec. Adrian Ziółkowski zapewniał jednak, że w 2014 roku będzie jeszcze lepiej. A rywal był ku temu idealny, bo PFNiK zajmuje w rozgrywkach 2.ligi B przedostatnie miejsce i chociaż z meczu na mecz jest coraz lepiej, to efektów punktowych wciąż brak. Każda passa ma jednak swój koniec i taką nadzieją żyli bracia Białowarczuk i spółka. Na przeszkodzie mógł stanąć brak Sebastiana Waszczuka, który był najlepszym zawodnikiem starcia z Mir Budem, ale taki urok amatorskiej piłki. Pierwsze minuty przebiegały w tempie, które spokojnie można przyrównać do wyścigu kolarskiego w jego środkowym etapie. Czyli umiarkowane tempo, z bardzo nielicznymi próbami ataków i zbieraniem sił na decydującą fazę meczu. Tak to wyglądało, ale od 11 minuty szturm na bramkę Jarka Barana rozpoczął Mateusz Kowalczyk. Pierwszy strzał wylądował obok świątyni PFNiK, a drugi w wykonaniu Damiana Rudnika świetnie nogami obronił bramkarz. Za chwilę ponownie Damian Rudnik, który wprowadza do gry Adriana Ziółkowskiego, lecz Łukasz Brzeziński w ostatniej chwili blokuje będącego na czystej pozycji rywala i zażegnuje niebezpieczeństwo. W 14 minucie jeszcze bliżej trafienia jest Łukasz Zalewski, lecz uderzenie głową jest minimalnie nieprecyzyjne i select odbija się jedynie od słupka. Podobny problem ma Konrad Bukowicki i powoli można snuć domysły, czy Jarek Baran nie wykorzystał przypadkiem świątecznej przerwy na naukę magicznych sztuczek, które powodowały, że piłka w żaden sposób nie chciała wpaść do jego bramki. Co więcej – PFNiK, skupiony w tym okresie głównie na obronie Częstochowy, wyprowadza w 15 minucie akcję, po której kapitalnym strzałem pospisuje się Michał Wiechetek i zamiast 1:0, mamy 0:1! Dla Orzechów to już za dużo. Atomowe biorą się błyskawicznie do odrabiania strat i w 17 minucie o włos od skutecznego wykończenia akcji jest Matusza Kowalczyk, ale znowu brakuje milimetrów. W 18 minucie ten sam zawodnik strzela w...słupek, a poprawka Łukasza Kokoszy jest niecelna. I tak o to PFNiK dowozi korzystny rezultat do przerwy. Nie ma jednak wątpliwości, że to dopiero początek długiej drogi, jaką cała drużyna musi przejść, by ten wynik utrzymać. Tym bardziej, iż przewaga Orzechów jest przygniatająca i wszyscy obecni na hali dziwią się, jak bardzo dogodną muszą wyrobić sobie pozycję, by wreszcie oszukać Jarka Barana. A przecież było takich mnóstwo. Druga odsłona sypnęła kolejnymi. W 27 minucie Jarek Baran w fenomenalny sposób broni uderzenie Damiana Rudnika, chociaż strzał jest precyzyjny, a obronę dodatkową utrudniają stojący przed bramkarzem zawodnicy. Za chwilę akcję 2 na 1 marnują Damian Rudnik i Adrian Ziółkowski. W 30 minucie swoich sił próbuje też Hubert Kopania, lecz golkiper PFNiK paruje selecta na słupek! Prowadzący nie mają chwili wytchnienia, ale ku ich uciesze w 30 minucie sędzia pokazuje żółtą kartkę Damianowi Rudnikowi i już po kilkunastu sekundach Łukasz Brzeziński ma doskonale okoliczności, by podwyższyć prowadzenie! Ale i jemu udziela się boiskowa nieskuteczność, przez co wynik ani drgnie. A gdy siły się wyrównują, Jarek Baran zatrudniany jest to do interwencji niemal co minutę. W 32 broni w sytuacji sam na sam z Łukaszem Kokoszą, a za chwilę do rozpaczy doprowadza także Konrada Bukowickiego. W 34 minucie strzela Mateusz Kowalczyk, lecz i tym razem bramkarz PFNiK jest sprytniejszy i paruje strzał na poprzeczkę! A wszyscy łapią się za głowy. Czegoś takiego Nocna Liga jeszcze nie widziała. A minuty mijają i sukces outsiderów jest bardzo blisko. W 38 minucie fatum opuszcza jednak Atomowe i za sprawą Łukasza Kokoszy okazuje się, że Jarek Baran jest tylko człowiekiem. Ale wynik 1:1wcale nie satysfakcjonuje Orzechy. Z ogromną determinacją dążą do zwycięskiego trafienia, lecz coraz mocniej odpuszczają przez to grę we defensywie. I to w 40 minucie o mało nie kończy się porażką, lecz Michał Wiechetek marnuje świetne okoliczności do przechylenia szali na korzyść PFNiK. W odpowiedzi piłką meczową dla faworytów dysponuje Mateusz Kowalczyk, ale i jemu futbolówka na nodze tego wieczora usiąść właściwie nie chciała. Do końca spotkania pozostaje więc kilkanaście sekund. Podopieczni Adriana Ziółkowskiego rzucają już wszystko na jedną szalę, ale przy rozgrywaniu kolejnego ataku pozycyjnego tracą piłkę na rzecz Bartka Białowarczuka. A ten samotnie podąża w kierunku bramki Michała Krawczyka. Na tablicy jest 10 sekund do końca, a kolegę z zespołu goni Paweł Sidor, który już czeka, by dołożyć stopę do ewentualnego podania. Ale młodszy z braci Białowarczuk bierze odpowiedzialność na siebie. I uderza... A za chwilę pada na parkiet i ukrywa twarz w dłoniach, tak jak wszyscy jego koledzy. Pudło. I niedowierzanie. Tak samo z jednej, jak i z drugiej strony. Tak dziwnego spotkania Nocna Liga chyba jeszcze nie doświadczyła. I ciężko nawet stwierdzić, dla kogo ten remis jest porażką, a dla kogo sukcesem. Orzechy miały w drugiej połowie przynajmniej 10 kapitalnych okazji, by zdobyć gola, a PFNiK jedną, z tą jednak różnicą, że przy jej skutecznej egzekucji, przeciwnik nie miałby czasu na jakąkolwiek reakcję. Wiadomo natomiast kto był absolutnym bohaterem spotkania – Jarek Baran. Kiedyś potrafił jako bramkarz zdobyć gola w ostatniej minucie spotkania, dając zwycięstwo swojej byłej ekipie, Al-Kaidzie. W środę przeszedł samego siebie. Brawa to za mało – tu potrzeba owacji na stojąco. A o wynikach kontroli antydopingowej poinformujemy wkrótce. ;)