Opis i retransmisja 9.kolejki 1.ligi!
Zapraszamy do przeczytania opisu i obejrzenia retransmisji z meczów pierwszej ligi!
Zapraszamy do przeczytania opisu i obejrzenia retransmisji z meczów pierwszej ligi!
Nie do zdarcia! Wesoła, po raz drugi z rzędu, a trzeci łącznie, została mistrzem najwyższej klasy rozgrywkowej w NLH!
Pierwszy rozdział ostatniego akcentu 1. ligi sezonu 2025/26 napisali zawodnicy Łabędzi na Detoxie i Kartonatu. Przyszło im rywalizować o 7. miejsce w tabeli i śmiało można powiedzieć, że bez względu na wynik tej potyczki, najważniejsze było, że ona się w ogóle odbyła. Kartonat siedem dni wcześniej nie zebrał się bowiem na potyczkę z AGD Marking i istniało ryzyko, że podobnie będzie teraz. Obawy okazały się płonne, bo Wojtek Kuciak zmobilizował swoich zawodników, kilku innych pojawiło się tutaj gościnnie, ale i Łabędzie wielkiego zamieszania z tego tytułu nie robiły, bo im zależało przede wszystkim na tym, żeby zagrać. No i były faworytem, bo jednak rywale w takim zestawieniu grali po raz pierwszy i niewykluczone, że również po raz ostatni, co po prostu nie mogło się w teorii inaczej skończyć niż sukcesem drużyny bardziej zgranej i doświadczonej. No i Łabędzie, może nie w wielkim stylu, ale jednak dość skutecznie, zaczęły realizować ów plan. W 11. minucie objęły prowadzenie po golu Przemka Laskowskiego, który jako lotny bramkarz skutecznie spenetrował przedpole przeciwników i uderzył nie do obrony. W 16. minucie Łabędzie pokusiły się o skuteczną kontrę, wykończoną przez Adriana Raczkowskiego i myśleliśmy, że dowiezienie korzystnego wyniku będzie formalnością.
Ale Kartonat obudził się i jeszcze przed przerwą, za sprawą Kamila Kamińskiego, zmniejszył część strat. I chyba uwierzył, że nie ma się tutaj kogo bać, bo na początku drugiej połowy szybko wyszedł na prowadzenie! Dwa gole w krótkim okresie zanotował Maciek Jasiński, najpierw po ładnym strzale po dalszym słupku, a potem wykorzystując przewagę 3:2 w strefie obronnej rywala. Tym samym przed Łabędziami stanęła marna perspektywa porażki na sam koniec i chociaż ten zespół miał swoje okazje, to przeciwnicy też potrafili się odgryźć. I to na tyle skutecznie, że po hat-tricku Maćka Jasińskiego prowadzili już 4:2, ale chwilę później Adrian Raczkowski sprawił, że niczego nie mogliśmy jeszcze tutaj przesądzać. Łabędzie ambitnie walczyły o chociażby doprowadzenie do rzutów karnych, w ostatnich fragmentach zamknęły oponenta na własnej połowie, lecz w wyniku niedokładności w jednej z akcji piłkę przejął Emil Gołyski i gol był tylko formalnością. Tym samym to Kartonat zakończył pozytywnie rozgrywki i być może będzie to jakieś światełko w tunelu dla tego zespołu. Pytanie tylko, czy na ich miejscu jest sens kopać się w 1. lidze, bo naszym zdaniem na tę chwilę nie mają potencjału, by cokolwiek tutaj ugrać. Ale decyzja będzie należała do nich, a wiele zdeterminuje skład, jaki Wojtek Kuciak uzbiera przed kolejną kampanią. A jeśli Kartonatowi odradzamy grę w elicie, to co w takim razie mamy napisać o Łabędziach? W ich przypadku tak kategoryczni byśmy nie byli. Mimo wszystko, zwłaszcza pod względem organizacyjnym, są zespołem znacznie bardziej obliczalnym i gwarantują, że po kilku niepowodzeniach nagle im się nie odechce. Pod względem gry też w wielu spotkaniach nie było tak źle, jak mogłaby na to wskazywać tabela. Z drugiej strony – jeśli w spotkaniu niejako podsumowującym cały sezon przegrywają z zespołem trochę z łapanki, to chyba nie możemy też powiedzieć, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Ale taki już urok tych naszych Łabędzi i przynajmniej nigdy nie ma z nimi nudy.
W wyniku walkowera AGD Marking w konfrontacji z Gold-Dentem, przed starciem o 3. miejsce mieliśmy małą przerwę. Dzięki niej zawodnicy AbyDoPrzodu oraz Al-Maru mogli się trochę rozgrzać, Karol Sochocki wymienił serdeczne uściski z Marcinem Rychtą, bo przecież razem grają w lidze w Sulejówku, no ale tutaj stanęli po dwóch stronach barykady. Stawka, czyli brązowe medale, była według nas całkiem atrakcyjna, bo jednak fajnie jest coś dorzucić do klubowej gabloty po trzymiesięcznej kampanii, a tutaj było jasne, że jedna ekipa będzie się musiała obejść smakiem. Był to zresztą element dwumeczu de facto między tymi zespołami, bo los sprawił, że już w najbliższą niedzielę zmierzą się ponownie, tyle że na krótszym dystansie w Pucharze Ligi. W dodatku jedna potyczka już za nimi w tej edycji była, bo przypomnijmy, że w sezonie zasadniczym Al-Mar w dobrym stylu wypunktował przeciwników z Duczek. I teraz też był faworytem, bo AbyDoPrzodu przyjechało choćby bez Piotrka Kozy, nie było też Rafała Radomskiego czy Łukasza Flaka, a Marcin Rychta mógł tym razem pod względem frekwencji być zadowolony. No i dziś już wiemy, że to przełożyło się na końcowy rezultat… Początek to co prawda lepsze okazje dla AbyDoPrzodu, lecz to Al-Mar objął prowadzenie po świetnym podaniu Rafała Polakowskiego i bardzo dobrym wykończeniu Rafała Błońskiego. Przegrywający chcieli szybko odpowiedzieć, jednak podobnie jak z Burgerami, ich celownik nadal wydawał się rozregulowany. W końcu przyszło jednak przełamanie i po asyście Kamila Kłopotowskiego gola zdobył Karol Sochocki. Ostatnie słowo w pierwszej połowie należało jednak do graczy z Wołomina. Bramka Dominika Ołdaka sprawiła, że Al-Mar był o 20 minut od drugiego brązowego medalu w historii 1. ligi NLH.
AbyDoPrzodu w przerwie zastosowało dość ciekawy manewr, bo z bramki zszedł Daniel Kania, a wszedł do niej Patryk Skrajny. I trzeba przyznać, że to był dobry ruch, bo Patryk dobrze bronił, a i na przedpolu radził sobie bardzo przyzwoicie. No ale co z tego, jak z przodu brakowało konkretów. Coraz odważniejsza gra przegrywających mogła się zresztą zemścić w 30. minucie, lecz doskonałej okazji nie wykorzystał Mateusz Adamski. A potem los dał szansę AbyDoPrzodu. Żółtą kartkę zobaczył bowiem Rafał Polakowski, jednak gracze w czerwonych koszulkach, poza jedną okazją w przewadze, której nie wykorzystał Daniel Kania, nic wielkiego sobie nie stworzyli. No i łatwo się domyślić, jak to się skończyło. W 38. minucie pokarał ich Dominik Ołdak. Po tym golu podopieczni Michała Wytrykusa rzucili się jeszcze do rozpaczliwych ataków, no ale trafienie w 40. minucie Karola Sochockiego okazało się jedynie na otarcie łez. Tym samym AbyDoPrzodu zostało w tym sezonie z niczym, przynajmniej w rozgrywkach ligowych. I to trzeba traktować w kategoriach rozczarowania. Bo wydaje się, że awans do top 4 był planem minimum, a potem celem było wygranie choćby jednego spotkania. I to się nie udało, co jakby umacnia nam przekaz, że zespół z Duczek na więcej niż 4. miejsce nie zasłużył. Dwie porażki z Al-Marem, dwie z Burgerami, remis z Wesołą, która była spokojnie wówczas do pokonania - liczby nie kłamią. Zupełnie inaczej patrzymy na to, czego dokonał Al-Mar. Ten medal należał im się jak psu buda i można się nawet zastanawiać, czy nie zasłużyli na coś więcej. Tym bardziej, że Marcin Rychta i spółka jeden brązowy krążek już mieli, a teraz sięgają po drugi. Biorąc jednak pod uwagę, że od tamtego sukcesu minęło już 6 lat, trudno traktować to osiągnięcie jako zwykłe powtórzenie wyniku sprzed lat. Tym razem nie była to bowiem niespodzianka ani finisz last minute, lecz potwierdzenie naprawdę dużej klasy, jaką ten zespół prezentował przez całą zakończoną kampanię. Wtedy zresztą za tamtym rezultatem nie poszły kolejne, a teraz jest duża szansa, że stanie się on początkiem regularnej obecności Al-Maru na najbardziej prestiżowym podium na zielonkowskim parkiecie.
No i jesteśmy już przy bezapelacyjnie najważniejszym spotkaniu 19. edycji Nocnej Ligi Halowej. Wielki finał trochę specyficznego sezonu w 1. lidze, do którego zakwalifikowali się Wesoła oraz Burgery Nocą. Dla niektórych, biorąc pod uwagę ostatnie dwa mecze w wykonaniu obrońców tytułu, pewnie nie było tutaj miejsca na niespodziankę i to Wesoła jawiła się jako dość zdecydowany faworyt. Jakkolwiek 19 lutego to na pewno był dzień, w którym Patryk Jach, kapitan zespołu, najadł się sporo stresu. Okazało się bowiem, że skład na decydujące spotkanie będzie bardzo wąski. Nie dość, że nie mógł zagrać wykartkowany Stasiek Dźwigała, to jeszcze kontuzji nabawił się Janek Dźwigała i jego również w czwartek nie obejrzeliśmy. Biorąc pod uwagę, że wielu innych zawodników już dawno Patryk przestał lub musiał przestać brać pod uwagę z innych względów, zrobił się problem. Na szczęście udało mu się namówić Konrada Śliwkę, a przy okazji własnego brata Damiana, który podobnie jak Konrad nie rozegrał w tym sezonie ani jednego spotkania. Trudno było nie nazwać tego szansą dla Burgerów. Tym bardziej, że oni przyjechali praktycznie na galowo. W dodatku fakt, że w pierwszej kolejce sezonu zasadniczego pokonali Wesołą, powodował, że w teorii wiedzieli, jak się urzędującego mistrza stawia do pionu. Tyle w tym przypadku teoria rozminęła się z praktyką w sposób bardzo dla nich bolesny.
Już początek pokazał, że mimo wielu osłabień to Wesoła będzie tutaj dyktowała warunki. Ich gra naprawdę mogła się podobać i tak naprawdę jedyne, czego brakowało, to efektu bramkowego. To się zemściło w 8. minucie, gdy po jednym z niewielu ataków Burgerów Mateusz Muszyński zagrał do Piotrka Bobera, a ten szczęśliwie zmieścił piłkę między Mateuszem Łysikiem a słupkiem. Wydaje się, że w tej sytuacji popularny Łysy mógł zrobić więcej, ale dość szybko udało mu się za tę nie do końca udaną interwencję zrehabilitować. W 10. minucie podszedł do rzutu wolnego, a po tym jak piłka odbiła się od muru i totalnie zaskoczyła graczy Burgerów, dobił własny strzał i doprowadził do remisu. A za chwilę faworyci byli już na prowadzeniu. Bartek Januszewski oddał mocne uderzenie, które bardzo przytomnie zamknął na dalszym słupku Dawid Brewczyński. I chociaż ten skromny wynik 2:1 ostał się do końca pierwszej połowy, to trudno było nie odnieść wrażenia, że Wesoła ma wszystko pod kontrolą.
Świetnie grał chociażby Konrad Śliwka, o którego przecież można się było tutaj najbardziej obawiać. On jednak prezentował się tak, jakby w ekipie Patryka Jacha grał od zawsze. Potwierdził to w 25. minucie, gdy jak tur przeszedł pół boiska, wystawił piłkę do Dawida Brewczyńskiego, a ten dopełnił formalności. Burgery nie były w stanie na to odpowiedzieć. Gra się nie układała, liderzy byli niewidoczni i choćby Piotrek Bober, który był przecież absolutnym bohaterem pierwszego meczu tych zespołów, tym razem kompletnie nie mógł się odnaleźć. A Wesoła punktowała - w 33. minucie gola zdobył Damian Jach, a lada moment na 5:1 podwyższył świetnie grający Bartek Januszewski. To już był gwóźdź do trumny Burgerów, którzy walili głową w mur i chyba znacznie wcześniej pogodzili się z faktem, że nic tutaj nie ugrają. Jedyne, na co było ich stać, to bramka na 2:5, z prezentu, jaki dał im Mateusz Łysik. Obrońcy tytułu na wszelki wypadek dołożyli jeszcze dwa gole i już na kilka minut przed końcową syreną można było spokojnie wstać i ogłosić, że WESOŁA ZOSTAŁA MISTRZEM NOCNEJ LIGI HALOWEJ PO RAZ DRUGI Z RZĘDU!
To była pełna dominacja i bezdyskusyjne zwycięstwo, które pokazało Burgerom, że trochę im jeszcze brakuje do mistrzowskiego poziomu. Ale spokojnie - dla pokonanych to był debiutancki sezon w elicie i to srebro oczywiście też jest bardzo cenne, natomiast jakiś niedosyt po takim meczu musi być, bo wiele wskazywało na to, że jeśli ktoś ma ferajnę Patryka Jacha powstrzymać, to może właśnie oni. Nic z tego. Nie ma chyba zresztą sensu analizować, co dokładnie zawiodło i trzeba po prostu oddać chwałę mistrzom, że po prostu nie pozostawili tutaj złudzeń. Wesoła włączyła na ostatnim etapie rozgrywek tryb, który był nieosiągalny dla przeciwników, chociaż ten sezon bez wątpienia trochę się pod nich ułożył. Przez połowę rozgrywek byli cieniami samych siebie, grali tak, żeby tylko wystarczyło na awans do play-offów. Ale gdy przyszła już poważna gra - no to wszyscy widzieliśmy, jak to wyglądało. To też pokazuje, jaki ten zespół ma potencjał, bo w finale brakowało tylu ważnych ludzi, a oni i tak wygrali go na własnych warunkach. Wielkie gratulacje Panowie! I cóż - przed Wami, w 20. jubileuszowej edycji, wyzwanie w postaci trzeciego mistrzostwa z rzędu. Tylko teraz nie wystarczy wcisnąć pedału gazu w lutym, co zresztą bardzo nas cieszy. Bo nie dość, że rozgrywki wrócą do normalności, to jest szansa, że w takiej odsłonie jak w tamten czwartek, będziemy Was widzieć częściej.
Retransmisję wszystkich spotkań pierwszej ligi (z komentarzem) można obejrzeć poniżej. Video jest dostępne w jakości HD. Wystarczy że kołowrotkiem ustawicie opcję 1080p60 HD i będziecie mogli cieszyć wzrok najwyższej jakości obrazem. Za każdą subskrypcję czy polubienie materiału na stronie YouTube - z góry dziękujemy! Jednocześnie prosimy Was o weryfikację statystyk z Waszych meczów - jeśli znajdziecie jakiś błąd, to prosimy o jak najszybszą informację.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!