| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 1 |
Marschall Maciej
|
||||
| 2 |
Gajewski Radosław
MVP
|
3 | |||
| 5 |
Budek Konrad
|
1 | |||
| 16 |
Rutkowski Mariusz
|
1 | |||
| 8 |
Augustyniak Piotr
|
2 | |||
| 7 |
Balcer Bartłomiej
|
1 | |||
| 10 |
Płócienniczak Adrian
|
||||
| 0 |
Giera Daniel
|
1 | |||
| 88 |
Wyszyński Marcin
|
1 |
| # | Zawodnik | ||||
|---|---|---|---|---|---|
| 12 |
Stankiewicz Mateusz
|
||||
| 1 |
Skrok Paweł
|
||||
| 5 |
Szymańczuk Paweł
|
1 | |||
| 17 |
Budryk Łukasz
|
||||
| 2 |
Sadocha Maciej
|
1 | |||
| 7 |
Gall Patryk
|
Meczowy czwartek rozpoczął się od rywalizacji AGD Marking z In Plusem. Dla tych pierwszych miał on ogromny ciężar gatunkowy, dla drugich - po dwóch z rzędu porażkach - stanowił raczej następny etap dokończenia sezonu. Zwłaszcza, że kolejny raz zespół z Marek przyjechał w składzie dalekim od optymalnego, co spowodowało nawet, iż w polu musiał zagrać nominalny bramkarz, Paweł Skrok. To wszystko nie budowało wrażenia, że drużyna Patryka Gall może tutaj zrobić krzywdę przeciwnikowi, który chociaż również nie dysponował np. Michałem Odzimkiem, to na parkiecie zobaczyliśmy Konrada Budka. A oprócz niego Grzegorz Piwko dysponował ośmioma innymi graczami, co przy skromnej, zaledwie jednoosobowej ławce rezerwowych u rywala, dawało kolejny argument za zwycięstwem AGD. Zaczęło się jednak dość niespodziewanie, bo w 2 minucie Maciek Sadocha otworzył wynik spotkania na korzyść In Plusu, tyle że nie minęło nawet 60 sekund, a doprowadzeniem do remisu mógł się pochwalić Radek Gajewski. W tej samej minucie wiceliderów rozgrywek na prowadzenie wyprowadził Konrad Budkowski i po tych trzech golach spotkanie na dłuższy czas się uspokoiło. Obie ekipy nie były już tak skuteczne, dlatego dość długo przyszło nam czekać na kolejny, bramkowy zryw. I ten nastąpił w 11 minucie. Najpierw w słupek strzelił Piotr Augustyniak, a chwilę później doszło do dziwnej sytuacji. W walce o piłce doszło do starcia dwóch zawodników obu ekip, z czego tym, który bardziej ucierpiał był Łukasz Budryk. Obaj gracze nie podnosili się z parkietu, więc gra toczyła się dalej i chociaż w pewnym momencie po zawodniku Markingu nie było już praktycznie śladu po kontuzji, to podopieczny Patryka Gall nadal zwijał się z bólu. Prawdopodobnie nie widząc tego, Mariusz Rutkowski zdecydował się na strzał w kierunku świątyni ekipy z Marek i zdobył gola, jednak cała drużyna ze Słupna szybko zreflektowała się w sytuacji i pozwoliła przeciwnikom zaliczyć trafienie praktycznie ze środka boiska, bo nikt nie przeszkadzał w oddaniu strzału Pawłowi Szymańczykowi. Ten fajny gest fair play na pewno złagodził emocje po całym zajściu, chociaż oczywiście nie spowodował, że mecz stał się przyjacielskim piknikiem. W końcówce pierwszej połowy oba zespoły ze wszystkich umiejętności dążyły do zdobycia bramki, lecz mimo aktywnej postawy Łukasza Budryka oraz strzałów Piotra Augustyniaka, rezultat ze stanu 3:2 ustalonego w 12 minucie ani drgnął. Wciąż jednak istniała realna obawa, że przegrywający z biegiem czasu będą mieli coraz mniej sił, a co za tym idzie – coraz mniej argumentów, by stawiać opór drużynie kierowanej z ławki przez Grzegorza Piwko. I to się w drugiej połowie potwierdziło. Już w 23 minucie gola na 4:2 - po dwójkowej akcji na małej przestrzeni z Marcinem Wyszyńskim - zainkasował Daniel Giera i stało się jasne, że Marking tego spotkania nie przegra. Szczególnie, że oponenci nie dysponowali napastnikiem. Nieobecność od dłuższego czasu Rafała Prażucha czy Michała Madeja uniemożliwiała wyprowadzanie szybkich kontr czy umiejętne rozprowadzanie ataku pozycyjnego. Klasowy atakujący, a takimi bez wątpienia są obaj wymienieni wcześniej gracze, wiedzą jak się poruszać, jak zmieniać pozycje i jak uprzykrzać życie obrońcom rywala. Tutaj tego nie było, bo być nie mogło. Dlatego też faworyci rozpoczęli od 26 minuty powolny, ale jednak skuteczny rozkład przeciwnika i zaczęli seryjnie zdobywać gole. W 36 minucie było już 9:2 i chociaż In Plus nawet dwukrotnie zdołał obić słupek bramki Maćka Marschalla, to nie dość, że w drugiej połowie nie zaliczył ani jednego trafienia, to 3 minuty przed końcem został upokorzony wynikiem dwucyfrowym. Rezultat 2:10 prawdopodobnie i tak nie był takim, jaki mógł tutaj paść, co jednak nie miało dla wygranych większego znaczenia. Oni ten mecz musieli przede wszystkim wygrać, a w jakim stosunku było już sprawą drugorzędną. Dzięki tym trzem punktom było wiadomo, że bez względu na to, co wydarzy się w rywalizacji Samych Swoich z Cubaną, o mistrzostwie ósmej edycji Nocnej Ligi Halowej zadecyduje ostatni mecz pomiędzy AGD a Swojakami. Lepszego finału nie można sobie było wyobrazić i pozostaje mieć nadzieję, że obie ekipy będą wtedy dysponowały swoimi najlepszymi zawodnikami, a mecz w żadnym stopniu nie będzie przypominał tego, który właśnie jest opisywany. In Plus musi się na pewno zastanowić nad doborem zawodników w przyszłej edycji, bo może lepiej mieć do dyspozycji graczy mniej efektownych, czyli typowych rzemieślników, ale takich, którzy nie będą mieli problemów z frekwencją. Przyjeżdżanie na mecz, w którym z góry trzeba się liczyć z porażką, nie jest na pewno miłym doświadczeniem, szczególnie dla zawodników tej klasy co Łukasz Budryk czy Paweł Szymańczuk. Pod tym względem markowianie mogą brać przykład z Markingu, który chyba na żadnym ze spotkań nie dysponował mniejsza liczbą chętnych do gry niż 9 zawodników. I na pewno jest to jedna z przyczyn, dla których AGD będzie za dwa tygodnie walczyło o końcowy triumf, a In Plus po prostu o zwycięstwo w meczu.
R.B.