fot. © www.nocnaligahalowa.pl

Wywiad z Krzyśkiem Sonnenfeldem

28 stycznia 2026, 02:02  |  Kategoria: Ogólna  |  Źródło: inf.własna  |   dodał: roberto  |  komentarze:

Powrót Białowieskiej do rozgrywek NLH był dla nas miłą niespodzianką. I wszystko wskazuje na to, że nie jest to powrót tylko na chwilę. Zwłaszcza, że ta drużyna radzi sobie coraz lepiej.

Jak co sezon, tradycją NLH są wywiady. Jedną z pierwszych osób, które przyszły nam na myśl, był Krzysiek Sonnenfeld. Zapamiętaliśmy go jako technicznego zawodnika, który później musiał zmierzyć się z poważną kontuzją, ale mimo to ciągnęło wilka do lasu. Dziś wrócił do ligi razem z synem, Antkiem, kilkoma kolegami ze „starej” Białowieskiej oraz nowymi zawodnikami. Warto dodać, że część z Was Krzyśka może kojarzyć także z boisk 11-osobowych, bo jest aktywnym sędzią MZPN.

To dobry moment, żeby zapytać go, skąd po tylu latach wzięła się motywacja do powrotu do NLH i co sprawiło, że znów zobaczyliśmy go na naszych boiskach.

Sonnenfeld

(Krzysiek Sonnenfeld podczas turniej NLH CUP | 2015 r.)

Krzysiek, wróciłeś – a może raczej wróciliście – do Nocnej Ligi Halowej po wielu latach przerwy. Skąd wziął się ten pomysł?

– Ciężko wskazać jeden konkretny powód. Może chęć sprawdzenia siebie, jakiś sentyment do tego, co było, wspólna gra z Antkiem. Raczej nie był to jeden moment czy impuls, tylko dłuższy proces. Antek zebrał swoich kolegów, grali sami w jakichś ligach i od słowa do słowa wpadliśmy na pomysł, żeby to połączyć.

Pamiętamy moment, gdy Antek, wówczas 7-latek, symbolicznie rozpoczynał jeden z Waszych meczów. Dziś to już dorosły chłopak, z którym grasz w jednej drużynie. No właśnie – jak to jest grać wspólnie z synem? Na boisku nie widać spięć, a jak to wygląda poza nim? Zdarza Wam się wspólnie analizować mecze?

– Wspólne granie w jednej drużynie to fajna sprawa. Jeszcze fajniej grać przeciwko sobie, żeby pokazać temu drugiemu, kto jest lepszy. Co prawda mi już coraz ciężej z nim rywalizować, ale potrafię jeszcze zaskoczyć młodzieniaszka ;)

Poza boiskiem różnie bywa – tutaj Antek powinien się wypowiedzieć (śmiech). Staram się zachować balans pomiędzy byciem kolegą z boiska a utrzymaniem relacji ojciec–syn.

Co do meczów, to tak - zdarzają się analizy. Jak czas pozwala, to po NLH wracamy i oglądamy spotkanie, dzieląc się uwagami.

Nie bałeś się, że powrót Białowieskiej może oznaczać także powrót pecha, który przez lata towarzyszył tej drużynie? Mam tu oczywiście na myśli kontuzje.

– Zdecydowanie nie. Nie wydaje mi się, żeby to była kwestia napisu na plecach. Raczej czysty przypadek, tym bardziej że pierwszą większą kontuzję złapał Kamil (Jaskłowski) – i nie było to na piłce. Także pechem bym tego nie nazwał. Urazu można doznać nie tylko grając w czerwonej koszulce.

Zwłaszcza, że kiedyś graliście w białych ;) Przez te wszystkie lata Waszej nieobecności sporo zmieniło się w lidze. Zacznijmy może od poziomu sportowego – czego spodziewałeś się po 3. lidze?

– Spodziewałem się tego, co dostaliśmy. Gdy rozmawialiśmy przy zapisywaniu się, szacowałem nasz poziom na 3./4. ligę i, patrząc na obecny układ tabeli, nie pomyliłem się. Jeśli chodzi o 1. ligę, to poziom jest poza naszym zasięgiem. Prawda jest też taka, że w obecnym składzie gramy po raz pierwszy. Mam jednak wrażenie, że z meczu na mecz wygląda to coraz lepiej.

Gdy odchodziliście z ligi, nie było jeszcze transmisji meczów. Dziś to nieodłączny element każdego spotkania. Czy to właśnie największa zmiana w porównaniu z tym, co było kiedyś, a tym, co jest teraz?

– Zdecydowanie tak. Przez to wzrosła atrakcyjność ligi, a poziom sportowy również poszedł w górę. Albo na odwrót – poziom organizacyjny musiał dojechać do piłkarskiego ;)

Żarty żartami, ale Ty w ostatnim czasie wziąłeś się za coś naprawdę poważnego - zostałeś sędzią. Za mało Ci adrenaliny w życiu?

– Najwidoczniej (śmiech). A tak serio, nie jest tajemnicą, że jestem po operacji kolana i gra na dużym boisku w jakimś klubie nie wchodzi w grę. Skoro nie mogę grać na poważnie, to chociaż jako sędzia chciałem pozostać przy piłce. Zrobić coś dla siebie i mieć jakąś motywację do regularnego ruchu.

Antek również sędziuje razem z Tobą. Czy zawsze tworzycie parę na meczach, czy zdarza Wam się sędziować osobno?

– Wspólne sędziowanie to raczej wyjątek. Zdarzają się pojedyncze mecze, gdzie jesteśmy w jednej trójce sędziowskiej. Pewnie dlatego, że na ponad 400 meczów w weekend, na około 100 wysyłana jest trójka sędziowska. Na pozostałe 300 spotkań arbiter jedzie sam.

Sonennfeld sędzia

Madziar Nieporęt - Mazur Radzymin. Krzysiek Sonnenfeld pierwszy od lewej | 2025 r.

Jest jakaś śmieszna – albo może straszna – historia z meczów niższych lig, która szczególnie zapadła Ci w pamięć?

– Chyba nie, albo po prostu nie przypominam sobie niczego, co mogłoby kogokolwiek rozśmieszyć. Strasznych historii tym bardziej nie mam. Żeby jednak nie zostawić pytania bez odpowiedzi – ostatnio, jesienią, spotkałem kolegę, z którym grałem w jednym klubie jakieś 18 lat temu i chodziliśmy do jednego gimnazjum. Także bardziej miła niespodzianka niż coś śmiesznego, ale zawsze.

Wróćmy do Białowieskiej. Ze starego składu zostało Was trzech: Ty, Marcin Krucz i Kuba Bednarowicz. Z tego, co widziałem, z chłopakami ze starej paczki nadal macie kontakt – Darek, Kamil Jaskłowski i Damian Mularczyk byli nawet na kilku Waszych meczach. To chyba pokazuje, że Białowieska to było (i jest) coś więcej niż tylko ekipa do grania w piłkę.

– Można tak powiedzieć. Czas leci, każdy ma swoje sprawy – praca, rodzina itd. – ale w większym lub mniejszym stopniu cały czas mamy ze sobą kontakt. Raczej byliśmy drużyną złożoną z przyjaciół, którzy wspólnie spędzali czas, grając w piłkę, niż zbieraniną przypadkowych osób. I podobnie jest teraz z młodzieżą.

Ty sam się przebranżowiłeś – kiedyś grałeś w polu, dziś stoisz na bramce. Czy to kwestia zdrowia i kontuzji, czy coś innego zadecydowało o tej zmianie?

– W myśl zasady: gruby na bramkę (śmiech). Skoro zdrowie nie pozwala grać w polu, Ty nie chciałeś, żebym sędziował (zgłaszałem gotowość), to jakoś musiałem na parkiet NLH wrócić – pozostała więc tylko bramka. Inna kwestia jest taka, że nie było nikogo innego chętnego na tę pozycję, a że zawsze mnie ciągnęło na bramkę, to efekt widać co wtorek wieczorem.

Na koniec powiedz: jakie są ogólne wrażenia drużyny, zwłaszcza zawodników, którzy grają u nas po raz pierwszy? Wszystko Wam się podoba? I najważniejsze – myślisz, że za rok znowu się zobaczymy?

– Marcin, Kuba i Karol (Tabor) wiedzieli, na co się piszą, bo grali tutaj już wiele razy. Pozostali mają bardzo pozytywny odbiór. Nie ma na co narzekać: piłka okrągła, parkiet równy, sędziowanie na dobrym poziomie, ciepła woda pod prysznicem. Czego chcieć więcej? Idealne warunki, żeby nie iść spać o 22:00, tylko poczekać do ostatniego gwizdka.

Co do naszej przyszłości, zacytuję klasyka: „Na pewno, na pewno, pewnie, jasne, zobaczymy, czas pokaże, czas pokaże”. Na dzień dzisiejszy możesz nas dopisać do tabeli na następny sezon.

Tego się obawiałem ;) Dzięki za rozmowę.

Komentarze użytkowników: